Na szlaku
Podczas śniadania zapada decyzja, co dziś robimy.
Idziemy do" Bieszczadzkiej Kiszki", lub w "Bieszczadzki Worek", a na mapie i w przewodnikach nazywa się to "Ścieżka dydaktyczna Górnego Sanu". Pakujemy się do "tikusia" i ruszamy. Trasa wiedzie z Wetliny przez Ustrzyki Górne, Bereżki, Pszczeliny, Stuposiany, Muczne /szkoda ,że w latach 80 dynamitem zaczęto uprawiać tu ziemię, bo i tak z tego
nic nie wyszło!/ do Tarnawy Niżnej.
Płacimy za wejście /"tikuś" też osoba/, na pamiątkę stempelek w przewodniku, i dalej jedziemy aż do parkingu BPN w Bukowcu. Nareszcie dalej już pieszo! Zapytasz zapewne dlaczego samochód?
Otóż z Wetliny, gdzie mieliśmy bazę, najlepiej długie i nużące odcinki pokonać samochodem, zaoszczędzając czas, który można spożytkować na łazikowanie.
Niestety zaczyna padać. Przed nami Beniowa.Pusto, ciszę przerywa odglos pociągu po ukraińskiej stronie, przez lornetkę patrzymy w oczy ukraińskiemu pogranicznikowi. Jest bosko!!!! !Nad nami kołuje jakiś drapieżnik, można patrzeć i patrzeć, nawet papieros nie smakuje ! Ale ciekawość, co nas jeszcze spotka, pcha nas dalej. Słychać odgłos piły. Jesteśmy już w zabudowaniach BPN w Negrylowym Potoku. Pusto, nie ma nikogo ,ciągle mży kapuśniaczek. Herbatka z termosu i dalej w drogę W przewodniku napisano: "przy drodze fragment lasu świerkowego odmiany wschodniokarpackiej". A ja takich świerków w życiu nie widziałem. Chciałbym mieszkać w takim "fragmencie lasu"! Chwilę później niewielkie urocze rozlewisko. Szkoda tylko, że mój aparat fotograficzny zrobił mi psikusa i się popsuł. Krajobraz jak z bajki, przestało padać. Myjąc buty, łapczywie chwytamy atmosferę danej chwili. Okazuje się niedługo, że cała kosmetyka poszła na marne. Błoto jest wszechpotężne. Wąskimi, krętymi ścieżkami, małymi mostkami, ocierając się o gałęzie, docieramy nad Potok Niedźwieź. Znowu pada .Nie wiadomo kiedy, a już jesteśmy w Siankach przy "grobie Hrabiny" Pozostał tylko cmentarz położony nad brzegiem Sanu, który tutaj wygląda jak strumyczek.
Jedząc "małe co nieco" próbujemy wyobrazić sobie jak tu było kiedyś??? Przez niewielki gąszcz docieramy do punktu widokowego. Niestety widoków brak . MGŁA, MGŁA i DESZCZ. Pozostaje tylko uwierzyć w to, co piszą w przewodnikach , a najlepiej wrócić tu i zobaczyć to raz jeszcze.
Wracamy do Wetliny. A tu wita nas słońce. Widocznie Wetlina się za nami stęskniła i przywitała nas takim "bonusem". Marek M.
Łódź
|