W związku z anomaliami pogodowymi postanowiłam zająć się klimatem, jednakże potraktowanym nieco szerzej. To jest klimat, niezależny od stopni Celsjusza, Farenheita czy Kelwina - a jedynym czynnikiem, który ma na niego wpływ jest człowiek.
Ot, czasami samo miejsce może budzić w człowieku mieszane uczucia - tu szybko potrzebuję obrazowego przykładu, który uruchomi Państwa wyobraźnię! O! Proszę tylko pomyśleć: taki na przykład gabinet dentystyczny, brr! ale gdy dentysta nie ma aspiracji na Kubę Rozpruwacza to wizytę - nie należącą przecież do przyjemności - da się przeżyć. Ja już nawet ból przy wierceniu zniosę dzielnie. Gorzej z bólem przy płaceniu za wizytę. Wersja dla tych, co omijają gabinety prywatne: ból pobudki bladym świtem o 4-tej nad ranem gdy chcą, aby Kasa Chorych Wyłożyła za wizytę w gabinecie państwowym, niema że boli! To są nasze polskie realia. Potem wszystko zależy od dentysty - jeśli ludzki, miły i kompetentny, to samo miejsce (gabinet stomatologiczny) nie jest już taki groźny. I to właśnie mam na myśli mówiąc o "klimacie miejsca" . Proszę wybaczyć ten dziwny przykład, ale ostatnio sprawa uzębienia spędza mi sen z powiek. (To jednak temat na zupełnie inny artykuł...)
Ale wracając do sedna dzisiejszego felietonu - klimatu. Są takie miejsca w mieście o ambicjach powiatowych, których rozpoznanie zostawiam Państwa domysłom, a które mają właśnie specyficzny klimacik. To bardzo szacowne instytucje, bez których trudno byłoby się obejść. Przestępując ich progi, ciarki mnie przechodzą, pytania czają się w umyśle: czy aby dziś panienka z okienka wstała z łóżeczka prawą czy też lewą nóżką? Niestety tego nie wie nikt i co najgorsze, nie ma reguły! A dociekać swoich racji nie ma co, bo "Ona" ma zawsze rację i co najwyżej prychnie oburzona, dając znać koleżankom i wszystkim wszem i wobec, jaki to okropny petent jej się zdarzył! Gdy w tym czasie my odchodzimy os okienka z "podkulonym ogonem".
Ach! Gdyby się dało przewidzieć te złe dni i wtedy tam nie zaglądać, przeczekać, przetrzymać... I życie było prostsze... o jeden stres... Pewnie jednak sama jestem sobie winna, trzeba iść z duchem czasu i zaprzestać pisania listów! Owszem, rozumiem, że w tych trudnych dla wszystkich czasach, każdemu zdarzają się złe dni, ale w czasach, gdy coraz częściej słyszymy o straszliwym bezrobociu, powinno się jak najlepiej wykonywać swoje obowiązki, mimo że często to nie jest praca naszych marzeń! Jednym słowem: przewietrzyć należałoby ten przybytek! Może gdy doczekamy się nowego (a czekamy z utęsknieniem), to i pracownicy będą nowi, życzliwsi i uprzejmi, kro wie?
Ale to jeszcze nic w porównaniu do miejsca, gdzie unosi się zapach starego papieru w powietrzu, cisza jak w grobowcu faraona Tutenhamona, nikłe są też oznaki życia. A klimacik przypomina mi czasy ostrego kryzysu lat osiemdziesiątych, kiedy to "najświeższy " towar dostawało się po znajomości i spod lady. Oczywiście o przeglądnięciu oferty nie ma co marzyć, bo katalogi pamiętają też czasy faraonów. Zresztą czy to ważne co się ostatnio ukazało i jaki pisarz jest najpopularniejszy w kraju lub czyj udany debiut komentowały wszystkie gazety... A może jakiś wieczorek z autorem, klub młodych gniewnych lecz uzdolnionych młodych ludzi, którzy piszą "do szuflady", bo nie mają gdzie zadebiutować? Nie, po co? Dlaczego? A zresztą i tak jest świetne wytłumaczenie - brak kasy! Ale czy tak naprawdę wszystko rozbija się o skromne fundusze?
Tak, do pracy na działce nazwanej szeroko kulturą trzeba mieć w obecnych czasach, po prostu powołanie, bo niełatwo jest zaspakajać kulturalne upodobania coraz biedniejszych, smutniejszych i zaganianych ludzi. których interesuje w pierwszej kolejności to, czy przeżyją od pierwszego do pierwszego. Ale gdy nie ma pieniędzy na kulturę to nie znaczy, że jej nie potrzebujemy. Przeciwnie, tęsknimy za bodźcami estetycznymi, niecodzienną atmosferą, która towarzyszy wystawom, wernisażom czy dobrej lekturze. Chcemy, aby nasze dzieci nabrały pewnej ogłady, umiały się zachować w kinie czy teatrze, przeczytać ambitny tekst i go jeszcze zrozumieć, mieć zdanie na jego temat. Chcemy, aby "idąc w świat", nie miały kompleksu, że pochodzą z małego miasteczka, z biednej Polski B.
I może trzeba spojrzeć na ten problem inaczej. Może pieniądze na kulturę by się znalazły, gdyby zmienił się klimat życia kulturalnego w naszym mieście. Może ci, którzy się nią zajmują, wypalili się, nie mają pomysłów lub są już zmęczeni i poddali się, czekając na "ocieplenie klimatu" w postaci strumienia pieniędzy, które rozwiną im skrzydła. Oj, czarno to widzę. Sytuacja, gdy przyjedzie bogaty wujek i powie "macie nieograniczony budżet", zróbcie z tego miasteczka stolicę kulturalną regionu - nigdy nie nadejdzie. Może trzeba zacząć od ocieplenia "klimatu". Są w końcu takie miejsca, w których KLIMAT TWORZĄ LUDZIE.
I nieważne, że biedna Polska B czy D, że 24 PKB na głowę! Na zmianę sytuacji finansowej naszego regionu trzeba jeszcze trochę poczekać, na ocieplenie naszej aury już czas najwyższy. Nie wymieniłam zapewne wszystkich miejsc, którym przydałoby się wietrzenie, a kto wie, czy nie porządny przeciąg!!! Mam nadzieję, że "kropla drąży skałę" i pora zacząć porządki właśnie tam. Ach, i niech M. nie mówi, że piszę mało optymistycznie, bo mam nadzieję, że "wieje" wręcz optymizmem z tego tekstu!
Czekająca na wiosnę...
as
|