Bieszczadzki Homer - www.bieszczady.info.pl    
       
 
   
 
 

Bieszczadzki Homer


2005-04-10 20:45:03 ostatnio zmieniony: 2005-04-30 20:14:03
Artur  


[...] Za następną godzinę dotarliśmy do Ustrzyk. Jak zwykle, poszliśmy spać do GOPR-owców. Zaklepawszy kwaterę, pozostawiwszy plecaki ruszyliśmy na podbój Ustrzyk Górnych. Przy wychodzeniu ktoś nas zatrzymał i mimo niedokończenia meldowania, wcisnął dowody. Podobno odkąd weszliśmy do Unii niesamowicie zwiększyła się ilość patroli i kontroli. Faktycznie, patrol, który przechodził nieopodal był chyba trzecim czy czwartym napotkanym w czasie naszego wypadu. Raz nawet nas wypytywali.
Już idąc do GOPR-owców widzieliśmy, że zimowe życie bieszczadzkiej metropolii niejest oszałamiające. Nawet sklep na rogu przy przystanku PKS-u był zamknięty. Działał jeden jedyny bar. Głód sprawnie nas tam zagonił. W środku, mniej więcej ciepło, żadnych klientów, właściciel siedzi przy stole pogrążony w zeszycie w kratkę i robi papierowy remanent. Ucieszył się, gdy nas zobaczył. Miał nawet spore menu i twierdził, że każda pozycja jest dostępna. Ale zasugerował nam coś spoza listy - ochrzcił to (zapewne chwyt marketingowy) "Diabelskie Żarcie". Dorzucił do kominka i znikł w kuchni. Po paru minutach pojawił się z grzanym piwem i wydrążoną, dość dużą bułką, wypełnioną gulaszem z knedlikami - dla każdego po jednym zestawie. Dobre było, choć wypełnianie bułki knedlikami... Cóż, trzeba ciąć koszta, a dobra nazwa i intrygujący wygląd zapewnia zbyt.
Zgłodniali i cokolwiek przechłodzeni wcinaliśmy łakomie. Korzystając z ciszy nasz gospodarz rozpoczął opowieści. Skończyliśmy jeść, a pan opowiadał. Skończyliśmy pić, a pan opowiadał. Już się nudziliśmy, a pan opowiadał.
Zaczął od odczytania nam kilku akapitów z książki "Bieszczadzkie Zakapiory". Znał niektórych z tych ludzi. My Lutka (właściciela schroniska na Wetlińskiej) też poznaliśmy. Potem opowiedział nam historię całego świata. Znał wiele faktów, ale ich interpretacja, połączenie w przyczynowe wątki byłyniezmiernie oryginalne. Dowiedzieliśmy się, jak to szlachta nie chciała płacić podatków na cerkiew, co miałobyć przyczyną powstania kościoła unickiego. Wysłuchaliśmy o wielkim głodzie na Ukrainie za Stalina. Jakkolwiek tragiczna sprawa i ostatnią rzeczą jakiej bym chciał to śmiech z tego wydarzenia - nie mogę się powstrzymać, aby nie zacytować pana, dla pokazania kwiecistości a zarazem prostoty wypowiedzi: A był wtedy taki głód, że ludzie ludzi wpierdalali.
Stalin był dość ważną osobą dla naszego wykładowcy. Pewnie dlatego, że to historia dość nieodległa, że "wielki wódz" nie razwpłynął na jego życie. Podobno ojcem Pana był ... pochodzenie ojca było tak samo przejrzyste jak jegoopowieści. Wiadomo, że był w armii Własowa, który to, jako najwierniejszy syn narodu radzieckiego, przeszedł na stronę niemiecką gdy Związek Radziecki przestał żywić jego armię pod Leningradem. Wiadomo też, choćby z karnacji gospodarza, że wspomniany ojciec był z dalszych, południowo-wschodnich rejonów Mateczki Rossiji. A matka pochodziła właśnie z Bieszczadów. Biedna, wypędzona z domu z dziećmi, armia przechodziła, dzielny wojak przyniósł sarenkę, zostawił pamiątkę. Jako dziecię Pan wracał tu z rodzeństwem i całym dobytkiem. Imał się różnych zajęć, kiedyś rzeźbił i sprzedawał swoje dzieła na rynku krakowskim. Pracował w lesie. Teraz planuje nowy bar w okolicach Polańczyka.
Ponownie przypomniał się Panu Stalin. Usłyszeliśmy streszczenie paktowania w Jałcie. Amerykanie mieli już bombę atomową. I wtedy wstał Stalin i powiedział, że też ma. A oni nie wiedzieli, czy on ma, czy, kurwa, nie ma. A jak on to mówil, to tak się bał, że mu strumieniem pot po jajach płynął - bo on bomby nie miał, tylko tak udawał. I oni wtedy na wszystko sie zgodzili, co on chciał.
Gierek dobry był. A upadł dlatego, że w 1980 w Bieszczadach strasznie padało. Padało, padało i padało i to wszystko popłynęło w dół, zalało Sanok i cały kraj. I potopiło fabryki i pola. Zrobiła się straszna powódź i zabrakło jedzenia. No to się ludzie zdenerwowali i zrobili Solidarność.
Tak to interesująco dotarliśmy do czasów dzisiejszych i temat historii został wyczerpany. Może to i dobrze? Koledzy są historykami z wykształcenia i prawie czułem, jak bolały ich zęby podczas słuchania. Sam, ukrywałem śmiech spuszczając oczy na kota, który wlazł mi na kolana i pozwalał się głaskać. Pan uznał, że jeszcze nie dość dobrze zaopiekował się nami i... sięgnął po gitarę. Przerabialiśmy to już kilka lat temu i wiedzieliśmy, czym to pachnie. Wstał, nogę oparł o ławkę i zaczął spiewać ukraińskie pieśni. Kot uciekł (nam nie wypadało). Z zaplecza zaczęło dobiegać żałosne wycie małego pieska. Pan co jakiś czas przerywał, zachęcał nas do wspólnego śpiewania. Dziwił się, że nie znamy pieśni, choćby tej którą kobiety witały swoich mężczyzn wracających z akcji partyzanckiej (to raczej chodziło o UPO-wców).
Wyszliśmy. Udało nam się jeszcze kupić po dwa piwa na wynos i uciekliśmy. Całą drogę przekrzykiwaliśmy się przypominając sobie co smakowitsze opowiastki.
Poszedłem z dowodami dokończyć meldunek. Zagadnąłem, że byliśmy w barze, że właściciel dużo nam opowiadał. Spodziewałem się uśmieszku, może pytania jak długo wytrzymaliśmy. A usłyszałem: widać trafiliście do Lacha, a on zawsze jest otwarty dla turystów, poświęca im czas, stara się umilić pobyt, opowiedzieć o historii.
Taaa... Wygląda na to, że spotkaliśmy lirnika. Taki relikt XIX wieku. Najwyraźniej cieszył się dużym autorytetem w społeczności, był zjawiskiem przerastającym przeciętność otaczających go ludzi, a tym samym wzbudzającym podziw i szacunek. Mówił ze swadą, gestykulował, teatralnie akcentował zdania. Może nie grał na lirze, napewno nie był ślepcem, ale można przyjąć, że spełniał najważniejsze punkty definicji lirnika. Miał dobrą pamięć, z której wydobywał jakieś ślady zdobytej wiedzy, przeczytanych książek czy zasłyszanych opowieści. Jednak interpertacja tej wiedzy pozostawiała wiele do życzenia.


