Na Wielkanoc każdy starał się mieć coś nowego na sobie. A to sukienka, buty, bluzka czy choćby szaliczek. Jak przyroda odnawia się na wiosnę i stroi w nowe szaty, tak właśnie ludzie to czynią za jej przykładem. W sobotę zwaną "Wielką", każdy przygotowywał w koszyku święcone. Musiała to być kiełbasa gotowana, kawał wędzonki, obok niej: chrzan z zielonym czubem, baranek cukrowy, masło w miseczce, twaróg na talerzyku, sól w solniczce, ocet we flaszeczce, no i koniecznie kilkanaście jaj. Jedno lub dwa obrane do dzielenia się przy stole, reszta barwione różnie, skrobane, malowane lub pisane. Jajka musiały być czyste, białe, bo najlepiej kolor i wosk trzymały. Pisaki robiono ze sztywnych końców sznurowadeł, szpilki z główką. Napisane woskiem wkładano do farby, na osuszone dopisywano inne wzory i do innej farby. Tak po kilka razy po zeskrobaniu wosku wychodziły śliczne pisanki, które darowano sobie i wymieniano na inne podczas świąt. Dawano też dzieciom. Trzy tygodnie przed świętami trzeba było do pudełeczka zasiać owies i podlewać. Do zielonego zboża stawiano baranka, aby wróżył urodzaj. Koszyk ze święconym obowiązkowo nakrywano serwetą. Dopiero w kościele odkrywano. Oprócz koszyka niosło się osobno w serwecie lub nawet w obrusku związanym za cztery rogi, bułkę zwaną struclą. Koniecznie z makiem. Wielkość bułki to sprawa honoru i zasobności gospodyni. Niektóre niesiono na plecach. Oj, zdarzały się kłopoty! Rozwiązywała się serweta, a uwolniona strucla toczyła się jak duże koło. Albo rozbiła się, albo wpadła ze stromego brzegu do potoku lub rowu. To była rozpacz, bo takie smakołyki jadło się tylko w święta. Wracając z koszykiem święconego, zawsze obchodzono dom trzy razy wkoło, aby odegnać złe duchy. Na Wielkanoc bardzo wcześnie rano budził ludzi huk strzałów z karbidu. Wszyscy, oprócz dzieci i starców, szli obowiązkowo na Rezurekcję. Atrakcją od soboty były warty przy Bożym Grobie. W Uhercach pełnili ją od najdawniejszych czasów strażacy z O.S.P. W galowych mundurach, wyczyszczonych "na błysk" hełmach, z długimi toporkami stoją nieruchomo, jak z marmuru. Do dziś stoi przeważnie 14-16 strażaków, co pięknie wygląda na rezurekcji i w orszaku kościelnym. W sobotę do hełmów zbierają oni po święceniu jajka lub pisanki, które wszyscy chętnie dają, a oni spożywają je w przerwie warty. Po Rezurekcji każdy szybko pędzi do domu, jedni przed drugimi, co miało znaczyć, że najszybciej w polu obsieje lub posadzi ten, kto będzie pierwszy. Do czasu śniadania nie brano nic do ust. Po obraniu jajek skorupki zakopywano w ogrodzie na dobry urodzaj. Miało z tego urosnąć też ziele, tzw. "Maruna". Po sutym śniadaniu nie wolno było odpoczywać, nie daj Boże leżeć - bo skoszone siano czy zboże zgnije na pokosach. Pilnie tego przestrzegano. Resztki jedzenia dodawano do karmy zwierzętom, żeby zdrowo się chowały. Po długim poście jedzono obficie i dużo, aby "wynagrodzić sobie" za uczciwe wstrzymanie się od tłustego jedzenia. Odwiedzano się rodzinnie. Za to w drugi dzień oblewano się na całego.
We wsiach jeszcze przestrzega się starych obyczajów i przekazywanych z pokolenia na pokolenie wierzeń związanych z obrządkami świątecznymi, w miastach nie ma już czasu ani ochoty stosowanie się do tradycji i oprócz uroczystego śniadania pozostałe wierzenia odchodzą w zapomnienie.
S.R.
|