Zapalając znicze na grobach swoich najbliższych, nie zapominajmy o tych, którzy rozsławili nasze Bieszczady w swojej twórczości. Jest ich wielu, dlatego muszę ograniczyć się do tych kilku najbardziej znanych: Jan
z Kijan, Wacław Potocki, Aleksander Fredro, Wincenty Pol, Zygmunt Kaczkowski, Józef Bliziński, Maryla Czerkawska. Niedawno miałem okazję czytać tomik wierszy Jerzego Harasymowicza "Dom z wiatru
i mgieł", w którym odnalazłem poetyckie obrazy przedstawiające piękno bieszczadzkiego krajobrazu. Autora tego interesującego zbioru wszystko zachwyca zmuszając do przystanięcia na chwilę, aby zapisać na kartkach papieru to, co warto uwiecznić. W bukowym lesie wdycha zapach liści idący "do głowy jak wino", a góry są "jak opuszczony dom z wstawionymi szybami ze szronu", kiedy je porzucamy. Ileż uroku ma spacer brzegiem jeziora. W wodzie odbijają się zielone wzgórza, a gdzieś tam w oddali biały żagiel się kołysze. Przed naszymi oczami pojawia się pałac z mgieł, więc podziwiajmy go "nim wiatr zdmuchnie nam z dłoni". Obok pięknych widoków, podsuwających wyobraźni przeróżne porównania i metafory, wśród śpiewu ptaków
i zachwycających kobierców, zadziwiających bogactwem kwiatów - zawsze znajdziemy najdroższą poecie osobę - żonę. Zaproszeni na wycieczkę widzimy "dalekie światełka Baligrodu". Później jesteśmy świadkami romansu wilgi pod miłorzębem, aby po chwili biec wśród traw połonin. Ale każda wędrówka, nawet ta najdłuższa, ma swój koniec. Nie powinniśmy jednak zapominać o tych, którzy pozostawili na tej ziemi swój ślad.
W puszczy widać najlepiej że tego samego dnia kiedy rozpadniemy się jak stare drzewo tego samego dnia zaczną zarastać nasze ślady.
Robert Czop
|