Kolega twierdzi, że homerowe opowieści mają podobnie wiele wspólnego z rzeczywistościa, co opowiadania Lacha. Jednak dzięki dużo lepszej formie literackiej przetrwaly do dziś.

I tak to na piciu piwa i wspominaniu opowiadań bieszczadzkiego Homera upłynął nam ostatni wieczór wypadu.

http://cienista.neostrada.pl/bieszczady/



Strona główna serwisu   Dodaj swój komentarz.
 
 
 
 

Znajomość prawa pomaga

2008-09-02 15:17:58

Znajomość prawa pomaga - to projekt realizowany przez Stowarzyszenie Kobiet Bieszczadzkich „Nasza Szansa” z Leska mający na celu przeciwdziałanie przemocy domowej i przemocy wobec kobiet.
więcej czytaj więcej

Można inaczej - SOS w Lesku
Moje prawa - moją szansą!
Edukacja ekologiczna
Wystawa w Czarnej

  archiwum Archiwum


Webcam - Ustrzyki Górne

webcam www.bieszczady.info.pl  na Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) - Ustrzyki Górne



Szukaj w bieszczady.info.pl
 
Ciekawe serwisy
Mazury Zakopane
Karkonosze Online Przemyśl
Kwatery, pensjonaty,noclegi
Spływy kajakowe, Kajaki, Mazury
Hotele w Warszawie
 
  © Bieszczady Wirtualnie 1998 - 2008    
Kontakt  Prywatność  Reklama
Liczba osób na www.bieszczady.info.pl: 1