Leska Linia Maginota - www.bieszczady.info.pl    
       
 
   
 
 

Leska Linia Maginota


2002-04-05 00:00:00 ostatnio zmieniony: 2004-01-31 08:43:11
Tadeusz Filar  


Jeszcze trwał rozpaczliwy opór wojsk polskich przeciw hitlerowskiemu najeźdźcy z zachodu, gdy 17 września 1939 r. wschodnią granicę Polski przekroczyły zastępy Armii Czerwonej "przynosząc pomoc i ochronę bratniej ludności" - jak głosił z całkowitą pogardą dla prawdy, komunikat sowieckiego politbiura. Zgodnie z paktem Ribbentrop-Mołotow przyjaciele po dżentelmeńsku podzielili się łupami. Niemcy wycofali swoje wojska z wielu zajętych terenów na wschodzie Polski, umożliwiając objęcie tych ziem przez administrację sowiecką. Na terenie Bieszczadów granica pomiędzy obu zaborcami stanęła na Sanie. Tak więc Lesko znalazło się w strefie nieustającej szczęśliwości i dobrobytu. Po przeciwnej stronie Sanu, na Huzelach, rządy trzymali niemieccy sojusznicy.


Umacnianie nowej, radzieckiej władzy przebiegało według wypróbowanych od dawna metod. Przede wszystkim wyeliminowano elitę przedstawicieli państwa polskiego: urzędników, policjantów oraz inteligencję. Tablica wmurowana w leskim kościele, poświęcona pamięci ofiar tamtych czystek, zdaje się zawierać dalece niekompletny spis osobowy.


Przystąpiono także do "rozkułaczania" Leska. Pamiętam, jak w pierwszych latach sześćdziesiątych jakieś układy międzynarodowe umożliwiły tranzytowy przejazd pociągu ekspresowego "Bieszczady" z Warszawy do Ustrzyk Dolnych przez terytoria Związku Radzieckiego na odcinku Przemyśl-Krościenko. Przypadek sprawił, że jedną z podróży na wakacje z Warszawy właśnie tym ekspresem odbyliśmy wspólnie z Edwardem Baranem, znanym artystą malarzem, który niedawno wystawiał swe prace w Sanoku, o czym relację zdawało również "Echo Bieszczadów". Nie będę opisywać niezapomnianych przeżyć , związanych z przekroczeniem "granicy przyjaźni" w Przemyślu: tych bram powitalnych z drutu kolczastego, wież strzelniczych, podwójnego pasma zasieków wokół zaoranej ziemi i sołdatów na stopniach wagonów naszego pociągu, towarzyszących mam przez całą podróż po radzieckiej ziemi - zapewne po to, aby mi się krzywda jakowaś nie stała. Z całej tej eskapady najbardziej utkwiła mi w pamięci, widziana z okna pociągu (zamkniętego, bo otwarcie groziło chyba ciężkim łagrem) olbrzymia bryła zwieńczona nie mniej potężną czerwoną gwiazdą, dawnego klasztoru Jezuitów w Chyrowie. Swego czasu mieściła się tam znana pod wszystkimi zaborami szkoła dla szlacheckich synów. Między innymi w jej murach pobierał nauki sam Melchior Wańkowicz. Otóż, gdy wjechaliśmy ponownie w granice Polski, już w Krościenku, Edek zaczął intensywnie wypatrywać czegoś za oknami pociągu. Mełł przy tym po cichu jakieś słowa o kułakach i sukinsynach. Wreszcie wskazał jakąś chałupinkę, w której jak się okazało, spędził niezbyt miły okres, wysiedlony wraz z rodziną z Leska jako kułak i burżuj przez sowietów w 1939 roku. "Stopień winy" nie był na szczęście zbyt duży, bo za podobne "przestępstwa" wiele polskich rodzin odbyło znacznie dłuższą drogę w rejony gdzie swobodnie chadzają białe niedźwiedzie.


Nie wiem niestety, czy w Lesku nowa władza zdążyła zorganizować kołchoz. Było to chyba utrudnione, gdyż wielu leskich mieszczan miało swoje pola na Huzelach, czyli po niemieckiej stronie Sanu. Natomiast jest pewne, że rzemieślników zapędzono do "arteli", tj. takich sowieckich spółdzielni.


Zgodnie z żelazną doktryną komunistów, nie zapomniano o propagandzie. W Lesku zaczęto wydawać pisemko o zasięgu rejonowym pod jakże wdzięcznym tytułem "Staliniec". Miałem w ręku egzemplarz tej gazetki. Siedzibą redakcji była Płoszczad Lenina w Lesku (chyba Planty), a redaktorem jakaś kobieta o rosyjskim nazwisku. Większość tekstów to były przedruki z gazet moskiewskich, a ze spraw lokalnych na czołowe miejsce wysuwał się artykuł krytyczny o opóźnieniach w dostawie nawozów sztucznych.
Budowanie nowego ładu zostało wsparte budową sieci umocnień obronnych. Z jakichś sobie tylko znanych powodów, sowieci potraktowali Lesko jako miejsce strategiczne, ważna dla obrony nowej linii granicznej. Być może chodziło o zablokowanie dostępu do pól naftowych pobliskiego Borysławia. Trzon systemu fortyfikacyjnego stanowiły żelbetonowe bunkry o ścianach i stropach grubości około 1 metra i rozmiarach ca 8x8 (o ile dobrze pamiętam). Rozmieszczone były parami tak, aby nawzajem siłą ognia broniły dostępu do siebie. Ich usytuowanie było następujące:


-bunkier tuż pod "Kamieniem nad Leskiem" i położony w jego zasięgu odpowiednik przy szosie biegnącej do Leska,
-bunkier na Średniej Górze zwany "Toczka" i jego bliźniak na Baszcie,
-bunkier tuż przy moście na Sanie i stanowiący dla niego parę bunkier położony nieco wyżej, przy szosie do miasta,
-bunkier przy wyjeździe z Posady Leskiej na Postołów,
-bunkier w okolicy cmentarza.

