Bywa i tak, że co naukowcy w swych głowach coś umyślą, a później w praktyce to się nie sprawdzi.
W przypadku o którym piszę natura rządzi się swymi prawami a nie koncepcjami obmyślonymi nawet przez bardzo mądre głowy.
W pierwszej połowie lat sześćdziesiątych pracowałem na w Zarządzie Budownictwa Leśnego Bieszczady, na stanowisku Kierownika Grupy Robót w Smolniku nad Sanem. Budowałem jak by to określić na „surowym korzeniu osady leśne: leśniczówki gajówki, hotele robotnicze, budynki wielorodzinne dla robotników leśnych i inne obiekty potrzebne w ów czas do uruchomienia i prowadzenia gospodarki leśnej. W tym czasie zlecono mi zorganizowanie transportu żubrów z Bereżek leśną drogą od ujścia potoku Zwór w górę do przygotowanej zagrody poniżej szczytu Widełki
Trudno nazwać to drogą raczej był to szlak zrywkowy, po którym końmi i ciągnikami gąsienicowymi ściągano kloce na składnicę przy drodze biegnącej do Ustrzyk Górnych.
Przywieziono z Białowieży żubry w specjalnych klatkach przystosowanych do wpędzenia żubrów, przetransportowania i wypuszczenia ich w miejscu przeznaczenia.
Załadowano klatki na żelazne sanie. Gąsienicowe spycharki bardzo wolno ruszyły w górę..
Pierwszy spychacz równał drogę, bo w wyżłobionych przez kloce i wodę koleinach sanie z klatkami wywracałyby się, co kilka metrów.. Choć odcinek od drogi od ujścia potoku do zagrody, wynosił około 3 kl., transport trwał wiele godzin. Trzeba było zachować maksimum ostrożności, aby ten cenny ładunek dowieść na miejsce bez uszczerbku.
Pracownicy Nadleśnictwa Stuposiany przygotowali zagrodę z grubych żerdzi świerkowych zdolnych do wytrzymania uderzeń rogami tych potężnych zwierząt, oraz w taki sposób, aby żubry w tej zagrodzie miały trochę lasu, małą polanę a i strumyk dla napicia się wody. Pieczołowicie przygotowano paśniki z sianem, owsem, kapustą a nawet z marchewką.
Wybudowano zadaszenia, aby żubry miały gdzie się schronić przed deszczem i śniegiem, bo zbliżała się zima. Wybudowano kolibę, dla opiekunów, którzy dzień i noc mieli czuwać nad stadkiem.
Ekipie towarzyszyli Dyrektor Białowieskiego Parku Narodowego i Jego specjaliści w dziedzinie hodowli żubrów, naukowcy z Ministerstwa Leśnictwa, Okręgowego Zarządu Lasów Państwowych w Przemyślu i Nadleśnictwa Stuposiany. Dla nas wszystkich sprowadzenie żubrów w Bieszczady było wydarzeniem epokowym w historii Bieszczad. Interesowało mię wszystko, co z tym wydarzeniem było związane.
Zaciekawiło mię, dlaczego właśnie to miejsce zostało wybrane do osiedlenia żubrów. Po szczęśliwym dotarciu na miejsce i wypuszczeniu żubrów z klatek, nacieszeniu się ich widokiem już przy ognisku zadałem pytanie, dlaczego właśnie tu w tym miejscu postanowiono zorganizować ośrodek hodowli?.
Żubry są zwierzętami nizinnymi zaczął wykład jeden z specjalistów i nie są w stanie pokonać pasm górskich.. Wybrane tu miejsce jest zewsząd otoczone położonym wysoko działem wodnym zlewni potoku Zmór, nad którym dominują szczyty Widełek i Kiczery.
Jedyne miejsce, którym żubry mogłyby wydostać się z tej enklawy, to przełom potoku przy jego ujściu do Wołosatego. Tamtędy biegnie będąca w przebudowie droga do Ustrzyk Górnych. Drogą tą jeżdżą samochody, furmanki i chodzą ludzie. Żubr jest zwierzęciem płochliwym i do tej drogi zbliżać się nie będzie.
Stado pozostanie w tej zamkniętej górami enklawie bez możliwości opuszczenia jej.
Tu pozostaną pod opieką służb leśnych na zawsze.
Na wiosnę tuż przed zejściem śniegu brama zagrody zostanie otwarta i żubry wyjdą z niej.
