Każde pokolenie dziewcząt odnotowuje w swojej pamięci czas, kiedy wpisywanie się do pamiętnika koleżanek, kolegów, nauczycieli i innych najbliższych osób staje się sprawą honoru. Tak się złożyło, że dość często mam okazję rozmawiać na różne tematy dotyczące naszego miasta z Januszem Galantem. To bardzo ciekawy człowiek i podobnie jak jego brat Marian nie przepuści żadnej okazji, by zlustrować kolejny drobiazg, czy to będzie fotografia czy kamień żarnowy. Przed laty trafił w jego ręce pamiętnik. Choć wydał mu się ciekawy, nie zabiegał od razu, by zgłębić jego tajemnicę. Kiedyś powierzył mi ten pamiętnik, żebym zapoznała się jego zawartością. Trochę czasu upłynęło, zanim ułożyłam sobie "obraz całości". Historia była zbyt odległa, żebym sama mogła ją rozsupłać. I tu pomógł przypadek - jeden z wpisów został w nim umieszczony przez mieszkającą do dziś w Lesku Panią Zofię Wyżykowską, osobę obdarzoną świetną pamięcią o tamtych ludziach i miejscach. Po kolei, kartka po kartce odczytywała imiona i nazwiska i rzucała choć kilka zdań o każdym z nich. I tak oczami wyobraźni ujrzałam właścicielkę pamiętnika. Kiedy dostała pamiętnik, miała 15 lat, była uczennicą szkoły podstawowej, chodziła do tzw. "białej szkoły". Potem była uczennicą kursu kroju i szycia. Nazywała się Maria Domagalska, miała dwóch braci, Julka i Franka. Rodzice prowadzili restaurację w miejscu, gdzie dziś mieści się "Koliba". Byli to bardzo zacni, solidni ludzie. Prowadzili przede wszystkim stołówkę dla urzędników. Właścicielka tego pamiętnika przetrwała okres wojny. Niestety, po wyzwoleniu zmarła nagle mając niespełna 26 lat. Była życzliwą, lubianą przez wszystkich koleżanką. Pochowana jest w Lesku, po lewej stronie od głównej bramy.
Leży przede mną, sporych rozmiarów jak na pamiętnik, egzemplarz oprawiony w impregnowany, brązowy materiał. Na obwolucie mocno przytwierdzona róża z metalu, która jest jedyną ozdobą tego pamiętnika. Pierwsze pobieżne przerzucenie kartek pozwala określić jego wiek - 8 kwietnia 1933 roku wpisała się uczennicy jej nauczycielka Wanda Zbigniewicz, a w swojej dedykacji napisała: "Trzeba tak żyć, ażebyśmy mogły sobie powiedzieć, że świat stał się trochę lepszym dlatego, żeśmy na nim żyły. Miłej uczennicy wpisała W. Zbigniewicz". Pod datą 10 IV 1933 r. wpisał się brat Julek. Miluśkiej Marysi przepisała Janina Migulanka (nauczycielka). Wiedziona ciekawością pytałam po kolei o ludzi i ich losy. Jak się dowiedziałam były to przeważnie koleżanki ze szkoły lub z wakacji oraz nauczyciele. Były dziewczyny, które na przestrzeni trzech lat, bo tyle trwały wpisy, zgromadziły bardzo dużo dedykacji. Utrwaleni na kartkach pamiętnika: Jadwiga Jankiewicz i Hela Gier - te dziewczyny zmarły
w młodym wieku. Ks. Franciszek Wrona był przez kilka lat katechetą w Lesku. Stasia Hacówna, Marysia Melnik, Tkaczówna, Karola Wołkówna, Cesia Zającówna, Dzidzia M., Zdzisia Tylkówna, Maria Sacharówna, Ludwika Preschówna (córka zawiadowcy stacji w Łukawicy), Kazia J., Dzidzia (Moszczeńska z rodziny aptekarzy) - to koleżanki, o czym świadczą dedykacje. Zosia B. (Buksztel) - pracowała w radach narodowych, zm. kilka lat temu. Kazia Jankiewicz mieszka w Gliwicach. Pani Zofia Wyżykowska, wpisując się do pamiętnika, miała 13 lat. Nie pamięta okoliczności kiedy została poproszona o wpis, ale to miłe "szaleństwo" z wpisywaniem było powszechne. Na ostatniej stronie wierszyk:
"Trzy biedy w świecie, najgorsza z nich nędza
to kochać oficera, studenta lub księdza,
Ksiądz się nie ożeni, oficer nie ludzie,
student zda maturę i do diabła pójdzie".
No, no... Już wtedy były kłopoty ze studentami? Jadwiga Szurlej
|