Minionej wiosny 2001 roku, w czasie mojego pobytu w Lesku, Mariusz, młoda latorośl rodziny i maturzysta tegoż rocznika, przejawiający wielkie zainteresowanie turystyką, z wielkim przekonaniem zaczął wywodzić, że Lesko to jeszcze nie Bieszczady, których północne granice lokował gdzieś na obrzeżach Zalewu Solińskiego. Na dowód wyciągnął jakąś najnowszą mapę tych okolic i tu...mina mu zrzedła. Zakreślona na niej granica Bieszczadów obejmowała zaledwie skrawek naszych gór, a ściślej mówiąc, tylko pasmo połonin.
Cholernie skarlały te nasze Bieszczady!
Za to pojawiła się nowa kraina pod nazwą Pogórze Leskie, posadowiona na tej mapie mniej więcej na części pasma Gruszki. Dziwnym trafem te wiekopomne odkrycia pewnej grupki polskich geografów nie wywołały żadnej szerszej dyskusji; a przecież są zapewne największą sensacją geograficzną XX wieku. Genialnym odkrywcom, ani chybi, przysługuje nagroda Nobla. Czemuż to świat na to nie wpadł? Pomyśleć tylko; w czasach, gdy już dawno została
odkryta Ameryka i opisano każdy kamyk na Ziemi, w Polsce mają miejsce tak błyskotliwe osiągnięcia naukowe. Świecie, wstydź się! Aliści, ta chwała polskiej geografii niesie ze sobą szereg nielichych konsekwencji. Okazuje się bowiem, że generacja mojego śp. Ojca jak i spora grupa żyjących jeszcze mieszkańców tych stron niesłusznie pobierała dodatek do pensji, tzw. "dodatek bieszczadzki". Gafę popełnił ówczesny Rząd, określając urzędowe granice, w których przysługiwał ten dodatek. Wielki skandal! Trzeba mieć nadzieję, że pobranych sum nie przepiszą do zwrotu.
Dalszą konsekwencją jest konieczność usunięcia słowa "bieszczadzki" z nazw wszystkich urzędów i instytucji mających siedzibę poza Bieszczadami, czyli praktycznie niezamieszkałym pasmem połonin. Wszyscy byli i aktualni mieszkańcy tych stron, którzy nieopatrznie poinformowali kiedyś swoich znajomych o zamieszkiwaniu w Bieszczadach powinni przekazać im odpowiednie sprostowanie odwołujące kłamliwe, jak się okazuje, słowa. Trzeba też będzie
zrewidować wszystkie książki, mapy i inne wydawnictwa traktujące o Bieszczadach, wydane przed tym wiekopomnym odkryciem polskich naukowców!
A teraz poważnie.
Wielka Encyklopedia PWN z 1968 roku lokuje Bieszczady: "pomiędzy Przełęczą Łupkowską i rzeką Śoliną (sic!) na zachodzie, a rzeką "Świcą na wschodzie" i stwierdza, że polską część Bieszczadów tworzy 5 równoległych grzbietów górskich oraz podaje ważniejsze miasta: "Lesko, Ustrzyki Dolne, Sianki, Turka, Skole...".
To hasło, pełne błędów i niekonsekwencji, spreparował nie byle kto, bo prof. Mieczysław Klimaszewski, rektor Uniwersytetu Warszawskiego. Gdyby przy pisaniu spojrzał chociażby na mapę z pewnością zauważyłby, że w tak zakreślonych granicach Bieszczadów nie mieści się ani Lesko, ani Ustrzyki Dolne. Złośliwy chochlik pozostawił tu wyraźny ślad wytężonej pracy nad opracowaniem powierzchni Bieszczadów. Widocznie przy redagowaniu hasła profesor korzystał z wcześniejszych, zapewne przedwojennych opracowań, które tak Lesko, jak i Ustrzyki Dolne mieściły w granicach Bieszczadów.
"Przodujący ustrój" rozpoczął "rewolucjonizowanie" polskiej geografii. Przewodnik "Bieszczady" - wydanie z 1967 roku autorstwa Władysława Krygowskiego - zawiera nieco więcej szczegółów i stwierdza, że zachodnia granica Bieszczadów biegnie od Przełęczy Łupkowskiej przez tzw. Obniżenie Woli Michowej, czyli górnym biegiem Osławy, a następnie wzdłuż doliny rzeki Solinki aż do jej ujścia do Sanu. Sprecyzujmy tu, że od Obniżenia Woli Michowej tak wyznaczona granica Bieszczadów biegnie przez Cisnę i dalej doliną rzeki Solinki - przez Dołżycę, Terkę i Wołkowyję. Przewodnik ten podaje także, że za północną granicę Bieszczadów "uważa się dolinę Sanu".
