Przez długie lata żył w Lesku niezwyczajny człowiek, cieszący się zasłużoną atencją całej społeczności miasta. Nazywał sięHieronim Köller i był Austriakiem z pochodzenia, a z serca Polakiem. Urodzony w 1864 roku, ukończył w Wiedniu studia prawnicze i szybko piął się po szczeblach kariery urzędniczej w c. k monarchii. austro - węgierskiej, dochodząc do funkcji ministra oświaty i tajnego radcy dworu. Za żonę pojął Polkę Zofię Czerkawską, pochodzącą z ziemiańskiej rodziny z Kałusza. Mieli syna i córkę. Tym rodzinnym związkom należy zawdzięczać, że wspomagał Polaków nie tylko materialnie, ale również dzięki swym wpływom w sferach rządowych umożliwiał forsowanie polskich spraw z pozytywnym skutkiem. Działalność ta przysporzyła mu wrogów i jak twierdzili niektórzy, zmusiła go do opuszczenia Wiednia po wybuchu I Wojny Światowej i przejścia na emeryturę. Osiadł wraz z rodziną w Lesku i zamieszkał w kamienicy przy Plantach, należącej do Wysoczańskich, spokrewnionych z żoną Zofią (dzisiejszy budynek sądu).
Ponoć wraz z Kollerami do Leska trafił cały materialny ich dorobek: stylowe meble, zbiory sreber, porcelany i obrazów, duży księgozbiór oraz bogate archiwum dokumentów związanych z tajemnicami zakulisowych posunięć i intryg rządu habsburskiego. To ostatnie, podobno, sam posiadacz przekazał rządowi odrodzonej Polski. Musiały to być niezwykle cenne materiały, skoro po zajęciu Leska w czasie II Wojny Światowej Niemcy przeprowadzili drobiazgową rewizję w Domu Kollerów. Tak gruntowną, że w jej wyniku zostały poniszczone zabytkowe meble. Hieronim Koller odmówił podpisania volkslisty twierdząc, że czuje się Polakiem. W odwecie Niemcy nie przyznali rodzinie Kollerów kartek żywnościowych. Podczas całego swojego pobytu w Lesku był jednym z najaktywniejszych jego obywateli; swoją radą i pomocą służył przy podejmowaniu ważnych decyzji. Parę lat po wojnie umarła mu córka, a w 1952 roku żona. Sam Hieronim Koller zmarł w 1954 roku osiągnąwszy sędziwy wiek - 90 lat życia. Pozostał tylko syn Aleksander, cierpiący na jakiś defekt umysłu i wymagający opieki. Pod koniec życia chodził po mieście ubrany w stary mundur i płaszcz wojskowy. Ułomność jego nie stanowiła przeszkody dla korzystania z posiadanej przez niego znajomości języków obcych. Był, w owym czasie, jedynym mieszkańcem posługującym się dobrze językiem angielskim. Sam byłem świadkiem gdy na Plantach, poproszony przez pewną kobietę, tłumaczył list otrzymany przez nią z USA. No i do końca nie stracił pańskich manier. Już w bardzo złym stanie fizycznym, wychodząc na miasto, pierwsze kroki kierował do fryzjera. Opiekę nad nim pełnili "różni" ludzie. Jak wieść niesie, w ciągu kilku lat "rozpłynęły' się rodzinne zbiory cennych antyków i dzieł sztuki. Aleksander Koller zmarł ok. 1960 roku. Pozostała po nim pamięć dźwięków fortepianu płynących na Planty z otwartych okien jego mieszkania i coś, o czym już wszyscy zapomnieli - alabastrowe popiersie Matki Boskiej na marmurowym cokole, ofiarowane leskiemu kościołowi przez Hieronima Kollera na długo przed śmiercią. Jak głosi informacja w przedsionku kościoła, twórcą tej rzeźby jest włoski artysta Bertini. Jest to z pewnością
najcenniejsze, pod względem artystycznym, dzieło w leskiej farze.
Póki żył ofiarodawca, rzeźba stała za rzędem ławek pod amboną, a twarz Matki Boskiej zwrócona była w stronę wejścia do nawy. Co niedzielę na Mszy św. można było zobaczyć szczupłego staruszka stojącego lub klęczącego przed tą figurą. Ta scena adoracji niejednemu mieszkańcowi miasta zapadła głęboko w pamięć. "W dniu...społeczeństwo i władze miasta Leska oddało hołd zasłużonemu obywatelowi naszego grodu Hieronimowi Kollerowi, dokonując uroczystego wmurowania pamiątkowej tablicy na ścianie domu, w którym mieszkał".
Chyba jednak poniosła mnie wyobraźnia! Tadeusz Filar
|