Jesienne słońce świeciło nad szybowiskiem w Bezmiechowej Górnej. W powietrzu czuć było zbliżający się wrześniowy chłód. Kurs szybowcowy dobiegał końca. Część uczestników wyjechała do swoich obowiązków. Zdali już: Paweł, Jerzy, Wiktor i Kazimierz. Patryk i Stanisław musieli wyjechać wcześniej - mają dokończyć wkrótce. Ostatnie loty robi Łukasz - lata świetnie. Nic dziwnego: czekał na te chwile trzy lata, a marzył o lataniu od zawsze. Spokojnie, wręcz modelowo podchodzi do lądowania. - Rydzu, dobrze lata - mówi, Instruktor Piotr Bobula -zadowolony z kursanta. Niecierpliwie na swoje ostatnie loty z "podstawówki", czyli III klasy czeka Maciek. Wreszcie z Bociana wysiada uśmiechnięty Łukasz - mógłbym tak latać i latać - mówi. Zmienia go Maciek. "Kabinka zamknięta, pilot gotów" - melduje. Pada komenda: "Naprężaj, wyciągarka". Szybowiec lekko wzbija się w bezchmurne niebo. "Lina odeszła" - pada następny komunikat. Już wolny Bocian zatacza pierwsze koło. Za oddalającym się szybowcem patrzą tęsknie: Ewa - przezwana pieszczotliwie podczas kursu "króliczkiem", której zostało jeszcze 13 lotów samodzielnych i Sabina, czekająca niecierpliwie na wyniki ostatnich specjalistycznych badań z Wrocławia. Już została dopuszczona do lotów sprawdzających, czyli ma pewność, że ją instruktor wypuści. To był intensywny kurs - mówi Piotr Bobula, zarówno pod względem ilości kursantów jak i turystów, którzy odwiedzili szybowisko, chcących poznać to niepowtarzalne przeżycie, jakim jest przelot szybowcem. - Odwiedził nas Rektor Politechniki Rzeszowskiej, prof. Tadeusz Markowski. Politechnika, zarówno Rzeszowska jak i Warszawska są patronami i głównymi inwestorami powstającej obecnie szkoły szybowcowej właśnie na Bezmiechowej.
W styczniu Politechnika Rzeszowska ukończyła pierwszy z etapów budowy infrastruktury lotniska w Bezmiechowej, tj. zastał wybudowany budynek hangaru (stan surowy zamknięty), w dalszym ciągu w miarę pozyskiwanych środków zastanie wykończony hangar i rozpoczęta budowa innych budynków. W dobrym stylu zakończył też pobyt na szybowisku Olgierd Urbańczyk, student V roku budowy płatowców Politechniki Rzeszowskiej - na co dzień wyciągarkowy na Bezmiechowej - ale i świetny pilot. Wykonał lot do Krosna i z powrotem czyli drugi raz tyle, ile potrzebne jest do zdobycia Srebrnej Odznaki - trzech mewek. Kursanci z ubiegłych lat: Arek i Antoni ćwiczyli już loty należące do szkolenia klasy II. Słońce malowniczo zachodzi, robi się coraz chłodniej. Za to atmosfera zrobiła się cieplejsza, bo zachowujący dużą rezerwę instruktor Bobula zaczął opowiadać o przygodach, które wydarzyły się podczas kursu: o ludziach, którzy przewinęli się przez szybowisko i tegorocznych kursantach, których musiał musztrować, o mieszkaniu w beczce, o nowej, specjalnie dla potrzeb szybowiska w Bezmiechowej skonstruowanej wyciągarce. - A teraz czas wskoczyć z "stalowe majtki" - mówi zapinając spadochron - uciekam w absolutną ciszę - uśmiecha się odchodząc w stronę szybowca. Maćka i Łukasza czekał jeszcze "gwóźdź programu" szkolenia - laszowanie, czyli swoisty chrzest lotników. Drewniana płoza od szybowca posłużyła do "ochrzczenia" świeżo upieczonych adeptów III klasy szybowcowej. Oj! Huk był na Bezmiechowej, że ho ho! Znieśli to dzielnie, aby w przyszłości już się więcej nie poobijali.
Rezerwat Dyrbek zaczął nabierać złoto - rudych barw... pierwsze liście zaczęły już spadać z drzew, a z nocy na noc stawało się przeraźliwie chłodno... To był intensywny sezon na szybowisku. Oby z roku na rok przybywało ludzi, którzy przyjadą, przeżyją przygodę swojego życia i pokochają to wyjątkowe miejsce na ziemi.
Zakończenie kursu z wynikiem pozytywnym jest równoznaczne z nadaniem uprawnienia III klasy wyszkolenia szybowcowego (odznaka i dyplom).
|