O baligrodzkiej cerkwi pisało już wielu i będzie pisał jeszcze niejeden.
Głośno było o katastrofie, która na szczęście się nie wydarzyła. Cerkiew jak stała tak stoi, no może trochę zdeformowana, robiąc "na złość" tym, którzy pragnęli ujrzeć niecodzienne wydarzenie, jakim byłoby zawalenie się budowli.
Powstaje teraz pytanie: czy odpowiedzialni za ten stan rzeczy zrobią coś w kierunku poprawienia zaistniałego stanu, w jakim obecnie znalazła się świątynia? Czy też nadal wszyscy będą stali z założonymi rękami i obudzą się gdy będzie już za późno? A prościej byłoby, choćby zabezpieczyć budowlę w tym stanie, w jakim jest i starać się o pieniądze na kompletną renowację, aniżeli dopuścić do zniszczenia. Wówczas jakiekolwiek prace renowacyjne będą o wiele droższe.
Jak na razie można zauważyć budowę ogrodzenia, które ma za zadanie zabezpieczyć otoczenie świątyni przed nieuważnymi gapiami, którym mogłoby się coś stać.
Co dalej? Wydaje się, że czas pokaże.
D. B.
|