W pierwszy dzień na odległość nie większą niż dwieście metrów i powrócą do zagrody.
Na drugi dzień wyjdą trochę dalej i tak przez kolejne dni zapoznawać się będą z terenem sąsiadującym z zagrodą. Co dziennie muszą wracać na noc do zagrody, bo w lesie nie znajdą pożywienia pod warstwą śniegu. Takie spacery powtarzać będą aż do wiosny?
Na wiosnę jak trawa urośnie żubry zostaną wypuszczone na wolność
Jest to pierwsza próba osiedlenia żubrów w górach. Cały czas będzie prowadzona obserwacja ich aklimatyzacji i zachowań. Jest nadzieja, ż eksperyment się powiedzie. Zakończył wykład. Zapytałem czy trzeba być ostrożnym w spotkaniu z żubrami, z którymi na pewno będę miał okazję się spotkać się w lesie.
Zdarza się ,odpowiada, że byk może zaatakować. Swoją złość i taki zamiar objawia mlaskaniem ozorem i ryciem rogami ziemi. Wtedy należy zniknąć z jego pola widzenia.
Ale w zasadzie żubr schodzi człowiekowi z drogi i nie ma się, czego obawiać.
Jak się później w kilku przypadkach okazało, żubry aż tak nie są płochliwe, dają się zabijać bardzo bogatym myśliwym jak pasące się krowy i tak bardzo nie ustępują człowiekowi z drogi, Przebiegające przez drogę stado wymusza pierwszeństwo.. Przewodnik stada najtęższy byk potrafi rogami walnąć w zderzak samochodu, czego byłem świadkiem jadąc w drodze na budowę osiedla w Mucznym. Przestraszony kierowca Edek Kutrzeba zaczął gwałtownie trąbić i dopiero to spowodowało, że z drogi ustąpił i podążył za stadem.
W Ustrzykach Górnych żubr natrętną fotoreporterkę tak pobódł, ze to stało się przyczyną Jej zgonu.
Towarzyszący ekipie operator Polskiej Kroniki Filmowej poprosił mię abym delikatnie napędził Mu pod obiektyw takiego młodego byczka. Ufny jeszcze wtedy zapewnieniom, ze żubr to spokojne zwierze, podpędzałem tego byczka w kadr. Raz z tej strony drugi raz z drugiej, tak jak za młodu podpędzałem krowy.
W pewnym momencie byczka chyba zdenerwowała rola aktora filmowego i jak zawadzi rogami o dość pokaźnego świerka, wyrwie go z korzeniami, odwróci się do mnie, obliże ozorem, pogrzebie prawym kopytem i ruszy na mnie to ja chyba z szybkością dźwięku wydrapałem się na buka niesamowicie przestraszony.
Dopiero po pewnym czasie jak puściły mu nerwy, byczek odszedł do stada i mogłem zejść z tego buka.
Operator uciekał ile sił w nogach i dał sobie spokój z dalszym filmowaniem.
Żubry nie niepokojone spokojnie zaczęły się paść, ocierać karkami o drzewa, co dla tych mniejszych świerków kończyło się tragicznie. Potem poukładały się i przeżuwając odpoczywały po uciążliwej podróży.
Co dalej się stało?
Na przedwiośniu otworzono bramę i żubry wyszły w las, gdzie po tej ciężkiej zimie warstwa śniegu przekraczała 1,50 m. Na żubrze przysmaki pozostawione w zagrodzie wystawiły ogony i do zagrody więcej nie wróciły.
Po stromych zboczach poruszały się jak kozice w Tatrach i niebawem opanowały całe Bieszczady.
Przygotowany wielkim kosztem Ośrodek Hodowli Żubra w którym miały żyć opuściły, przenosząc się na połoniny i halizny. Przechodziły też kilka razy na druga stronę Sanu do ZSSR, ale tam im się nie spodobało.
Naukowo opracowana metoda aklimatyzacji żubrów w górach nie sprawdziła się ani w jednym calu. Żubrom na wolności w Bieszczadach żyje się im doskonale, według własnych ich upodobań a nie wymyślonych metod przez rzeczoznawców.
Z wyjątkiem Pulpita, inspiratora bardzo ładnej piosenki, który wybodzony ze stada przez młodszych byczków, udał się do puszczy Niepołomickiej. I co ciekawe, że najlepiej wędrowało mu się torami kolejowymi powodując zakłócenia w ruchu pociągów.
A o polowaniach na te królewskie zwierzęta innym razem.
|