Tołhaje na EBU - www.bieszczady.info.pl    
       
 
   
 
 

Tołhaje na EBU


2002-10-05 00:00:00 ostatnio zmieniony: 2004-01-25 21:20:16
Jakubanis  


Festiwal Europejskiej Unii Radiowej - EBU jest imprezą cykliczną, odbywającą się od 23 lat każdego roku w innym kraju Europy. W tym roku gospodarzami wielkiej międzynarodowej imprezy byli nasi zachodni sąsiedzi - Niemcy. Do Mőlln - malowniczego, pamiętającego czasy średniowiecza miasteczka położonego pośród czystych jezior, pomiędzy Lubeką a Hamburgiem - przybyli muzycy praktycznie z całego świata, aby razem muzykować przez te kilka dni (od 21.06 do 23.06). Tegoroczną edycję festiwalu połączono z hasłami antyrasistowskimi, ponieważ to tam 10 lat temu zamordowane zostały przez rasistów trzy kobiety narodowości tureckiej. Słowa Razem żyć - wypisane w różnych językach na płótnie zawieszonym na rynku towarzyszyły uczestnikom festiwalu przez cały czas. Okazuje się bowiem, że muzyka folkowa może być pomostem pomiędzy narodowościami, pomiędzy tym, co różne, odmienne od tego, co uznawane za swojskie. W poznawaniu innego folkloru nie trzeba się bać asymilacji, utraty swej tożsamości. Lęk zastępowany tu jest ciekawością owej inności, szukaniem wspólnych elementów. Tak powstają solidne mosty, więzi, które łączą ludzi prowadząc ich do sensu tolerancji i ludzkości. Z tym zamysłem - poznawania bliskich i odległych sąsiadów, dążącej do zjednoczenia Europy - organizowany jest co roku EBU festiwal.


Każde państwo wybiera na festiwal tylko jeden zespół wytypowany przez radio. Tak się w tym roku złożyło, że przedstawicielem naszego kraju został zespół pochodzący z terenów Bieszczadów i do tych gór i kultury muzycznej tego terenu nawiązujący w swojej twórczości artystycznej. Mowa tu o TOŁHAJACH - grupie założonej w 2000 roku przez Damiana Kurasza z Sanoka i Janusza Demkowicza z Leska. Członków zespołu w obecnym składzie jest siedmiu, a wszystkich łączy to, że pochodzą z terenu Polski południowo-wschodniej. Piszę - pochodzą, ponieważ niektórzy z nich mieszkają w tej chwili m.in. w Warszawie, Katowicach czy Bydgoszczy - gdzie studiowali bądź nadal studiują. Są to: Damian Kurasz grający na gitarach, aranżujący większość utworów, Tomasz Duda - saksofonista, Kuba Mietła - akordeonista, Robert Krok - perkusista, Janusz Demkowicz - gitarzysta basowy, Łukasz Moskal - grający na instrumentach perkusyjnych i wreszcie Marysia Jurczyszyn - właścicielka mocnego, białego głosu. Nie sposób tu nie wymienić jeszcze jednej osoby, czuwającej nad całością brzmienia podczas koncertów. Myślę tu o akustyku - Piotrku Rychlecu. Bez jego cennej pomocy wiele pomysłów nie zostałoby zrealizowanych.


W swojej muzyce dokonali dziwnego połączenia jazzu z folklorem szczególnie z bieszczadzkiego, wielonarodowościowego pogranicza. Ich utwory stają się swoistym przekładem, odbiciem wielokulturowości naszego terenu, połączeniem - czasem szokującym - odległej historii ze współczesnością. W ten oto sposób ów muzyczny mix można zaliczyć do nurtu nazywanego etnojazzem. Ludowe piosenki polskie i ukraińskie, dzięki nowej aranżacji, stają się w ich wykonaniu ciekawymi hybrydami. W tworzonych na scenie transowych melodiach i improwizacjach odbiorcy są wciągani w świat rozległych przestrzeni górskich połonin z falującymi trawami, przekomarzaniami dolin ze szczytami, pobrzmiewaniami wieczornych nawoływań trombit nad łąkami, dzwonkami pasterskimi i śpiewem rozgadanej w sobie w Stuposianach dzikiej przyrody. Zupełnie odmienny klimatem jest natomiast U Stefana - niezwykle obrazowy utwór. Początkowo zatapiamy się w atmosferę jakiegoś stopniowo narastającego tajemniczego napięcia, niczym w akcji kryminalnej, by w pewnym momencie wpaść w wir szybkiego dziania się, pędu nakręcanego rytmiczną sekcją w tle i dialogującymi ze sobą saksofonem i akordeonem aż w końcu pętla zamyka się w punkcie wyjścia. Przestrzenny akordeon, szum wiatru i melancholijny głos Marysi przekrzykujący daleką przestrzeń hal - tak zaczyna się Oj Wasylu, lecz po tym wstępie rytmy nagle przeistaczają się i zaczynają coraz bardziej przypominać taneczne brzmienia południowe. Totalnie magiczny jawi się inny utwór A w niedzielę rano z zaklinającym wręcz śpiewem wokalistki, przypominający momentami nastrój z Dead can dance.


