Koty i wilki - www.bieszczady.info.pl    
       
 
   
 
 

Koty i wilki


2005-06-03 22:55:33 ostatnio zmieniony: 2005-06-03 22:55:33
Krzysztof Wiktorowicz  


KOTY I WILKI
Oldze M - z rodziny Kotów Wędrownych

Bożek zrobił sobie nieplanowany postój w marszu i tkwił teraz, nieruchomo jak posąg, na poboczu stokówki. Prawą nogę, obutą w służbowy trep z cholewką, luzacko oparł na żelbetowej bandzie a raportówkę przesunął na stoliczek z uda, aby mu nie ciążyła po próżnicy. Wiosenne słońce miał dokładnie za plecami, ale jego cień sięgał tylko połowy skarpy. W tym miejscu, pod drogą, cywilizacja ujęła w betonowe kręgi jeden ze strumyków spływających do Rzeki. Przepust był wielgachny, obliczony na potop i choć pośniegowa woda zeszła ze stoku już miesiąc temu, to i dziś jeszcze waliła kaskadą na ćwierć gwizdka.

Każdy dałby się podejść w tak treściwym akustycznie miejscu. Każdy człowiek. Zwierzyna już dawno wyczułaby drgania gruntu, cuch przepoconej koszuli i terpentynę z mazidła do butów. Nikt w branży leśnej nie używał męskich kosmetyków po goleniu, aby nie afiszować swej obecności w zbyt dużym promieniu. Nie sposób było jednak nie pocić się, ganiając po leśnych szkółkach i doglądając świeżych nasadzeń. Bez pasty zaś, służbowe trepy migiem nasiąkały, chłeptnąwszy byle kałuży.

Ten tam, w dole, wyposażony był tylko w ludzkie zmysły, pod słońce nie kwapił się zerkać, a buchająca z przepustu woda odcinała go swym monotonnym pomrukiem od świata innych dźwięków. Najwyraźniej prał onuce, bo stał w wodzie boso a gumiaki leżały obok, w plamie słońca. Oprócz gumiaków nie miał żadnego ruchomego dobytku, żadnego bodaj chlebaka. Na pewno gdzieś niżej, w Rzece, moczył wędziska i przyszedł tylko do wodopoju, przy okazji skusiwszy się na przepierkę.

Mijały minuty, nic ciekawego się nie działo i Bożka zaczynały już nudzić prozaiczne czynności i mechaniczne ruchy pracza strumykowego. Nie chciał dłużej czekać, bo obcy gotów był jeszcze wysmarkać się z hukiem, lub podrapać w ciasne miejsce, a to postawiłoby ich obu w niesubtelnej sytuacji.

Szurnął podeszwą o żwir - bez efektu. Chrząknął - nie docierało. Kaszlnął - i nareszcie obcy wyprostował się z przykucu i spojrzał w górę, dłonią ocieniając oczy. Bożek zasalutował od niechcenia do nieistniejącego daszka.

Nie był to rozsądny gest, bo obcym targnęło jakby chciał uciekać, ale chyba uświadomił sobie, że jest rozbrojony z gumiaków.

Bożek wykorzystał swą zauważoną przewagę i leniwym gestem Władcy Rewiru skinął obcemu, zapraszając go do siebie, na górę. Rzeka, i to, co w niej pływało bezsierstne, kompletnie go nie interesowało, ale tamten nie musiał o tym wiedzieć.

Obcy, na przyboś, z gumiakami i mokrymi onucami w rękach wdrapał się na skarpę i okraczył żelbet.

- Rybakujemy? - tytułem próbnego wstępu zagadnął Bożek, gdy ten przeciągał prawą dłonią pod pachą, aby ją jak najszybciej osuszyć. Był chyba z tych, co to się witają namacalnie. Trudno mu było ręki nie podać, jak już tak się starał.
- A gdzieżby... Tak tylko... Ze znajomymi się umówiłem! Gdzieś tu na wycieczce się kręcą...
- A ta... ta! Rozumiem. Grupa duża jakaś?
- Kilka osób tylko... Z dziećmi.
- W turystyke? W takich lakierkach? - Bożek obserwował jak znajomy nieznajomy otrzepuje pięty z piasku i wciąga gumiaki.
- Buty w busie zostawiłem a te ubrałem, bo rzekę kilka razy przechodziłem...
A i tak się nalało...

