W Grenadzie zaraza - www.bieszczady.info.pl    
       
 
   
 
 

W Grenadzie zaraza


2004-11-23 16:54:20 ostatnio zmieniony: 2004-11-23 17:11:33
Marek Wolski  


Onegdaj byłem w interesach w naszym Sejmie. Niby nic nadzwyczajnego, bywam tam już ponad 25 lat, ale tym razem dostrzegłem tam coś niż zazwyczaj innego. Instytucje tę ochrzciłem wdzięczną nazwą „Akwarium”, bowiem po przekroczeniu magicznej bramki w Nowym Domu Poselskim (nowy to on jest już tylko z nazwy), człowiek daje nurka w zupełnie inną rzeczywistość. Zupełnie jakby się zanurzył w akwarium, którego szklana szyba oddziela od siebie zupełnie różne i kompletnie nieprzystające do siebie światy.

Pracujący tam ludzie zajęci bywali zupełnie innymi, dla nas, zwykłych śmiertelników niepojętymi sprawami. Ale był ruch, interes się kręcił aż miło, na naszych wybrańców narodu czekały spore grupki rozmaitych, używając obowiązującej nomenklatury, biznesmenów i lobbystów. Widać było gołym okiem, że nasi parlamentarzyści darmo chleba nie jedzą. To, że sprawy te na ogół nie miały nic wspólnego z naszym codziennym bytem i tym, po co podobno się tam owi zabiegani posłowie znaleźli, nie ma i mieć nie może żadnego znaczenia.

Ale tym razem było zupełnie inaczej.  Jest coś takiego drodzy czytelnicy jak syndrom upadku firmy. Wszyscy ci z Was, którzy mieli nieszczęście pracować w upadającej firmie doskonale będą wiedzieć o co chodzi. Jest coś charakterystycznego w wyrazie twarzy (jeszcze) pracujących tam ludzi, przemykają się oni chyłkim po korytarzach, w takiej firmie panuje zazwyczaj cisza, w powietrzu zaś unosi się dobrze wyczuwalny zapach upadłości i rozkładu.

I właśnie na taki klimat natknąłem się w naszym Parlamencie. Dotyczy on nie tylko posłów (w ich przypadku to zrozumiałe, nie bardzo biedactwa wiedzą pod jakie ugrupowanie się podwiesić, żebyśmy ich znów na cztery lata na ciepłe posadki włożyli), ale także wszystkich tam pracujących. I Straży Marszałkowskiej, i „borowików” myszkujących po naszych teczkach i torbach, ale także całego personelu tam pracującego.
A przecież oni wszyscy nie stracą pracy dopóki Sejm będzie istniał. Jak tai czy taka jedna z drugim nie podpadną nikomu, to spokojne się mogą przechować aż do emerytury. A w pracy też się zbytnio nie utrudzą, a profity uboczne wcale, wcale. Więc o co idzie? Cóż tam nie tak, na tej Wiejskiej? Widziałem jeden z filarów orlenowej komisji, jak grzmiącym głosem (wiemy, ach już wiemy któż to on) udzielał kolejnego wywiadu do telewizyjnej kamery. Skończył swą kwestię, ludzie z telewizji się zwinęli i odeszli. On sam podszedł do okna, spojrzał przez nie (a pogoda tego dnia fatalna w Warszawie była, wiatr, śnieg, słońca ani na lekarstwo), jakoś tak zapadł się w sobie zgarbił się i zszarzał. Już nie wyglądał dostojnie, nie sprawiał wrażenia, ze wszystko wie i wszystko przewidzi. Był po prostu zmęczonym, zniechęconym i bezradnym człowiekiem.
Inni też nie lepsi. Przemykają się nasi posłowie tak jakoś chyłkiem pod ścianami, od pokoju do pokoju. W restauracji puchy, pójdzie ten Hawełka z torbami jak nic. Po korytarzach martwica, drzwi nie trzaskają, nikt niczego tam już nie szuka.
Nastrój podły, posłowie smutni czegoś i niepewni jak nigdy. Ot atmosfera jak w firmie do której już jutro ma przyjść syndyk. Uderzyło mnie to, bowiem nawet w czasie stanu wojennego nie było w Sejmie takiej atmosfery rozkładu, upadku i braku wiary w przyszłość (nie tylko swoją).
I pomyślałem sobie, mały biedny żuczek zanurzony w akwarium, że - pozostając dalej przy akwarystycznym słownictwie, zabrakło w wodzie tlenu. Podłoże, na którym rosną rośliny i którego równowaga mikrobiologiczna warunkuje zdrowie całego akwarium zgniło i wydzielać poczęło trujący siarkowodór zabójczy dla wszystkich tlenem żyjących organizmów. Toteż marnieją one na naszych oczach, słabe są jakieś i osowiałe. Uciec gdzie nie mają, bo poza akwarium nie przeżyją ani chwili, a skąd nagle ów siarkowodór i jak dalszemu jego wydzielaniu się zapobiec, temu przeciwdziałać już ani siły ani sposobu nie mają.

I powiało na mnie grozą, zrozumiałem tam bowiem, że napisano już na ścianie owe słowa znane, tylko my, ślepcy, dostrzec ich na czas nie potrafimy. Zrozumiałem tam także, że płonna nasza nadzieja, gdy wpatrujemy się codziennie wieczorem w telewizor oczekując, iż spłynie stamtąd do naszych głów i domów jakiś nurt ożywczy. To wszystko już tylko gra cieni na ścianie,  w tych figurach nieprawdziwych nie ma już życia, na wpół zdechłe już one i same w piętkę gonią. Co prawda przed kamerami puszą się one jeszcze, ale to zwykle oszustwo, czyli inaczej mówiąc marketing wyborczy.
Zaś nam wszystkim pozostały już tylko nasze puste ręce i skołatane głowy. Co dalej? Jedno wiem na pewno, dalej ten wóz już nie pojedzie, rozpada się na naszych oczach, trzeba tylko mieć ostre spojrzenie, bo jak to mówi Pismo: ..”kto ma oczy do patrzenia i uszy do słuchania...”

Używając słów poety spokojnie można powiedzieć: zaraza w Grenadzie. Ciekawym tylko, gdzie ów zwierz Alpuhary ów Almanzor siedzi - czy aby nie przypadkiem na Krakowskim Przedmieściu?


Strona główna serwisu   Dodaj swój komentarz.
 
 
 
 

Znajomość prawa pomaga

2008-09-02 15:17:58

Znajomość prawa pomaga - to projekt realizowany przez Stowarzyszenie Kobiet Bieszczadzkich „Nasza Szansa” z Leska mający na celu przeciwdziałanie przemocy domowej i przemocy wobec kobiet.
więcej czytaj więcej

Można inaczej - SOS w Lesku
Moje prawa - moją szansą!
Edukacja ekologiczna
Wystawa w Czarnej

  archiwum Archiwum


Webcam - Ustrzyki Górne

webcam www.bieszczady.info.pl  na Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) - Ustrzyki Górne



Szukaj w bieszczady.info.pl
 
Ciekawe serwisy
Mazury Zakopane
Karkonosze Online Przemyśl
Kwatery, pensjonaty,noclegi
Spływy kajakowe, Kajaki, Mazury
Hotele w Warszawie
 
  © Bieszczady Wirtualnie 1998 - 2008    
Kontakt  Prywatność  Reklama
Liczba osób na www.bieszczady.info.pl: 4