Tołhaje przygotowywali się długo i starannie do festiwalu EBU. Wyjazd poprzedziły kilkudniowe całodzienne próby w Domu Kultury w Zagórzu. Tam też odbył się koncert, na którym zespół zaprezentował repertuar przygotowany na EBU. Publiczność z aplauzem przyjęła nowe utwory - szczególnie piosenkę Oj Wasylu o gorących rytmach południowych - można zatem było mieć nadzieję, że również w Niemczech stanie się podobnie.


W okolice Mőlln zespół dotarł o 2 nad ranem - po 15 godzinach jazdy zapakowanym po brzegi instrumentami busem. Z autostrady byli pilotowani przez Axela - człowieka, który czekał na grupę z Polski od popołudnia! Od samego początku można było doświadczyć starannej organizacji całej imprezy, wszystko było dosłownie zapięte na ostatni guzik i nie zdarzyły się sytuacje nieprzewidziane, na każdą niespodziankę organizatorzy byli przygotowani. Każdy zespół miał swojego przewodnika - Tołhajów zaznajamiał z miastem i okolicą Karl, zjawiający się zawsze tam, gdzie był potrzebny.


W mieście odbywały się koncerty na 4 scenach i w gotyckim kościele Św. Mikołaja. Jedną scenę zbudowano na Markplatz - zabytkowym rynku w centrum miasta, druga scena mieściła się w Augustinum w sali koncertowej, a dwie pozostałe małe salki znajdowały się w gotyckich budynkach. Organizatorzy w ten sposób podzielili zespoły, że większe składy grały na dużych scenach, natomiast małe zespoły dwu-czteroosobowe dawały koncerty w kameralnych warunkach, co niewątpliwie korzystnie wpływało na odbiór. Tołhaje zagrali dwa koncerty - pierwszy odbył się w piątek wieczorem 21.06. w sali w Augustinum, drugi zaś miał miejsce w sobotę na rynku. Publiczność niemiecka okazała się wspaniała dla zespołu - długo nie mogli opuścić sceny po skończonym sobotnim koncercie. W prasie pojawiły się pochlebne recenzje o grupie z Polski. Jedna ze słuchaczek podeszła do członka zespołu i powiedziała, że nie ma pojęcia, jak nazwać tę muzykę, gdyż nie jest to ani czysty ludowy folklor polsko-ukraiński, ani nie jest to jazz, ale - jak stwierdziła - to pochłania i jest super!


Tegoroczny festiwal był niezwykle różnorodny pod względem muzyki prezentowanej przez zespoły. Z Chorwacji przyjechał męski chór Klapa Cambi. Tuż przed północą w gotyckim kościele można było usłyszeć doskonałe wykonania chorwackich pieśni.
Na niedzielnym nabożeństwie wystąpił duet z Norwegii: Jon Anders Halvorsen (śpiew) i Tore Bruvoll (gitara). Dwóch muzyków prezentuje spokojną, niezwykle melancholijną część folku. Halvorsen śpiewa w jezyku Telemark psalmy i średniowieczne ballady a akompaniament gitarzysty jest niezwykle skromny, lecz jednocześnie pełen wyobraźni. Delikatny i czysty głos wokalisty na długo zapada w duszę odbiorcy.
Norwegowie przywieźli do Niemiec spokój i ciszę swoich fiordów, natomiast kwartet z Belgii Bal Des Boiteux odkrył przed publicznością żywiołową i pełną wibracji muzykę swojego regionu. Muzycy zaprezentowali własne, bardzo interesujące kompozycje, grając na akustycznych instrumentach (akordeon, kontrabas, kobzy, flet, gitara).
Musica Nostra - to grupa, która bawiła niemiecką publiczność z powodzeniem, wciągając wszystkich do tańca. Przyjechali z Majorki i muzykę tego regionu starają się grać w sposób tradycyjny, popularyzując u siebie i poza granicami kraju. W Mőlln można było usłyszeć zarówno tradycyjne bolera i fandanga, jak i własne kompozycje członków, jednakże nowe utwory są mocno zakorzenione w brzmieniach z Majorki.