W ten sposób poza granicami Bieszczadów znalazło się pasmo Chryszczatej, Otrytu oraz Durnej i Łopiennika. Aby było ciekawiej, na str. 14 "Przewodnika" czytamy: "Gdy spojrzymy na mapę fizyczną Bieszczadów zwrócą naszą uwagę następujące pasma górskie:
a)pasmo graniczne,
b)pasmo połonin,
c)pasmo Otrytu,
d)pasmo Chryszczatej i Wołosania,
e)pasmo Durnej i Łopiennika.
Jak to więc jest ostatecznie? Na jednej stronie stoi, że w granicach Bieszczadów znajdują się tylko dwa pierwsze z wymienionych pasm, a na następnej mieści się w nich już wszystkie pięć pasm, o których mówi Wielka Encyklopedia PWN.
Najważniejsze, z naszego punktu widzenia, stwierdzenie mamy na str. 13 "Przewodnika":
"Granic powyższych nie można traktować sztywno i schematycznie, zwłaszcza z turystycznego punktu widzenia, toteż nawet niektórzy geografowie włączają w obszar Bieszczadów grupy górskie między doliną rzeki Osławy i Solinki".
A więc jednak część geografów (zapewne tych kierujących się logiką i zdrowym rozsądkiem) włącza w granice Bieszczadów obszar Leska znajdujący się akurat pomiędzy dolinami tych rzek.
W tymże znajdujemy taki lapsus: "Z turystycznego punktu widzenia można również włączyć do Bieszczadów, choćby z powodu jego wysokości, grzbiet Otrytu, mimo że za północną granicę tych gór uważa się dolinę Sanu".
Z powyższych przykładów widzimy, że tam, gdzie nie mamy do czynienia z naukami ścisłymi, wchodzą w rachubę jedynie subiektywne odczucia i poglądy w rodzaju "można włączyć", lub "z turystycznego punktu widzenia".
W rezultacie, w zależności od tego, która grupa naukowców głośniej wyraża swoje poglądy, obszar Bieszczadów przybiera coraz to inne kształty. Ostatnio najwidoczniej przeważyły poglądy geografów-alpinistów, godnych kontynuatorów zdobyczy naukowych z okresu PRL. Dla nich prawdziwe góry to tylko te najwyższe grzbiety, najlepiej kończące się połoninami.
Wszystkie inne to albo "pogórze", albo jakieś barachło, o którym w ogóle nie warto wspominać.
Gdyby im dano pole do popisu, to na mapach Himalaje stanowiłyby wyłącznie szczyty o wysokości powyżej 8000 m n.p.m., a z obszaru Tatr usunięte zostałyby Gubałówka i Giewont, jako zbyt niskie jak na "naukowe" kryteria współczesnych Kolumbów. Tak czy owak, na naszych oczach dokonał się rozbiór Bieszczadów.
Domyślam się nawet, jakie czynniki doprowadziły do niego. Otóż, wszystkie polskie góry to są skrawki nadgraniczne, gdzie po postawieniu dłuższego kroku człowiek nie jest
pewien, czy przypadkiem nie znalazł się już w Czechach lub Słowacji. A w naszym bieszczadzkim trójkącie można jechać dziesiątkami kilometrów i wciąż jest się w polskich górach. Najwidoczniej ten ogrom Bieszczadów przerósł możliwości percepcji niektórych profesorskich umysłów i to jest jedna z przyczyn pomysłów na rozbiór Bieszczadów
na czynniki pierwsze. Druga przyczyna też jest prozaiczna. Ileż to rozpraw i dysertacji można napisać dzieląc Bieszczady, ileż zrobić doktoratów?.
Skutkiem tej radosnej twórczości jest to, że na części grzbietu Gruszki wykreowano "Pogórze Leskie", uznając za mało istotny fakt, że jest on jedną z odnóg Chryszczatej, łącząc się z nią przez Gabry Wierch, Gawgań i Huczek.
