Poleca Leszek Lewandowski
"Jedzie bieszczadzka ciuchcia,
bucha, strzela iskrami,
taka jak przez stu laty
jeździła z traperami."
Na szczęście bieszczadzka kolejka wąskotorowa - dzięki grupie pasjonatów z Fundacji Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej - znów od kilku lat jeździ z turystami doliną Solinki. Spalinowe lokomotywki nie "strzelają iskrami" a i długość trasy jest znacznie krótsza niż przed laty. Warto jednak będąc w okolicach Cisnej skorzystać z tej turystycznej atrakcji, bo kto wie, co będzie się działo z kolejką za rok czy dwa. Oby nie spotkał ją los "skansenu" - kolejki, jaki pod koniec lat 70-tych urządzono w osadzie Majdan. Nie wyobrażamy sobie "ciuchci" bez Cisnej, miejscowości na Wielkiej Obwodnicy Bieszczadzkiej, atrakcyjnej o każdej porze roku. Znajdzie tu turysta bogatą i zróżnicowaną (zasobność kieszeni) bazę noclegową, kilka punktów gastronomicznych, sklepy z pamiątkami, a nawet prywatna galerię malarstwa. Cisna to też miejscowość z przebogatą przeszłością, jak żadna inna w Bieszczadach, doświadczona kolejami dziejów. To tutaj przebiegał jeden z większych traktów handlowych z Węgier przez Przełęcz nad Roztokami do Leska i Sanoka. Tu w XIX wieku Jacek Fredro (ojciec słynnego komediopisarza Aleksandra) zakłada hutę żelaza i zakład metalurgiczny, a Wincenty Pol, urzeczony pięknem krajobrazu rozciągającego się z pobliskiego Łopiennika, pisze "Pieśń o ziemi naszej". Wielkich zniszczeń dokonały pierwsza a zwłaszcza druga wojna światowa. Walki z sotniami Ukraińskiej Powstańczej Armii i wysiedlenia ludności ukraińskiej to tragiczne karty dziejów tych terenów. Inne atrakcje tego zakątku Bieszczadów polecam już tylko turystom tzw. "plecakowym". Warto zatem wysiąść z kolejki na stacji Balnica, by znaleźć się na niebieskim szlaku granicznym, w miejscu ciekawego zjawiska geologicznego zwanego kaptażem, czego widocznym na mapie obrazem jest nietypowy przebieg granicy państwowej. Wędrując dalej dotrzemy do szczytu Czerenin, gdzie w 1939 roku spotkały się trzy granice - Słowacji, Węgier i Polski (a później Generalnego Gubernatorstwa). Szlak niebieski doprowadzi nas w końcu do schroniska w Roztokach Górnych. Stąd - po odpoczynku - z mapą i kompasem w ręce, zapraszam na wyprawę w pasmo Rosochy i Hyrlatej (powyżej 1000 metrów). Spotkamy tu miejsca, skąd przy dobrej pogodzie widać Tatry. Schodzimy ciągle "na nos" do Żubraczego - oczywiście na trasie kolejki. Kiedyś kolejka woziła drewno i "traperów", dziś z turystami dojeżdża do przełęczy i niewielkiej miejscowości Przysłup. Tu posiliwszy się cudownie smacznymi pstrągami i nacieszywszy oko w "galerii" rzeźby możemy podziwiać to, z czego słyną Bieszczady - połoniny...
|