Rozbiorów Bieszczadów - ciąg dalszy - www.bieszczady.info.pl    
       
 
   
 
 

Rozbiorów Bieszczadów - ciąg dalszy


2002-10-05 00:00:00 ostatnio zmieniony: 2004-01-25 21:24:19
Tadeusz Filar  


W nawiązaniu do art. z numeru 3(24) z 2002 r.

Reakcja na mój artykuł p.t. "Rozbiory Bieszczadów" była praktycznie żadna. Być może mieszkańcom tych gór jest całkowicie obojętnie jak nazywa się ich mały "Vaterland". Mogli ich ojcowie żyć w Bieszczadach i cóż z tego. Im wystarczy żyć na jakimś "pogórzu" albo w takim nowotworze jak nigdy nieistniejące "Góry Sanocko - Turczańskie".
Może ta obojętność wynika z bezsilności, z pokornego godzenia się z tzw. siłą wyższą?. Czyżby zatracił się góralski charakter i wola walki o swoje?


A może po prostu problem został zbagatelizowany z powodu niewiedzy co do ewentualnych konsekwencji owych zmian w nazewnictwie geograficznym? Jeśli tak, to warto mieć świadomość, że zgoda na ograniczenie Bieszczadów do obszaru kilku połonin nie tylko godzi w zdrowy rozsądek i budzi oburzenie z powodu naruszania historycznego kształtu Bieszczadów. Przede wszystkim przyniesie ona w bliższej lub dalszej przyszłości ujemne skutki materialne dla mieszkańców tych gór, zwłaszcza w kontekście spodziewanego wzmożenia ruchu turystycznego i inwestycji po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Polega to na tym, że olbrzymim, nie do przecenienia walorem Bieszczadów jest ich terytorialna rozległość i różnorodność. Tymczasem co zobaczy na nowej mapie potencjalny turysta z zachodu? A to, że polskie Bieszczady to kilka gołych kopców na samej granicy państwa. Cała reszta to nie warte uwagi jakieś pogórza, względnie miejsca zupełnie anonimowe. Taki turysta nie zwykł wybierać miejsc wypoczynku na ślepo. Zanim się zdecyduje dobrze obejrzy mapy i bedekery. Czy to co zobaczy na mapie stanowić będzie stanowić zachętę do zwiedzania tych okolic i zostawienia tu pieniędzy?
Więcej niż wątpliwe. Tym bardziej, że nieco bardziej na wschód, na mapie Ukrainy, nietkniętej ręką szalonego geografa, ujrzy potężne i rozległe Bieszczady Wschodnie.


Z punktu widzenia przeciętnego polskiego turysty prawdopodobnie przez jakiś czas jeszcze sprawa nazewnictwa i "naukowego" rozczłonkowania Bieszczadów będzie obojętna. Zanim nowe mapy uwzględniające noblowskie osiągnięcie polskiej nauki zaczną funkcjonować w świadomości szerszej rzeszy turystów, będą oni tak jak zawsze przyjeżdżać w Bieszczady. Ale do czasu. W pewnym momencie zaczną odróżniać i wartościować miejsca swych wypoczynkowych wypadów. Na skali tych wartości inny wymiar mieć będzie pobyt np. w Cisnej położonej na jakimś "pogórzu", czy w Lutowiskach znajdujących się w Górach Sanocko-Turczańskich (och! jak to strasznie brzmi), a inny gdy pobyt ten będzie zlokalizowany w Bieszczadach posiadających od lat ustaloną renomę. Ta renoma Bieszczadów stanowi rodzaj cennego znaku towarowego. Pobyt w Bieszczadach o ustalonej historycznie tożsamości, a pobyt poza nimi, gdzieś na jakimś pogórzu to dwie diametralne różne opcje. Kwestia nazewnictwa przekładać się będzie na konkretne pieniądze w postaci inwestycji, cen noclegów i gruntów oraz miejsce pracy. O tym wszystkim decyduje marka turystycznej krainy, czyli jej znak towarowy.