Pozostawiono - nie wiadomo w jakiej krainie geograficznej - tereny centralne Bieszczadów, w tym wokół Zalewu Solińskiego, pasmo Otrytu itp. Dokonano tego z chirurgiczną precyzją. Dwie identyczne góry położone po dwóch stronach kilkumetrowej szerokości strumyka ulokowane "naukowo" w dwóch różnych krainach; z całkowitą pogardą dla realiów i tradycji historycznej. Czysty humbug. Pozbawiono tożsamości i dziedzictwa większość populacji naszych
pięknych Bieszczadów. Można oczekiwać, że ta quasi naukowa działalność zakończy się odkryciem nowych krain, np. tereny wokół Zalewu Solińskiego zostaną nazwane Pojezierzem Myczkowiecko - Solińskim, grzbiet Chryszczatej "otrzyma" nazwę Gór Niedźwiedzich, a wokół Ustrzyk Dolnych znajdzie się miejsce dla Grzędy Ustrzyckiej. Dla grzbietu Otrytu z przyległościami trzeba będzie zarezerwować nazwę od nazwiska profesora - największego odkrywcy nowych gór w Polsce w XX wieku. Zdaje się, że to nazwisko brzmi Tejkowski lub podobnie. Zostało wymienione (z ironicznym uśmiechem pod wąsem), przez leśniczego z Cisnej, występującego w ostatnim odcinku telewizyjnego cyklu pt. "Alfabet polskich rzek - źródła Hoczewki" Otóż pan prof. raczył zawyrokować, że źródła te nie znajdują się w Bieszczadach. Jako człek starej daty nie zwykłem przyjmować bezkrytycznie wszelkich nowinek; zwłaszcza gdy burzą całe moje przeświadczenie o kolebce mojego życia i są wbrew zdrowemu rozsądkowi, prowadzą do rozkawałkowania zwartego kompleksu górskiego Bieszczadów, charakteryzującego się jednolitą budową geologiczną, układem grzbietów górskich, rzeźbą terenu i szeregiem innych cech.
Jeżeli mogę ci coś doradzić Mariuszu, to przede wszystkim abyś sobie zdawał sprawę, że nie wszystko, co zostało napisane i ogłoszone drukiem, zawiera prawdę. Jak głosi słynna maksyma góralska, upubliczniona przez księdza Józefa Tischnera: "Istnieje prawda, święta prawda i g.... prawda". Przyjmij ze spokojnym sumieniem, że poglądy o podzielności Bieszczadów należą do tej ostatniej kategorii. Przyjmij też za oczywiste, że o ile równina postołowska jest ostatnim na południu fragmentem krainy tzw. Dołów Jasielsko - Sanockich, to Baszta i Czulnia, a po drugiej stronie Sanu Gruszka, są pierwszymi na tym odcinku górami bieszczadzkimi. Bieszczady są jedne i niepodzielne i nie ma tu miejsca na niby naukową żonglerkę i szarlatanerię. Z pewnością niedługo dojdą do glosu naukowcy, którzy obalą dzisiejszą modę warszawską i anulują rozbiór Bieszczadów.
Na tle całej tej sprawy niepokoi mnie postawa wydawnictwa, które wydaje mapy i przewodniki, powielające niedorzeczne pomysły paru facetów z Warszawy. Wiąże się z tym także fakt niewykorzystania przez Lesko swojego dogodnego położenia. Za każdym razem, kiedy przyjeżdżam do Leska, niezmiernie irytuje mnie fakt, że przy wjeździe do miasta brak chociażby skromnej tablicy w rodzaju: "Wita Was Lesko - stolica Bieszczadów. Życzymy miłego
pobytu". Na takich tablicach w amerykańskich miasteczkach podawana jest także aktualna liczba mieszkańców danej miejscowości. Niby nic, ale jest to jakiś dowód dbałości o przyjezdnych.
Jakiemuż to brakowi wyobraźni należy przypisać fakt, że przed kluczowym rozjazdem bieszczadzkim u podnóża miasta nie stoi tablica informująca, że tu rozpoczyna się duża pętla bieszczadzka? Każde dziecko wie, że w dzisiejszych czasach reklama i informacja są podstawą biznesu turystycznego.
Ta ignorancja leskich władz jest przytłaczająca. Kiedy to się zmieni?
Tadeusz Filar
|