Z cyklu: Bieszczady w moim życiu - www.bieszczady.info.pl    
       
 
   
 
 

Z cyklu: Bieszczady w moim życiu


2002-03-05 00:00:00 ostatnio zmieniony: 2004-01-31 09:27:45
Jan Szelc  


Jan Szelc - Poznani w górach cz. IV

Galeria ludzi tworzących legendę Bieszczadów, których poznałem w górach, ma szerokie spektrum: od pionierów do samotników mających swoje pustelnie w ustroniach bieszczadzkich. Wybiorę kilku z nich, aby wzbogacić ich wizerunki własnym spojrzeniem.

pod namiotem w Stefkowej

Henryka Wiktoriniego, jednego z pierwszych pionierów osadnictwa, zna większość mieszkańców tej krainy. Wysoki, postawny, o twarzy Hemingwaya zaczął swoją przygodę od kowbojowania. Był dublerem w niektórych westernach bieszczadzkich. Obecnie prowadzi hodowlę zwierząt domowych nad zatoką nazwaną jego imieniem i snuje plany wykorzystania "raju pod Stożkami" do celów agroturystycznych. Zagadnięty kiedyś, dokąd sięga jego rewir odpowiedział krótko: - Po horyzont. Henryk jest spod znaku lwa i z lwią naturą jest kojarzony. Ale w tym lwie drzemią także ludzkie namiętności i ukryte słabości; delikatnie obchodzi się z każdym stworzeniem boskim, z którym przyszło Mu obcować zgodnie z prawami Natury. Sam przyznał celność swoich spostrzeżeń ujętych w wierszu "Henryk":


Z prawdy i legendy
odziany w milczenie
...
Na twarzy spokój
jak na jeziorze
tylko w oczach iskry
W samym środku
strefa ciszy
tu uwiła gniazdo niepewność.


Mimo upływu lat Wiktorini pozostał "twardzielem" o swoistym poczuciu humoru. Zapytany przeze mnie jakich gości miał w wieczór wigilijny, odparł bez wahania: " Kilkadziesiąt różnych indywidualności". Oczywiście chodziło o jego podopiecznych, czworonogich przyjaciół. Zaś moje życzenie przetrwania srogiej zimy skwitował zdaniem: " - Niech zima się martwi, jak przetrwać ze mną na Sokolem!" Ale Henryk doświadczony przez samotność jest człowiekiem przezornym i nigdy nie rozstaje się ze swoim bagnetem. On chyba wyprzedził powiew demokracji z Zachodu.


Podobnym i również cenionym przeze mnie pionierem - legendą jest Lutek Pińczuk, którego spotkałem na weselu turystycznym Staszka Orłowskiego. Zanim podjął się odbudowy schroniska na Połoninie Wetlińskiej znanego dzisiaj pod nazwą Chatki Puchatka, przemierzył Bieszczady wzdłuż i wszerz, imając się różnych zajęć i bacznie obserwując przyrodę. Bywało, że sypiał w bunkrze albo drzemał w siodle. Jeśli nie znalazł zrozumienia u władz, nie poddawał się losowi, wracając uparcie do swoich koncepcji w przygodzie z górami. Spełniał w ten sposób wielką miłość do Bieszczadów. Symbolem jej była młoda olszyna, najczęstszy motyw jego piosenek śpiewanych przy dźwiękach gitary, towarzyszki wędrówek. Miłość Lutka do Bieszczad przetrwała wszystkie próby, odwzajemniając się nadaniem Mu miana "króla gór". W swoich wspomnieniach "Między pracą a przygodą" piszę o Nim: "Odwaga połączona z rozwagą, siła fizyczna i wytrwałość w harmonii z romantyzmem, słabość do zwierząt i gitary - ubrane na co dzień w uśmiech życzliwy - dominują w jego osobowości. Pomogły mu przetrwać najtrudniejszy okres zmagań z żywiołem natury, siłami zła i wybrykami historii. Lutek został także bohaterem mojego wiersza:


Lżej mu było wynieść dom
na połoninę
niż bezdomność
Dźwigać w siodle
...
Noce w bunkrze
z wilczą jagodą
I drogi pod wiatr
przeminęły
...
Na Wetlińskiej
Gdzie sam diabeł
dmucha w ogień
pod duszę gitary
Kobieta z gwiazdą
o serce Lutka
kruszą skałę.


Warto więc podejmować trud zdobywania Wetlińskiej, gdzie obok chatki wiatrak miele czas, a twarz Lutkowa pozostaje niezmienna. Przybywa tylko bruzd, którymi spływają troski bytowania w sąsiedztwie Pana Boga.


Andrzej Wasielewski, znany jako Jędrek Połoniną, to najbardziej barwna postać Bieszczadów: kowboj, artysta. zakapior i wagabunda w jednej osobie. Na jego widok przyjaciele zdejmowali nakrycia z głowy. Jedni z szacunku dla legendy, inni na kwestę dla uczczenia spotkania. W książce wspomnieniowej tak opisuję sylwetkę Połoniny; "Jędrek, najbardziej znany jako rzeźbiarz i malarz nieprofesjonalny o własnym, oryginalnym stylu, w sztuce użytkowej nawiązujący do mebli huculskich.

/.../ Koń jest jego ulubionym motywem nie z przypadku; artystyczna dusza rzeźbiarza jest także duszą kowboja. Jeśli złamie go nostalgia za bezdrożem gór i ludzkich charakterów, staje się wagabundą i znajduje język z najbardziej dziwacznymi typami Bieszczadów o równie dziwacznym przezwisku "zakapiory". Po powrocie sięga po dłuto lub pędzel, ale na krótko. Wyrażam to w wierszu "Jędrek":


Wrócił aniołem
odmieniony
jakby w sercu
coś przeczuł:

Cichy
pokorny
i nawrócony...
na jeden wieczór.


