Nawiązując do tytułu zaczniemy od dziś, aby potem powspominać. 31 stycznia 2002 r. w Zespole Elektrowni Wodnych w Solinie oddano do użytku - po całkowitej modernizacji - kolejny turbozespół. Wprowadzane po kolei zmiany techniczne i technologiczne pozwolą po zakończeniu całego procesu zwiększyć moc elektrowni z 136MGW do 200 MGW. To ogromne zadanie naszej energetyki jest realizowane konsekwentnie od kilku lat. Modernizacja rozpoczęła się w połowie 2000 r. według koncepcji opracowanej przez "Energoprojekt" Warszawa S.A. i jest przedsięwzięciem korzystnym dla środowiska przyrodniczego oraz zasadnym ekonomicznie. Zaproponowane rozwiązania techniczne spełniają współczesne standardy przyjęte dla tego typu obiektów w kraju i za granicą. W ubiegłym roku oddano do użytku w pełni zmodernizowaną Elektrownię Wodną w Myczkowcach (E B 5/14). Równocześnie prowadzone są prace nad pełną wymianą turbin, generatorów, wprowadzaniem nowoczesnych urządzeń sterowniczych w Solinie. Inwestorem centralnym jest przedsiębiorstwo "Elektrownie Szczytowo-Pompowe" w Warszawie. Oba obiekty po około czterdziestoletniej pracy bez awarii potrzebowały modernizacji. Przede wszystkim wprowadzona została pełna komputeryzacja obiektów. Elektrownia w Myczkowcach już pracuje bezobsługowo. Podobnie stanie się po zakończeniu całej inwestycji w Solinie, a jest to przewidziane na drugą połowę 2003 roku. Chcąc sprostać wymaganiom stawianym tego typu obiektom taka modernizacja była konieczna, przyniesie to w przyszłości określone profity gospodarce kraju. Obecny na otwarciu prezes Zarządu Elektrowni Szczytowo-Pompowych S.A. w Warszawie Jan Tokarz powiedział m.in.: (...)"Konkurencja, z którą będziemy musieli się zmierzyć, to zakłady energetyczne z całej UE. W tej chwili kształtuje się europejski wolny rynek energii. My na tym rynku chcemy zająć istotne miejsce" (...)
W obecnej dobie nikt nie wyobraża sobie życia bez prądu elektrycznego, dlatego wszystko to, co prowadzi do polepszenia warunków jego pozyskiwania, musi być szybko zrobione.
A.J.
Wystawa unikatowych zbiorów
 W zasadzie druga wiadomość chociaż miała miejsce "dziś", to dotyczy zdecydowanie "wczoraj". W tym słowie mieści się temat, który stał się kanwą wystawy zorganizowanej w "Małej Galerii" przez Bieszczadzki Dom Kultury. Wystawa powstała na podstawie prywatnych zbiorów fotografii prof. dr hab. inż. Janusza Dziewańskiego, a dotyczy ukazania wyglądu obszarów znajdujących się w miejscu, gdzie dzisiaj rozciąga się tafla Jeziora Solińskiego, czyli jak brzmi tytuł:
"Tam było tak - Solina-Myczkowce w II poł. XX wieku" (przed wielką wodą).
Pomysł pokazania wyglądu obszaru, który pochłonęła "wielka woda", nurtował dyrektora BDK w Lesku Ewę Baranowską od chwili, kiedy ZEW Solina-Myczkowce obchodził swoje 40-lecie. Podzieliła się pomysłem z p. Januszem Rabiejem, częstym gościem w BDK, który obiecał całą sprawę przemyśleć i pomóc w jego realizacji. Odpowiedź była prawie błyskawiczna: "Znam osobę posiadającą w swoich zbiorach dokumentację fotograficzną tamtych miejsc". Po nawiązaniu kontaktu z panem profesorem J. Dziewańskim z Krakowa i wyrażeniu przez Niego zgody na wykorzystanie przechowywanych skrzętnie zbiorów,prace nad organizacją całego przedsięwzięcia ruszyły pełną parą. Przygotowanie fotogramów w formie i wielkości, którą możemy oglądać na wystawie, poprzedziła długa i żmudna praca p. Jolanty Kordyaczny, która przez kilka miesięcy z maleńkich zdjęć amatorskich formatu połowy pocztówki (często sklejanych w panoramę, różnej wielkości i w różnych odcieniach), dokonała obróbki komputerowej i po wykonaniu odpowiedniego retuszu gotowy obraz danego pejzażu został nagrany na płytę CD. Gotowe zdjęcia zostały przesłane na płycie do Krakowa i tam wydrukowane - w kolorze sepi - przez p. J. Dziewańskiego w formatach prezentowanych na wystawie. Czarno-białe fotogramy wykonał zakład fotograficzny "Fotos" w Łańcucie. Gotowe zdjęcia po odpowiednim wyeksponowaniu można oglądać do 1 marca 2002 w BDK. Wystawa cieszy się dużym zainteresowaniem mieszkańców.