- O! A busik to gdzie?
- Przed szlabanem oczywiście! - nieznajomy nie dał się wpuścić na grząski grunt.
- A szlaban otwarty! - podmeldował.
- Nima sposobu... - westchnął Bożek - klucze se podorabiali ale zamknąć za sobą to nima komu.
- Może lajta? - nastąpił czas fajki pokoju. Bożek nie odmówił.
- To mówi pan że grupa i z dziećmi? Wcześnie troche... Wakacji jeszcze nima... A może to zagraniczna wycieczka jaka? Hę?
- Nie! Swoi... swoi...
Rozsiedli się, plecami do Rzeki, na żelbecie. Onuce zostały równiutko rozwieszone obok.
- To przedszkolaki jeszcze... Powoli drepczą to i czekam tu już kilka godzin. Umówiłem się, że odbiorę ich wszystkich busem, trasę skrócę. Piątek dziś, prawda?
- Ta... Ta... Piątek... Porąbani rodzice... Ale nic już mnie nie zaskoczy jakem widział na połoninie niemowle w nosiłkach!
- Może rodzice chcieli zaszczepić góry za młodu?
- Becegie by lepiej zaszczepili...
Zachrzęściło coś w raportówce Bożka, kilka razy zrobiło „pyk, pyk” i znowu zachrzęściło.

- O! Gadułka się odzywa!? - pytająco stwierdził kierowca zdyscyplinowanego busa.
- Ano... Wszędzie dopadną! - Bożek wstał i rozpoczął wahadłowy spacerek wzdłuż bariery.
- Bożek zgłasza sie... No... A gdzieś na styku dziewięćdziesiąt trzy i sto dwa... Nie... Nikogo... A po co mają jechać?... Rano tylko... jakem na reperze siedemset czternaście siedział... Przez lornetke... Kilkanaście mrówek jakby przedszkole na wycieczce... Ta... po Berdzie ku Słowakom poszli... Nie ma za co... A piwo to se mogą... sami wypić! Bez odbioru.
- Coś się stało? - nie wiedzieć dlaczego palce nieznajomego tak bardzo żelbet polubiły, że aż knykcie zbielały.
- Normalka... Straż przez nadleśnictwo języka zasięga. Przerwanie granicy w nocy mieli... Z dziesięć litrów paliwa na tej stokówce zaoszczędzą a mnie piwo obiecują... Już chyba siódme od Sylwestra...
Zapadło wielowymiarowe milczenie.
Onuce składały się i rozkładały nieznajomemu, to w kostkę, to w trójkąt i nie mogły się zdecydować jak im wygodniej.
- No to ja już pójdę, bo moi mogą brzegiem Rzeki przejść i miniemy się...
- A pewnie! Szkoda by było tera sie pomijać! Ja też musze jeszcze na wywiadówke...
- ?
- No, do szkółki leśnej...
- Aha... Rozumiem... Może weźmie pan papierosy... Zabraknąć może w lesie...
- Nie nie! Dla mnie za słabe... Tej wycieczce na pewno już zabrakło!
- Im teraz nie zabraknie! - uśmiechnął się nieznajomy - Ja... dziękuję panu bardzo... Gość pan jest!
Cieszę się, że się w zgodzie rozstajemy...

- A dlaczegoż by nie? - zdziwił się Bożek.
- Koty żyjące w zgodzie pokonają skłócone wilki - wypalił - i widząc cień niezrozumienia, dodał:
- To takie czeczeńskie przysłowie... Pan powinien znać...
I teraz on się uśmiechnął.



Strona główna serwisu   Dodaj swój komentarz.
 
 
 
 

Znajomość prawa pomaga

2008-09-02 15:17:58

Znajomość prawa pomaga - to projekt realizowany przez Stowarzyszenie Kobiet Bieszczadzkich „Nasza Szansa” z Leska mający na celu przeciwdziałanie przemocy domowej i przemocy wobec kobiet.
więcej czytaj więcej

Można inaczej - SOS w Lesku
Moje prawa - moją szansą!
Edukacja ekologiczna
Wystawa w Czarnej

  archiwum Archiwum


Webcam - Ustrzyki Górne

webcam www.bieszczady.info.pl  na Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) - Ustrzyki Górne



Szukaj w bieszczady.info.pl
 
Ciekawe serwisy
Mazury Zakopane
Karkonosze Online Przemyśl
Kwatery, pensjonaty,noclegi
Spływy kajakowe, Kajaki, Mazury
Hotele w Warszawie
 
  © Bieszczady Wirtualnie 1998 - 2008    
Kontakt  Prywatność  Reklama
Liczba osób na www.bieszczady.info.pl: 2