Nie wiem, gdzie leżą obiekty stanowiące parę do tych dwóch ostatnich bunkrów, ponieważ nigdy nie penetrowałem dokładnie tamtych terenów. W sumie po stronie sowieckiej byłoby tych bunkrów dziesięć. Kluczową rolę w tym systemie odegrał bunkier "Toczka", który ryglował wyjazd z miasta w kierunku wsi Glinne. Tenże bunkier jako jedyny posiadał dwie kondygnacje (jedna podziemna). Po stronie niemieckiej wąska niecka doliny Sanu otoczona wzgórzami była łatwiejsza do obrony. Powstał tylko jeden bunkier położony przy krzyżówce szosy biegnącej w stronę Łączek z drogą wiodącą na Weremień.


Po leskiej stronie Sanu sieć bunkrów była wspomagana umocnieniami ziemnymi. Pod wzgórzem zamkowym do dzisiaj istnieje rodzaj wału, a raczej rowu przeciwczołgowego, który ongiś biegł aż do Wolańskiej Skały. Ponadto na zboczu Baszty od strony Sanu w kilku miejscach wykopane były strzeleckie punkty obserwacyjne i gniazda ogniowe. Także na całej długości zbocza Czulni nad Sanem istniał potężny rów strzelecki. Pomyśleć tylko, że umocnienia te były dziełem pary "przyjaciół", nie tak dawno zgodnie dzielących ziemie polskie. Tak jak francuska Linia Maginota, leskie fortyfikacje nie wzięły żadnego udziału w walkach. W 1941 r., wypuściwszy swoje pancerne zagony daleko za Lwów, Niemcy w Lesku wysłali kogoś z miejscowej ludności jako parlamentariusz z białą flagą do poszczególnych bunkrów. W rezultacie ich załogi poddały się bez jednego wystrzału, a potem zostały wysadzone w powietrze. Przez długie lata w ich miejscu sterczały z ziemi poszarpane bloki żelbetu, pręty zbrojeniowe i stalowe płyty pancerne. Ktoś tam palnikami wycinał stalowe elementy na złom, a młodzież eksplorował ruiny w poszukiwaniu przygód. Z biegiem czasu miejsca te porosły krzewami, częściowo przykryła je darń i jakby zapadły się w stosunku do otaczającego terenu. Ziemia zabliźniła swoje rany. Dziś wyraźnie widoczna jest tylko pozostałość bunkra przy moście na Sanie. Aby ustalić miejsca pozostałych obiektów, trzeba by się było już nieco natrudzić. Stwierdziłem, że jeden z bunkrów zachował się niemal w nienaruszonym stanie.


Otóż, fuszerka minerska spowodowała, że bunkier na Baszcie został niezupełnie zniszczony. Wybuch odłupał zaledwie część ściany frontowej bunkra. Piszę o tym z całą odpowiedzialnością, gdyż w jego wnętrzu spędziłem w dzieciństwie niejedną godzinę. Jak pamiętam, w środku były trzy pomieszczenia: magazynowe, socjalne i największe - operacyjne. W podłodze tego ostatniego znajdował się wlot do studni. Zdaje się, że studnia tego bunkra zasilała przez jakiś czas miejskie wodociągi. Był to zatem obiekt samowystarczalny i przy odpowiednich zapasach żywności i amunicji mógł się bronić bardzo długo. Sądzę, że podobnie wyposażone miały inne bunkry.


Cóż wynika z całej tej historii?. Ano to, że można, a właściwie trzeba, wykorzystać fakt istnienia tego systemu fortyfikacyjnego w Lesku jako swego rodzaju ciekawostkę turystyczną.
Bez większych nakładów można by ujawnić i wyeksponować istnienie tych umocnień w folderach i przewodnikach. Bunkier na Baszcie po odgruzowaniu i zaopatrzeniu w odpowiednie tablice informacyjne mógłby stać się miejscem zwiedzanym przez turystów. Wreszcie, przy pewnych nakładach finansowych. bunkier ten mógłby zostać przekształcony w kawiarenkę z fontanną w miejscu studni i tarasem widokowym na całe miasto. Może pomysł ten zrealizuje się w lepszych czasach?.


Tadeusz Filar



Echo Bieszczadów   Dodaj swój komentarz.
 
 
 
 

Znajomość prawa pomaga

2008-09-02 15:17:58

Znajomość prawa pomaga - to projekt realizowany przez Stowarzyszenie Kobiet Bieszczadzkich „Nasza Szansa” z Leska mający na celu przeciwdziałanie przemocy domowej i przemocy wobec kobiet.
więcej czytaj więcej

Można inaczej - SOS w Lesku
Moje prawa - moją szansą!
Edukacja ekologiczna
Wystawa w Czarnej

  archiwum Archiwum


Webcam - Ustrzyki Górne

webcam www.bieszczady.info.pl  na Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) - Ustrzyki Górne



Szukaj w bieszczady.info.pl
 
Ciekawe serwisy
Mazury Zakopane
Karkonosze Online Przemyśl
Kwatery, pensjonaty,noclegi
Spływy kajakowe, Kajaki, Mazury
Hotele w Warszawie
 
  © Bieszczady Wirtualnie 1998 - 2008    
Kontakt  Prywatność  Reklama
Liczba osób na www.bieszczady.info.pl: 3