Znałem tę księżnę - www.bieszczady.info.pl    
       
 
   
 
 

Znałem tę księżnę


2000-08-05 00:00:00 ostatnio zmieniony: 2004-03-07 10:52:48
Bolesłw Baraniecki  


 Z zainteresowaniem przeczytałem notatkę pt. "Księżna?", napisaną przez pana Tadeusza Filara, mego znacznie młodszego "rodaka z leskiej Polany". Księżnę znałem dość dobrze.
Przyjechała do Leska na początku lat 30-tych. Była już wtedy nieco starszą osobą, była szczupła i wysoka, miała pociągłą twarz o szlachetnych rysach. Chodziła nieco przygarbiona, nosiła zawsze czarne i dość starannie udrapowane suknie. W zimie widać ją było na mieście w długim, czarnym płaszczu z szerokim kołnierzem i mufką. Dbała o makijaż, zawsze miała cienko podrysowane brwi. Wśród dzieci rozeszła się wiadomość, że bezpłatnie uczy francuskiego. Parę dziewczynek chodziło na te lekcje i chwaliły się, że znają już kilka francuskich zdań. Ja też miałem chętkę na ten język francuski, ale skoro nikt z chłopaków nie poszedł na lekcje, to i ja nie poszedłem. Od tego czasu jednak zapamiętałem księżną i zawsze widząc ją, starałem się elegancko jej ukłonić.
Przypuszczam, że jednak dawała lekcje francuskiego dzieciom i dorosłym chodząc do domów urzędników - chętnych do lekcji i zamożniejszych. Potem po paru latach rozeszła się jeszcze wieść, że dobrze kładzie karty, tzw. kabałę. Przychodziły panny i kobiety w oczekiwaniu dobrych wróżb. Sądzę , że z tego się utrzymywała. Może otrzymywała jakąś rentę. Miała też umiejętności artystyczne. Robiła różne lalki i ładnie śpiewała. Udzielała się także w gronie Rodziny Urzędniczej. Na jednym ze zbiorowych zdjęć z 1934 roku ( które mam w swojej kolekcji ) widać ją wśród notabli miasta i działaczy PCK. Mówiła całkowicie poprawnie po polsku z wyczuwanym lekkim rosyjskim akcentem. Bliżej poznałem księżnę dopiero w czasie okupacji niemieckiej. Pracowałem wtedy w Miejskim Zakładzie Elektrycznym. Co miesiąc chodziłem odczytywać liczniki, a potem roznosiłem rachunki za prąd. Byłem więc u niej wiele razy i była okazja porozmawiać. Żyła bardzo skromnie, można nawet powiedzieć w biedzie, zresztą jak wielu w czasie okupacji. Domek, który wspomina pan Filar był rzeczywiście bardzo mały, drewniany, ale gustowny. Stał nad potokiem na posesji Żyda Dreznera właściciela "fabryki" wody sodowej, znajdował się nieco w głębi od ulicy. W środku była mała sionka i niewielki pokoik.
Z urywkowych rozmów z księżną dowiedziałem się, że pochodzi z rodu spokrewnionego z rodziną cara Mikołaja i w czasie rewolucji uciekła z Rosji. Opowiadała, że miała rodzinne majątki w Besarabii, śmiała się do minie i mówiła, że jak się coś zmieni, to mi je zapisze. Bardzo się cieszyła kiedy przychodziłem. Chętnie ze mną rozmawiała. A ja też chętnie dowiedziałbym się niejedno. Ale długo nie można było tam usiedzieć, bo trzymała koty. A z kotów wiadomo jakie są zapachy. Parę razy naprawiałem jej światło, dawałem jej żarówki, gdy się przepaliły. Zrobiłem jej także małą, stojącą lampkę, przy której szyła na ręcznej maszynie, i nadal robiła lalki, które czasem udało jej się sprzedać. Wiem, że w czasie okupacji, a także i po wojnie opiekowała się nią pani Dobrzańska z córkami (z ulicy Ossolińskich), a zapewne i bliżsi sąsiedzi.
Nieraz przechodziła przez leski Rynek, czasem wstępowała do nas do domu "na herbatkę". Wiedziałem, że ma ładny głos więc prosiłem, żeby mnie nauczyła coś ze starych rosyjskich pieśni i cygańskich romansów. Przychodziło mi to łatwo, grałem już wtedy na gitarze i sam śpiewałem. Do dziś pamiętam zasłyszane od niej melodie i słowa. Znała także język włoski i nieraz zaśpiewała jakąś arię operową. Pewnego razu położyła mi kabałę. Sama przestraszyła się, bo wyszło coś bardzo złego i nawet nie chciała mi powiedzieć co właściwie. a wokół trwała nadal okupacja niemiecka.
Zaraz po wojnie, a byłem już wtedy w gimnazjum w Sanoku spotkałem ją na Rynku w Lesku. Dookoła nas pełno było żołnierzy "bojców rosyjskich". Ledwo szła, stara, przygarbiona, wychudzona, i smutna . Bardzo źle wyglądała. Zapytałem co się dzieje. Odpowiedziała " oj, Bolek, niedługo będę umierać".
Czy rzeczywiści zginęła w pożarze tego budynku nie mogę potwierdzić. Na pogrzebie nie byłem. Nie mam też w pamięci tych zgliszcz. Gdyby to się działo za mojej bytności w Lesku, musiałbym o tym wiedzieć.
Księżna nazywała się Tatiana Edwards.
Dobrze się stało, że znalazła się okazja bym o tej księżnej napisał w wychodzącym w Lesku miesięczniku społeczno - kulturalnym "Echo Bieszczadów", bowiem księżna w swoim czasie była znaną i z dala poznawaną postacią społeczności naszego miasta.

Bolesłw Baraniecki 27.06. 2000




Echo Bieszczadów   Dodaj swój komentarz.
 
 
 
 

Znajomość prawa pomaga

2008-09-02 15:17:58

Znajomość prawa pomaga - to projekt realizowany przez Stowarzyszenie Kobiet Bieszczadzkich „Nasza Szansa” z Leska mający na celu przeciwdziałanie przemocy domowej i przemocy wobec kobiet.
więcej czytaj więcej

Można inaczej - SOS w Lesku
Moje prawa - moją szansą!
Edukacja ekologiczna
Wystawa w Czarnej

  archiwum Archiwum


Webcam - Ustrzyki Górne

webcam www.bieszczady.info.pl  na Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) - Ustrzyki Górne



Szukaj w bieszczady.info.pl
 
Ciekawe serwisy
Mazury Zakopane
Karkonosze Online Przemyśl
Kwatery, pensjonaty,noclegi
Spływy kajakowe, Kajaki, Mazury
Hotele w Warszawie
 
  © Bieszczady Wirtualnie 1998 - 2008    
Kontakt  Prywatność  Reklama
Liczba osób na www.bieszczady.info.pl: 5