Wpisana od roku 1829 w dzisiejszy kształt Baligrodu grekokatolicka cerkiew dożywa swoich dni. W czerwcu padły dwa z czterech drewnianych filarów, runęła część stropu, rwąc blaszane pokrycie dachu. Deszcz spływa po wewnętrznych ścianach, wypłukując bajecznie jeszcze kolorowe malowidła. Ciężaru chłonących wodę belek i desek stropu dwa pozostałe filary długo nie utrzymają. Lada dzień masywna kopuła wraz z całym dachem zapadnie się w głąb murów.
Cerkiew jest jednym z kluczowych elementów "Szlaku pięciu wyznań", którego koncepcja zaprezentowana została w poprzednim numerze "Echa". Docelowo autorom projektu marzy się wykorzystanie cerkiewnego obiektu w sposób analogiczny jak leskiej synagogi. By o tym myśleć, należy wpierw cerkiew uratować, co z kolei - ze względów regulaminowych - nie wchodzi w zakres działań objętych programem "Szlaku", czyli projektu przedstawionego na konkurs wniosków Fundacji Karpackiej. Jednym z zadań programu jest wyeksponowanie baligrodzkiej cerkwi, ale jedynie wyeksponowanie, bez względu na to czy jeszcze stoi, czy też zamieni się w stertę gruzu. Konserwatorzy już przed paroma dniami wskazali, co w trybie pilnym należy uczynić. Gmina wrzuca w temat 5 000 zł otrzymane na ten cel od marszałka województwa i własne 4 000 zł w robociźnie z puli przeznaczonej na prace interwencyjne. I to jest wszystko, czym dysponuje. Przy tych kwotach - a wystarczy spojrzeć na zdjęcie - albo na płacz, albo na pusty śmiech się zbiera. Kto z Czytelników "Echa" ma pomysł, kto wie, w które drzwi pukać, za które sznurki pociągnąć, gdzie się łaski dopraszać, niech łaskawie podzieli się wiedzą, czy to z Urzędem Gminy w Baligrodzie, czy też z redakcją "Echa".
Grzegorz Demel
Fot. Maciej Grzegorzek
|