Reportaż z wyprawy - www.bieszczady.info.pl    
       
 
   
 
 

Reportaż z wyprawy


2002-06-05 00:00:00 ostatnio zmieniony: 2004-01-30 19:55:55
Daniel Binik  


"Sposób na nudę, czyli jak można połączyć zabawę z przygodą"

chwila wypoczynku na trasie

Kiedy zwiedziło się Bieszczady wzdłuż i wszerz, na piechotę, rowerem i autobusem, przychodzi czas na nowe wyzwania. A jak się jeszcze ma dwadzieścia lat i młodzieńczą fantazję bez ograniczeń, to opisana niżej przygoda może pozostać w pamięci na zawsze.

Początkowo na twarzach osób, którym mówiliśmy o naszych planach, pojawiały się uśmiechy i równie często padały komentarze typu: "...maluszkami?! Tą trasą? Nie ma takiej możliwości, tam trudno przejechać nawet terenowym. A to błoto, woda...nie. Nie dacie rady".


Mimo wielu takich opinii nie zamierzaliśmy się poddawać.
I stało się. Pierwszy nieoficjalny rajd samochodów pseudo-terenowych "Maluch-Trophy" odbył się i zakończył sukcesem, o czym świadczy choćby niniejszy artykuł.


Dla Szanownych Czytelników należy się relacja od początku.
"Projekt X" - tak zatytułował swój program Bogusław Linda, którego głównym bohaterem był on sam. Jeden z pierwszych odcinków został nakręcony w lasach nieistniejącej już dziś wsi Tyskowa miedzy Baligrodem, a Wołkowyją. Tematem tego odcinka był terenowy rajd, w którym aktor grał "pierwsze skrzypce". Zafascynowany przygodą jaką przeżyli bohaterowie, postanowiłem zorganizować coś podobnego. Jedno nie podlegało dyskusji, rajd musiał się odbyć! Fundusze jakie mogłem przeznaczyć na ten cel były "o niebo" mniejsze od tych jakie miał do swojej dyspozycji Linda, nie mówiąc już o sprzęcie, z którego korzystał.
Małe środki, to i małe samochody, i jeszcze mniejsze środki techniczne. I jeszcze jedno - nie było kamer ani fajerwerków tylko skromny aparat fotograficzny. I przyszedł czas, by udowodnić powiedzenie, że Polak potrafi (jak zechce).

Po krótkiej rozmowie z kolegami i oni postanowili wziąć udział w imprezie. Wydatki jakie przyszło nam ponieść z tytułu całego przedsięwzięcia, to koszty pełnych baków paliwa oraz zakup prowiantu i napojów. Ogromne stalowe, terenowe "rumaki" (Toyoty, Nissany, Fordy) używane przez p. Bogusława w programie, zostały zastąpione w naszym wydaniu dwoma starymi, wysłużonymi maluszkami!
Zaplanowana przez nas trasa miała przebiegać śladami prawdziwego rajdu i rozpoczynać w miejscowości Tyskowa, potem musiała być już nieco zmodyfikowana tzn. krótsza. To oprócz jazdy w trudnym terenie, przygoda miała być najważniejsza, a cel - dotarcie do zabytkowej cerkwi w Łopience.
Nasze "terenowe" wozy należało jeszcze odpowiednio wyposażyć na tę okoliczność w dwie deski, porządną linę i oczywiście...łopaty. Z tryumfem ogłosiliśmy gotowość do drogi.


problemy na trasieNa wyznaczone miejsce stawiliśmy się wszyscy, a więc: Tomasz Kielar i Adrian Szpejcher (piloci) oraz Krzysztof Czapla i Daniel Binik (kierowcy). Nasz pierwszy "rajd" wystartował.
Pierwsze kilometry (dopóki mieliśmy twardy grunt pod kołami) przebiegały bez większych niespodzianek. Problemy zaczęły się kiedy na skraju leśnego duktu zagrodziło nam drogę wielkie bajoro z ogromną ilością błota. Ale myśmy wiedzieli, że tak będzie wcześniej lub później, a trudności po to są, by z nimi "powalczyć". Bez zmagania z przyrodą byłaby to jeszcze jedna nudna wycieczka.
-Tu będą potrzebne deski i łopaty - zawyrokował Krzysiek.
Tomek i Adrian od razu przystąpili do roboty; możliwą do zgarnięcia ziemią zasypywali "dziurę", reszta zajęła się układaniem desek. Za chwilę jeden maluszek za drugim "przeprawiły się na drugi brzeg".
Kolejny trudniejszy etap to wyjazd na szczyt niewielkiego wzgórza skąd rozpościerał się wspaniały widok na okolicę, w dali jak na dłoni kusiły połoniny.
Dla takich widoków warto żyć i się trudzić. Tu postanowiliśmy zjeść posiłek, by nabrać sił.
"Odpoczynek wojowników" nie mógł trwać długo. Ścieżka prowadziła wśród łąk, wokół roznosił się zapach traw i polnych kwiatów, aż zapierało dech w piersiach. I te widoki!