Jędrka poznałem u Orłowskich. Mile wspominam spotkania w jego ranczo na błoniach w Stefkowej i kuligi, które urządzał z fantazją kowboja. Cenię jego płaskorzeźbę, która przedstawia scenę z wiersza "Pan Twardowski". Zdobi ona ścianę mojego mieszkania i przypomina mi Połoninę - człowieka o mocy diabelskiej, boskim talencie i ludzkiej słabości. Po rozstaniu się z Grażyną, swoim "duszkiem opiekuńczym", Jędrek zaczął stawać na drodze legendzie stworzonej z pomocą dusiołków i ludzi pióra. Niektórzy czuli dysonans poznawczy, gdy zjawiał się jak duch "postrzępiony wiatrem" i w stanie niepewnej równowagi. Ale gdyby tak słyszeli, jak rozprawia o sztuce, jak dobywa z drewna Madonnę czy rozczula się nad palcem skaleczonym przyjaciela ... Czasem robił wrażenie zagubionego. Ująłem to w słowach:


Co znajdzie
to zgubi
jest wszędzie
i nigdzie nie mieszka

Sam siebie
odnaleźć nie może
na krętych i stromych ścieżkach
(z wiersza "Jędrek").


Ze wzlotów Jędrusia-artysty żyli niektórzy żurnaliści, ale niewiele czynili aby zapobiec jego upadkom w wielkiej przygodzie z Bieszczadami. Odszedł, a może odleciał na niebiańskie połoniny. Nie dokończył lutni Pana, na którą miał materiał ani mapy zakapiorów.


Teraz tylko wiatr
w jego siodle cwałuje
...
A puszka
Po piwie
otwarta jak On
pod krzyżem z podków
śpiewa pieśń o gwiazdach

(Teraz tylko wiatr...)


Julek objaśnia swój kamień
Julek spod dębu nie chciał być dłużej zakładnikiem miasta. Wybrał swobodę, by podziwiać z Horodka zorze nad Stożkami, napawać się ciszą wtuloną w zatokę, a zimą słuchać pieśni wilków. Jednych zniechęca artystyczny nieład w jego samotni i zapach ryby. Inni o wnętrzu podobnym do duszy Julkowej zgłębiają filozofię jego kamienia "wykładaną" w "Leśnej Akademii". Ale każdy spojrzy na miłość dinozaurów w improwizacji korzeni wyrzuconych na brzeg przez fale jeziora. Właściciel Horodka zaakceptował obecność Julka na swoim terenie. Uznał nawet pewną autonomię jego mini-akademii z podpartą brzozami kopułą nieba, a rusałki Zatoki umilają żywot pustelnika.


Edmunta Gajewskiego "Kitka", redaktora "Nowin Rzeszowskich" i towarzysza jego wojaży Włodka Kirsznera, poznałem dzięki Bieszczadom, które urzekły obu aż do egzaltacji nimi. Pierwszy napisał cykl artykułów "Bieszczadzkie ballady", drugi je wzbogacił zdjęciami. Kitka pożegnałem na łamach "Nowin", kiedy odchodził na emeryturę. Włodka, który zginął tragicznie, pożegnałem wierszem "Cena jednej chwili". "Bieszczadzkie ballady" zebrałem w jeden zeszyt z własnym wstępem i komentarzem, nadając całości tytuł: "Kitka pióro i Włodka oko". Przechowuję je jak relikwię w biblioteczce domowej. Niech ta wzmianka o Nich będzie aktem pamięci, na którą zasłużyli. To Oni tworząc mity o ciekawych ludziach, sami stali się cząstką bieszczadzkiej legendy.


Epilog z refleksją.

Do wsi bieszczadzkich zajrzała bieda. Ale nie chce się afiszować. Pozoruje swoją nieobecność talerzami anten i pomysłowością reklamy przy drogach. Minął czas prawdziwych zakapiorów; dziwactwo spowszedniało, włóczęgostwo straciło koloryt. Przybywa pustelników. Twórcy podzieleni dla tworzących dla ducha i wytwarzających dla chleba. Niełatwo ich porównywać. Boski twór, jak nazwał Bieszczady jeden z niemieckich profesorów, zaczyna podniecać coraz bardziej obcych inwestorów. W czyich rękach pozostaną Bieszczady? Czy życie dopisze ciąg dalszy ich legend, tak bardzo potrzebnej człowiekowi mitologii? Może Forum Bieszczadzkie rozstrzygnie te kwestie na naszą korzyść... Miejmy taką nadzieję.


Jan Szelc




Echo Bieszczadów   Dodaj swój komentarz.
 
 
 
 

Znajomość prawa pomaga

2008-09-02 15:17:58

Znajomość prawa pomaga - to projekt realizowany przez Stowarzyszenie Kobiet Bieszczadzkich „Nasza Szansa” z Leska mający na celu przeciwdziałanie przemocy domowej i przemocy wobec kobiet.
więcej czytaj więcej

Można inaczej - SOS w Lesku
Moje prawa - moją szansą!
Edukacja ekologiczna
Wystawa w Czarnej

  archiwum Archiwum


Webcam - Ustrzyki Górne

webcam www.bieszczady.info.pl  na Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) - Ustrzyki Górne



Szukaj w bieszczady.info.pl
 
Ciekawe serwisy
Mazury Zakopane
Karkonosze Online Przemyśl
Kwatery, pensjonaty,noclegi
Spływy kajakowe, Kajaki, Mazury
Hotele w Warszawie
 
  © Bieszczady Wirtualnie 1998 - 2008    
Kontakt  Prywatność  Reklama
Liczba osób na www.bieszczady.info.pl: 2