Żyć i mieszkać w - www.bieszczady.info.pl    
       
 
   
 
 

Żyć i mieszkać w


2002-10-05 00:00:00 ostatnio zmieniony: 2004-01-25 21:48:54
Jadwiga Czyżewicz - Szurlej  


Z cyklu: Bieszczady w moim życiu

Z wizytą u pp. Celiny i Janusza Radziszewskich w Żubraczem.
Decyzja, żeby zostawić duże miasto i wynieść się na "skraj świata" - jak mówili znajomi - była podejmowana przez nich długo. Naprzód były obozy harcerskie, wyjazdy w gronie braci studenckiej, poznawanie Bieszczadów i ludzi tu mieszkających, zafascynowanie spokojem i przyrodą. Poznań - metropolia, w której studiowali i gdzie założyli rodzinę nie dawała wytchnienia. Ruch, krzyk i gwar panujący na co dzień, zatłoczone ulice, zagonieni ludzie powodowały, że w każdej wolnej chwili wyjeżdżali za miasto i coraz częściej myśleli o Bieszczadach. Upatrzyli sobie nawet taki kawałek ziemi na końcu wsi Żubracze, i zapadła decyzja: wyjeżdżamy. Spakowali dobytek, zabrali swoje marzenia o życiu, dwie córki (5lat i 1 rok) i ruszyli na podbój "świata". Grudzień 1981 roku, pamiętna polska zima i ich pierwsza zima w Bieszczadach. Maleńka, byle czym opalana chata, brak prądu - to zapamiętają na zawsze. Najgorszy był chłód panujący w mieszkaniu.


Pocieszali się, że wiosna i lato pozwolą im przystosować obejście do poprawy warunków bytowania. Swoje dyplomy wyższych uczelni - p. Celina Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych, a p. Janusz Akademii Ekonomicznej - na razie złożyli na dno szuflady.


Po tych kilku ciężkich miesiącach każdy spakowałby manatki i uciekł daleko, byle dalej stąd. Oni natomiast uznali, że wszystko co najgorsze mają za sobą, teraz to może być już tylko lepiej i z wiarą na lepsze jutro zaczęli wrastać w tę ziemię.
Od załatwiania wszelkich formalności była p. Celina, od realizacji pomysłów, szczególnie od tych cięższych prac fizycznych nie stronił p. Janusz. I tak wspólnymi siłami rozrastało się to ich siedlisko. Obok schroniska wybudowali cztery domki traperskie, gdzie można przenocować w naprawdę traperskich warunkach: bez wody, światła i wygód poczuć, co to znaczy "cywilizacja Dzikiego Zachodu", nawet w zagrodzie miejsce dla konia by się znalazło. Teraz przyszedł czas oczekiwania na prawdziwych cowboyów.


Wracając do minionych lat. Życie raz po raz wystawiało ich na ciężką próbę. Jedna z córek miała ciężki wypadek, dzięki pomocy wielu ludzi dobrej woli odzyskała radość życia, ukończyła Akademię Pedagogiczną w Warszawie i szykuje się do pracy. Trzy lata temu kolejny wypadek, tym razem dotknął p. Celinę, do dzisiaj leczy skutki tamtego zdarzenia i wierzy, że będzie dobrze. Druga córka przerwała studia, by odciążyć matkę od obowiązków domowych; od ubiegłego roku studiuje w Sanoku filologię rosyjską.
Tutaj przyszedł na świat ich najmłodszy syn Władek, dziś ośmiolatek. Kilka lat wstecz okazało się, że i o jego życie trzeba ostro zawalczyć. I znowu się udało. Z pomocą przyszli ludzie i medycyna. Jest pogodnym, ciekawym wszystkiego chłopcem, jak jego rówieśnicy.


Nikt nie wie, co go czeka nazajutrz, ale ich ciężkie przejścia zahartowały na zawsze.
Mają nadzieję, że powołana przez nich przed laty Fundacja "Cicha Woda" będzie się rozwijać dla pożytku ludzi potrzebujących pomocy. Był okres, kiedy przyjeżdżały na wypoczynek do prowadzonego przez nich ośrodka, dzieci z różnymi problemami zdrowotnymi. Pobyt organizowały stowarzyszenia i instytucje do tego powołane. Dzieci czuły się tu świetnie, ich rodzice otrzymywali rady i wskazówki odnośnie radzenia sobie z poszczególnymi jednostkami chorobowymi, bo dopiero tutaj okazywało się niejednokrotnie, że jeżeli nawet medycyna radzi sobie z chorobą, to nie pomaga rodzicom i opiekunom zrozumieć podopiecznych, ich zachowania i reakcje.
Od chwili wypadku p. Celiny działalność ośrodka nieco osłabła, ale Fundacja działa nadal. Jest nadzieja, że kolejne turnusy rehabilitacyjne zagoszczą w "Cichej Wodzie". Teraz indywidualni turyści zatrzymują się na wypoczynek. Przyjeżdżają z przyczepami campingowymi, z własnymi namiotami lub na wypoczynek w surowych bieszczadzkich warunkach, chwalą ciszę i spokój panujące dokoła. Dużym plusem jest to, że jest miejsce dla zwierząt, które ze sobą przywożą. Sami gospodarze mają kilka psów, które otaczają troskliwą opieką. Szczególnym miejscem w ośrodku jest wybudowany z żerdzi domek nad rwącym potokiem, gdzie nawet w czasie deszczu można zapalić ognisko, upiec kiełbaskę, podyskutować na różne tematy. To tutaj w różnych zadaszonych pomieszczeniach koncentruje się życie ośrodka.


Wokół znajduje się rozległy las i tam wiodą ścieżki spragnionych przygód ludzi.
Dlaczego Bieszczady?
Bieszczady to przeznaczenie, to wyzwania, które trzeba pokonać, to przygoda, którą trzeba przeżyć, to wreszcie spełnienie marzeń o życiu "na wolności", blisko przyrody i ludzi. To cisza, która pozwala słyszeć śpiew ptaków i spokój, który ofiaruje otoczenie. Tutaj ziemia mało urodzajna, ale dla tych co chcą zapuścić tu swoje korzenie - łaskawa.


Każdy powinien mieć gdzieś swój raj. Ich to "Cicha Woda" koło Żubraczego, na trasie z Cisnej do Komańczy lub odwrotnie.


Wrażeniami z wycieczki podzieliła się
Jadwiga Czyżewicz - Szurlej



Echo Bieszczadów   Dodaj swój komentarz.
 
 
 
 

Znajomość prawa pomaga

2008-09-02 15:17:58

Znajomość prawa pomaga - to projekt realizowany przez Stowarzyszenie Kobiet Bieszczadzkich „Nasza Szansa” z Leska mający na celu przeciwdziałanie przemocy domowej i przemocy wobec kobiet.
więcej czytaj więcej

Można inaczej - SOS w Lesku
Moje prawa - moją szansą!
Edukacja ekologiczna
Wystawa w Czarnej

  archiwum Archiwum


Webcam - Ustrzyki Górne

webcam www.bieszczady.info.pl  na Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) - Ustrzyki Górne



Szukaj w bieszczady.info.pl
 
Ciekawe serwisy
Mazury Zakopane
Karkonosze Online Przemyśl
Kwatery, pensjonaty,noclegi
Spływy kajakowe, Kajaki, Mazury
Hotele w Warszawie
 
  © Bieszczady Wirtualnie 1998 - 2008    
Kontakt  Prywatność  Reklama
Liczba osób na www.bieszczady.info.pl: 3