Dzisiaj tylko gdzieś w wielkim świecie, wśród milionerów i gwiazd Hollywoodu zawierane są małżeńskie umowy majątkowe. Taki kontrakt, zwany też intercyzą, spisany przed ślubem, przeważnie szczegółowo reguluje podział majątku po ewentualnym rozwodzie. Trzeba przyznać, że jest w tym pewna perfidia, bo umowę tę zawiera się krótko przed uroczystym ślubowaniem przed ołtarzem dozgonnej miłości, itp. Widocznie jednak tam, gdzie idzie o wielkie pieniądze, miłość miłością, ale nie zaszkodzi trzymać się zasady, że strzeżonego intercyza strzeże. Posiadam dokument, który świadczy, że kontrakty przedślubne nie były obce mieszkańcom dawnego Leska. Spisany 3 lutego 1868 roku przez Jana Jankiewicza, w obecności świadków w osobach Antoniego Horniatkiewicza i Jerzego Zwierzyńskiego, zawiera umowę zawartą pomiędzy przyszłą panną młodą Barbarą Grzybowską, a matką jej narzeczonego - Franciszką Słotwińską. W myśl umowy, narzeczona zobowiązuje się wnieść do małżeńskiego stadła swój majątek w postaci "pola ornego w błoniu za Sanem połowinek dwie i ogród w błoniu zagonów dwa". Z kolei matka narzeczonego zapisuje wieczyście przyszłemu małżeństwu "dom pod numerem 251 z placem i ogrodem", "wymawiając" sobie "w izdebce pomieszczenie wolne do śmierci i sadowinę z ogrodu". Tak nawiasem, ruina tego murowanego domu jeszcze długo po wojnie stała obok nowego domu Słotwińskich naprzeciw cerkwi. Tam urodziła się moja Babcia. Zarówno narzeczona jak i matka narzeczonego były niepiśmienne i swoje podpisy kreśliły krzyżykami. Ten kontrakt przedślubny, w odróżnieniu od współczesnych nie był zawarty na wypadek ewentualnego rozwodu. W tamtych czasach taka możliwość chyba w ogóle nie była brana pod uwagę. Matka narzeczonego zapis dóbr materialnych zakończyła życzeniami : "a nad wszystko błogosławieństwo boskie i rodzicielskie".
Myślę, że warto ten dokument zaprezentować jako ciekawostkę językową i świadectwo dawnych obyczajów panujących wśród leskich mieszczan.
Tadeusz Filar
|