Tymczasem ktoś w Warszawie podejmuje szemrane działania niby naukowe mające na celu w konsekwencji pozbawienie większości miejscowości o historycznie utrwalonej bieszczadzkiej tożsamości owego cennego znaku towarowego. Przejście nad tym do porządku dziennego byłoby niewybaczalnym błędem społeczności Bieszczadów. Tu nie chodzi o samo poczucie. W gruncie rzeczy chodzi o pieniądze i miejsca pracy, z których ktoś niefrasobliwie chce nas ograbić. Przecież na dobrą sprawę, innych niż turystyka możliwości utrzymania ta kraina nie daje swoim mieszkańcom. Czy trzeba więc dowadniać, że niezbędna jest obrona znaku towarowego Bieszczadów w ich historycznym zasięgu terytorialnym? Czy za nic mają się liczyć racje naukowe (sic!), historyczne i interes ekonomiczny mieszkańców, których wbrew ich woli ktoś stara się wyrzucić z Bieszczadów? Proszę sobie wyobrazić, że jacyś naukowcy prowadzą akcję rozczłonkowania Tatr. Oczywiście natychmiast podniósłby się krzyk protestu na całą Polskę. Towarzystwo Tatrzańskie skierowało by sprawę chyba do samej ONZ. Wszyscy pamiętamy sprawę obrony przez Podhalan i górali tatrzańskich znaku towarowego oscypka. O obronie znaku towarowego Bieszczadów jakoś nie słychać. No tak, Tatry mają swoje Towarzystwo i swoje elity.
Gdzieś w głębi serca mam nadzieję, że ta sprawa da asumpt do ujawnienia się elit bieszczadzkich, które ponad podziałami powiatowymi podejmą obronę wspólnego interesu. Mam na myśli gminy ustrzyckie, leskie i co najmniej jedną gminę sanocką, jaką jest Komańcza. Nie wiem czy istnieje taki twór jak Związek Gmin Bieszczadzkich. Jeżeli nie, to winien on powstać chociażby dla obrony integralności Bieszczadów.

Wbrew pozorom sprawa nie jest przesądzona. Należałoby przede wszystkim rozeznać czy dokonywane zmiany na mapach uzyskały prawny akcept czynników, które są władne takie zmiany akceptować. Być może są wprowadzane tylnymi drzwiami w drodze kumpelskich porozumień szalonego geografa i wydawców map. Sprawę należałoby rozeznać w odpowiednich instytucjach i zgłosić ostry protest przeciwko działaniom naruszającym interes społeczności lokalnej Bieszczadów. Zdaje się, że tymi instytucjami są: Główny Urząd Geodezji i Kartografii, Polskie Towarzystwo Geograficzne i być może Komisja Standaryzacji Nazw Geograficznych działająca przy Ministerstwie Edukacji Narodowej. Ewentualny proces sądowy ma wszelkie przesłanki pozytywnego rozstrzygnięcia dla bieszczadzkich gmin.
Skoro promotorem rozbioru Bieszczadów jest jakiś warszawski profesor to idę o zakład, że inne uniwersyteckie ośrodki naukowe, np. krakowski, wrocławski czy poznański będą stały na zdecydowanie odmiennych stanowiskach. Przeciw ekspertom zawsze znajdą się kontr eksperci.


Prawdziwi miłośnicy i znawcy Bieszczadów jak dotąd nie dali się omamić niby naukowymi pomysłami ostatnich na świecie odkrywców geograficznych.
Dla przykładu przewodnik turystyczny po Bieszczadach wydany w 2001r. przez wydawnictwo "Pascal" rozróżnia jedynie wyższe i niższe partie Bieszczadów. Także Gimnazjalny Atlas Geograficzny wydany w 2001r. przez Polskie Przedsiębiorstwo Wydawnictw Kartograficznych zachowuje dawny kształt Bieszczadów. Wygląda więc na to, że Pogórze Leskie i Góry Sanocko-Turczańskie wprowadzone są na mapy jak gdyby drogą nieformalną.
Może wystarczy więc wyłapać wydawnictwa, które lansują te "nowości"
i ostro je oprotestować, łącznie z zagrożeniem wytoczenia procesu sądowego? Tak czy owak sprawy nie wolno pozostawić samej sobie, zgodnie z zasadą "nic o nas bez nas". Elity do boju!


Tadeusz Filar



Echo Bieszczadów   Dodaj swój komentarz.
 
 
 
 

Znajomość prawa pomaga

2008-09-02 15:17:58

Znajomość prawa pomaga - to projekt realizowany przez Stowarzyszenie Kobiet Bieszczadzkich „Nasza Szansa” z Leska mający na celu przeciwdziałanie przemocy domowej i przemocy wobec kobiet.
więcej czytaj więcej

Można inaczej - SOS w Lesku
Moje prawa - moją szansą!
Edukacja ekologiczna
Wystawa w Czarnej

  archiwum Archiwum


Webcam - Ustrzyki Górne

webcam www.bieszczady.info.pl  na Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) - Ustrzyki Górne



Szukaj w bieszczady.info.pl
 
Ciekawe serwisy
Mazury Zakopane
Karkonosze Online Przemyśl
Kwatery, pensjonaty,noclegi
Spływy kajakowe, Kajaki, Mazury
Hotele w Warszawie
 
  © Bieszczady Wirtualnie 1998 - 2008    
Kontakt  Prywatność  Reklama
Liczba osób na www.bieszczady.info.pl: 4