Sprawa zapoczątkowana przez redakcję "Echa Bieszczadów" w styczniu 2001 roku artykułem p. Tadeusza Filara pt. "Boże Narodzenie", w którym autor poruszył sprawę dawnego zwyczaju chodzenia z szopką, rozwinęła się bardzo ciekawie. Po pierwsze zainteresowała się sprawą p. Alicja Lewandowska, która z ogromną pasją "wciąga" młodzież do różnych ciekawych przedsięwzięć. Było już kilka imprez, w których współpraca młodzieży z Ich wychowawcą i efekty działań przyniosły zaskakujące rezultaty. Nie inaczej było tym razem. Sprawa tworzenia współczesnej historii chodzenia z szopką była opisywana w przedostatnim numerze "Echa" (1/22). Tym razem ograniczę się do innego wątku, mającego swój początek przed rokiem. Dzięki zrozumieniu i wspaniałomyślności ludzi pamiętających poprzednie dzieje, dość skrupulatnie odtworzono zapomniany zwyczaj. Potrzebne było postawienie przysłowiowej kropki nad "i". Okazja ku temu nasunęła się sama przez się. W leskim Gimnazjum spotkały się dwa pokolenia kolędników: pierwsi, którzy przed laty dali początek takiemu kolędowaniu i dzisiejsi - młodzi, niedoświadczeni, ale pełni entuzjazmu uczniowie.
Spotkanie poświęcone przypomnieniu tradycji chodzenia z szopką bożonarodzeniową odbyło się 25 stycznia 2002 r. Przybyli na nie kolędnicy sprzed czterdziestu z górą lat: Marian Grzybowski z małżonką, Edward Słotwiński, Janusz Radłowski, Edward Bezeg, przyjechali: Michał Orzechowski z Sanoka i Edward Grzyb z Rzeszowa oraz dzisiejsi, dla których taka okazja dawała jedyną w swoim rodzaju wskazówkę postępowania, gdyż Ich rodzice już też nie mieli okazji podziwiania szopek na żywo, a dziadkowie nie podejmowali tematu, bo nie było ku temu sposobności. Zresztą, aby to zrozumieć, trzeba tego dotknąć!
Najpierw młodzi dali popis swoich umiejętności w obchodzeniu się z kukiełkami, a potem goście dali popis swojej pamięci, prezentując swój sposób prowadzenia przedstawienia. Ci pierwsi byli wzruszeni, ci drudzy zdenerwowani, ale i jednym i drugim udzielił się ten wspaniały nastrój chwili. Przy ciastku i herbatce długo wymieniali uwagi dotyczące tematu. Wiele się nauczyli i zrozumieli, słuchając opowieści doświadczonych "nauczycieli".
Na długo w pamięci wszystkim uczestnikom spotkania pozostanie ta cudowna chwila spotkania tych, którzy tworzyli tradycję, z tymi, którzy chcą ją kontynuować.
Aż chciałoby się powiedzieć: "Zachowując tradycję zachowujemy swoją tożsamość".
Apelujemy do mieszkańców. Jeżeli w waszej rodzinie kultywujecie tradycję lub o niej tylko wiecie, przekażcie tę wiedzę do nas. Ocalimy ją od zapomnienia.
Nina
P.S. Szopka - list
Tak więc stary zwyczaj chodzenia z szopką po kolędzie został przywrócony społeczności naszego miasta. Przy tej okazji powróciły dawne wspomnienia, po wielu latach spotkali się dawni przyjaciele. Już po raz drugi wydarzenia związane z szopką wywołały odzew w postaci listu. Tym razem nadszedł on z Francji, od pana Edwarda Barana, który na bieżąco żywo interesuje się sprawami swojego miasta. Autor pisze w nim m.in.:
"Artykuł o tradycjach leskiej szopki świątecznej bardzo mnie zainteresował i wzruszył, bo przypomniał dawne wspomnienia i emocje z nimi związane. Jestem rzeczywiście autorem tego zdjęcia (kolędników z lat 50-tych - przyp. red.), bo wykonałem go kiedyś pracując jako instruktor w Domu Kultury. Interesowałem się kiedyś teatrem lalki i założyłem zespół teatru kukiełkowego. Szopkę leską pamiętam jeszcze z czasów przedwojennych i widziałem, już po wyzwoleniu, wiele jej przedstawień, bo zawsze była mi ona bliska. Nie przypuszczałem nigdy, że ta tradycja stanie się tak ważną dla mnie. To był dla mnie, w ogóle pierwszy teatr! Coś pokazywanego blisko, przed oczami dziecka! Mały człowieczek, przypominający dużego, ze szmatki, drewnianej główki i kijka, wcale nie straszny i budzący emocje, jak ten przebrany - dorosły.(...) Opisane w artykule wspomnienia pana Radłowskiego są bardzo kompletne i trafne.(...)Bardzo się cieszę, że zwróciła Pani uwagę na tę zapomnianą tradycję - pamiątkę.(...)Ta "staroć" - szopka czegoś uczyła, wzruszała, pomagała w kształtowaniu wrażliwości dziecka, bo kukiełka była w... jego skali w stosunku do ogromnego świata(...)"
Alicja Lewandowska
|