Związki prof. dr hab. inż. Janusza Dziewańskiego z Leskiem przedstawia Janusz Rabiej.
Janusz Dziewański urodził się we Lwowie 11 sierpnia 1924 roku w rodzinie inteligenckiej. Matka Aleksandra była nauczycielką, a ojciec Adam inżynierem geodetą. Zapis w kronice Szkoły Powszechnej w Lisku z dnia 27 V 1929 r. jest podstawą twierdzenia, że rodzina pp. Dziewańskich sprowadziła się do Leska nie później niż 1 września 1928 roku, tj. przed rozpoczęciem roku szkolnego 1928/1929. Zajmowali lokal mieszkalny przy Placu Konstytucji w budynku przylegającym do Sądu Powiatowego obok tzw. "Białej szkoły". Szkołę powszechną ukończył w 1936 r. i rozpoczął naukę w gimnazjum w Sanoku, którą przerwał wybuch II Wojny Światowej. Z początkiem 1940 r. rodzina została wywieziona do Ustrzyk Dolnych. Trudna sytuacja materialna oraz zarządzenie okupanta radzieckiego zmusiły Go do podjęcia pracy zarobkowej w rafinerii ropy naftowej jako laborant, księgowy i inżynier planowania. Zmiany terytorialne po zakończeniu wojny w 1945 r. spowodowały repatriację całej rodziny do Polski, a konkretnie do Tarnowa. Tam w 1947 r. zdał maturę i od września podjął studia na Wydziale Geologiczno-Mierniczym na AGH w Krakowie. Już podczas studiów podjął pracę. Wszystkie stopnie naukowe zdobywał na krakowskiej AGH pod kierunkiem prof. dr hab. Henryka Świdzińskiego. Oprócz pracy naukowej znalazł zatrudnienie w energetyce. Przystąpienie w latach 60-tych do realizacji budowy największego w Polsce stopnia wodnego na Sanie oraz perspektywa zdobycia jedynych w swoim rodzaju materiałów geologicznych, zdopingowała J. Dziewańskiego do podjęcia pracy w Zespole Elektrowni Wodnych Solina-Myczkowce, gdzie podlegała Mu całość prac górniczo-geologicznych. To tutaj powstała obszerna dokumentacja analityczna i fotograficzna, którą wykorzystał w licznych publikacjach krajowych i zagranicznych.
Praca przy budowie zapór i elektrowni była powrotem profesora w okolice Leska i pozwoliła odnowić kontakty koleżeńskie sprzed lat. Pracownicy wspominają, że zawsze cechowała Go duża wiedza, rzetelne wykonywanie obowiązków i życzliwy stosunek do współpracowników.
Dorobek Profesora na przestrzeni lat zarówno na uczelni jak i poza nią jest imponujący. Za pracę zawodową otrzymał Srebrny i Złoty Krzyż Zasługi oraz Krzyż Oficerski i Krzyż Komandorski Orderu "Polonia Restituta".
W tak krótkim szkicu nie da się przedstawić sylwetki tak ciekawej osoby w całej pełni.
Dobrze się stało, że dzięki zaangażowaniu wielu ludzi mieszkańcy Leska i nie tylko są w stanie poznać tamten czas i tamten klimat.
Tak oto przeszłość i współczesność piszą historię tej ziemi.
|