Muzyka folkowa ma różnorodne oblicza, co doskonale na festiwalu mogło oddać porównanie przykładowo zespołu z Moskwy - Netlenka i duetu z Finlandii - Pole Pole. Rosjanie przyjechali z repertuarem, w którym połączyli w nie do końca udany sposób brzmienia instrumentów elektronicznych i akustycznych z charakterystycznym rosyjskim stylem śpiewania. Natomiast bardzo pozytywnie zaskakujący okazał się fiński duet. Kantele - narodowy instrument w rękach tanzańczyka Arnolda Chiwalala uzyskał nowe brzmienie. Jego pieśni często opowiadają historie z elementami morału, zapraszają także odbiorcę do rozmyślania nad własnym życiem. Wraz z akompaniamentem gitary tworzą ciekawy międzykulturowy duet.
HipHop to folk naszych czasów - mówią członkowie niemieckiej grupy Lecker Sachen. Wydaje się, że to powinno wystarczyć, aby wyobrazić sobie muzykę tego zespołu. Ta wybuchowa mieszanka HipHopu z folkiem próbuje budować mosty między pokoleniami i - jak można było doświadczyć w Mölln, obserwując bawiących się ludzi w różnym wieku - udaje się to im wyśmienicie.
Słoweńska grupa Terra Folk przypominała natomiast po trosze polską Grupę Mocarta. W swej twórczości połączyli brzmienia z Rosji Bułgarii a nawet z Irlandii. Ich występy stają się swego rodzaju zabawnymi przedstawieniami.
Z antypodów - bo aż z Australii przyjechał kwartet Naked Raven. Jednakże ich muzykę, niewątpliwie doskonale wykonaną, czasem trudno zaliczyć do folku. Tworzą coś pomiędzy folkiem a popem, z lekką domieszką jazzu. Słowa stają się tutaj jakby wielowarstwową wędrówką w życie, miłość i namiętność duszy. Połączone z muzyką dają piękne piosenki.


Niestety, nie wystarczyło czasu na zobaczenie i usłyszenie zespołu z Czech Pavly Milcowa i Petera Binder ani duńskiego Zaru, a także drugiej australijskiej grupy Women In Docs. Na czterech scenach odbywały się koncerty i nie wszędzie można było zdążyć.


Dla Tołhajów był to niezwykle ważny wyjazd, bogaty w zdobyte doświadczenia, nawiązane kontakty z innymi zespołami, a jednocześnie czas pełen nowych inspiracji. Jesienią natomiast - jak przystało na okres zbiorów - zostanie wydana pierwsza płyta grupy. Niewątpliwie najważniejszym inicjatorem jej nagrania jest Dyrektor Radiowego Centrum Kultury - Maria Baliszewska, która w znakomity sposób czuwała nad zespołem podczas tegorocznego EBU - za co TOŁHAJE są jej z całego serca wdzięczni.


Jakubanis



Echo Bieszczadów   Dodaj swój komentarz.
 
 
 
 

Znajomość prawa pomaga

2008-09-02 15:17:58

Znajomość prawa pomaga - to projekt realizowany przez Stowarzyszenie Kobiet Bieszczadzkich „Nasza Szansa” z Leska mający na celu przeciwdziałanie przemocy domowej i przemocy wobec kobiet.
więcej czytaj więcej

Można inaczej - SOS w Lesku
Moje prawa - moją szansą!
Edukacja ekologiczna
Wystawa w Czarnej

  archiwum Archiwum


Webcam - Ustrzyki Górne

webcam www.bieszczady.info.pl  na Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) - Ustrzyki Górne



Szukaj w bieszczady.info.pl
 
Ciekawe serwisy
Mazury Zakopane
Karkonosze Online Przemyśl
Kwatery, pensjonaty,noclegi
Spływy kajakowe, Kajaki, Mazury
Hotele w Warszawie
 
  © Bieszczady Wirtualnie 1998 - 2008    
Kontakt  Prywatność  Reklama
Liczba osób na www.bieszczady.info.pl: 3