przeprawa przez potokZ każdą chwilą zbliżaliśmy się do, sprawiającego wrażenie, ciemnego lasu. Przyjemny chłód przyniósł na chwilę ulgę po panującym przed chwilą upale. Przyjemność delektowania się nim psuł raz po raz fakt, że samochody zaczęły buksować i piloci mocno pracowali, by jako tako posuwać się do przodu. Wszyscy już wyglądaliśmy jak dzikie stwory leśne, które uwielbiają kąpiele błotne.
(Jak poradzą sobie potem nasze mamy? - przemknęło mi przez myśl).
Powoli dojechaliśmy do zabytkowej kapliczki, gdzie odpoczywali- jak głosi legenda - wędrujący, na słynne w regionie odpusty, strudzeni pielgrzymi. Też znaleźliśmy się na ich szlaku, dojeżdżając do łopieńskiej świątyni. Już na miejscu spotkaliśmy pracującego przy renowacji zniszczonych mocno obiektów Zbyszka Kaszubę, pasjonata dzięki, któremu zabytek zyskuje nowe oblicze. Po uzyskaniu wyczerpujących wiadomości ruszyliśmy dalej. Dopiero teraz miało się okazać, co znaczą bieszczadzkie bezdroża! Taka ilość kałuży na niewielkim odcinku polnej drogi może być tylko u nas. Wydawało się, że duża prędkość będzie rozwiązaniem, niestety, nie tym razem. O ile pierwszy samochód zakopany w błocie udało się "szybko" wyciągnąć, to z drugim już tak nie poszło. Zakopał się równo z drzwiami. Mimo naszych wysiłków tkwił sobie w kałuży "po pachy". Dzięki linie i samochodowi, który stał już na twardym gruncie zmontowaliśmy "wyciągarkę". Znowu się udało.

Nie na długo jednak. Tym razem jeden z samochodów "zawiesił się" na grzbiecie ziemi i żadna siła nie modła sprawić, by koła zamiast w powietrzu kręciły się po drodze. Metoda holowania na nic się zdała. Postanowiliśmy skorzystać z wiedzy, jaką wynieśliśmy z lekcji fizyki (jak widać nie warto chodzić na wagary). Zastosowaliśmy metodę "na wagę". Długi drąg ustawił odpowiednio maluszka, pod koła włożyliśmy deski i poszło jak należy. Potem już powtarzały się poprzednie sytuacje, ale z nimi radziliśmy sobie bez problemów. Kiedy dotarliśmy do Łopienki, nadszedł czas dać odpocząć maszynom i ich właścicielom.


W drodze powrotnej przez Terkę, Wołkowyję i Górzankę czekały nam jeszcze trzy przeprawy przez potoki w bród, co pozwoliło oczyścić co nie co samochody, a i nam pozbyć się nadmiaru błota. Powrót do "cywilizacji" uświadomił nam, że spędzanie wielu godzin przed telewizorem lub komputerem, to nie tylko zajęcie niezdrowe, ale i nudne. Pierwszy rajd - mamy taką nadzieję - będzie dobrym wstępem do zgłębienia wiedzy na ten temat i sprawi, że w przyszłości narodzi się wielka pasja podróżowania i poznawania nowych miejsc. Powiedzenie, że: "Każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku", w naszym przypadku właśnie w ten sposób została zapoczątkowana.


 Daniel Binik



Echo Bieszczadów   Dodaj swój komentarz.
 
 
 
 

Znajomość prawa pomaga

2008-09-02 15:17:58

Znajomość prawa pomaga - to projekt realizowany przez Stowarzyszenie Kobiet Bieszczadzkich „Nasza Szansa” z Leska mający na celu przeciwdziałanie przemocy domowej i przemocy wobec kobiet.
więcej czytaj więcej

Można inaczej - SOS w Lesku
Moje prawa - moją szansą!
Edukacja ekologiczna
Wystawa w Czarnej

  archiwum Archiwum


Webcam - Ustrzyki Górne

webcam www.bieszczady.info.pl  na Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) - Ustrzyki Górne



Szukaj w bieszczady.info.pl
 
Ciekawe serwisy
Mazury Zakopane
Karkonosze Online Przemyśl
Kwatery, pensjonaty,noclegi
Spływy kajakowe, Kajaki, Mazury
Hotele w Warszawie
 
  © Bieszczady Wirtualnie 1998 - 2008    
Kontakt  Prywatność  Reklama
Liczba osób na www.bieszczady.info.pl: 3