Nie jestem z Bieszczad, ale byłem świadkiem czegoś, co zakrawa na skandal. Byłem w 2001 r. w Bieszczadach. Jestem amatorem – etomologiem, przebywałem w bazie namiotowej w Rabem k. Baligrodu. Fakt, że przebywałem krótko, ale co zobaczyłem! Chodzi o tzw. poszukiwaczy skarbów. Wasz rejon był w czasie I Wojny Światowej i później terenem krwawych walk. Zobaczyłem, że w rezerwacie ludzie z wykrywaczami po prostu ryją w ziemi; nie kopią tylko ryją. Wyrzucone hałdy ziemi i kamieni, pościnane rośliny, rozdeptane salamandry, sterty wykopanej amunicji. Widziałem wykopane kości ludzkie ( wiem, że ludzkie, bo anatomię miałem na studiach). Dowiedziałem się, że "ludzie" ci wykopali stare szczątki żołnierzy nie po raz pierwszy i skutecznie je ograbili, bo jeden z nich pokazywał monety znalezione przy nich. A na polu namiotowym, Chryste... Masa tzw. wykopanych trofeów, od łusek - na osobistych drobiazgach skończywszy. Wstrząsnęło mną to strasznie, szczególnie, że w poszukiwaczach nie było widać pokory. Poruszali (zresztą przy wódce) kwestię tzw. eksploracji innych rejonów Bieszczadów w tym Otrytu.
Nie jestem donosicielem, nie chodzi o to, żeby donosić, tylko trzeba coś zrobić w tej materii. Przecież nie można dewastować w ten sposób tych ani żadnych innych gór. Chodzi mi o to, by zainteresować władze Parku Bieszczadzkiego, władze gminne tą sprawą. Należy zakazać poszukiwań, przynajmniej w rejonach rezerwatów i ostoi zwierząt. Rozumiem każde hobby, sam kiedyś próbowałem co to wykrywacz metali, co prawda nie w Bieszczadach, ale wiem co to znaczy pasja, a co dewastacja. Jest mi przykro, że w Bieszczady zaczynają ściągać takie indywidua. Sam nie jestem jakimś zramolałym prykiem, tylko młodym facetem, ale z Bieszczadami związałem się już jako dziecko i właśnie dlatego pytam. Czy da się coś zrobić w tej materii? Liczę na waszą pomoc.
Co my możemy? Sprawę nagłośnić. Zainteresować nią władze lokalne. W lecie wybrać się w Bieszczady, aby sprawdzić, czy jeszcze grasują wandale. I tyle.
|