Wielkanoc - www.bieszczady.info.pl    
       
 
   
 
 

Wielkanoc


2001-04-05 00:00:00 ostatnio zmieniony: 2004-02-03 13:36:45
Tadeusz Filar  


Tak niedawno witaliśmy Nowy Rok 2000. Strzelały korki od szampana oraz niezliczone ilości petard, a niebo raz po raz rozświetlały kolorowe girlandy fajerwerków. Mój pies - wabiący się "Bari" ciężko przeszedł ten okres i do dzisiaj cierpi na rozstrój żołądka. Psisko ma zacięcie myśliwskie i w normalnych warunkach nie przepuści niczemu, co się porusza. Ale gdy usłyszy odgłos jakiegoś strzału lub wybuchu, najchętniej schowałoby się do mysiej nory. Widocznie natura przystosowała go do wyłącznie do polowań przy pomocy łuku.

Za to nadchodzące Święta Wielkanocne z pewnością nie narażą nas na żadne stresy, ponieważ od wielu już lat nie słychać w tym okresie żadnych wystrzałów. Jest to sytuacja zgoła odmienna od zwyczajów panujących w Lesku w powojennych latach czterdziestych i pięćdziesiątych. W owym czasie bowiem najgłośniejszy przejaw radości i nadziei, jaką przyniosło Zmartwychwstanie Chrystusa, dawała młodzież. Już od świtu, w różnych punktach miasta, rozpoczynała się wielka kanonada, której nasilenie odbywało się po zakończeniu Mszy. Nikomu wtedy nie śniło się nawet o chińskich petardach czy też fajerwerkach. Istniało za to kilka rodzimych sposobów wywoływania wybuchów. W pierwszych powojennych latach najczęściej detonowano różne niewypały, których pełno można było znaleźć wokół miasta. Była to metoda efektowna pod względem siły wybuchu, aczkolwiek bardzo niebezpieczna. W trakcie manipulowania niewypałami co najmniej trzech leskich młodzieńców doznało różnych okaleczeń ciała.

Najbardziej rozpowszechnionym sposobem wywoływania huku stało się potem "strzelanie z klucza". Nadawały się do tego celu tylko klucze z pustym korpusem, do którego należało dopasować odpowiedniej grubości gwóźdź ze spiłowanym szpicem. Klucz nasadzało się na jakiś kijek i faszerowało siarką zestruganą z główek zapałek. Po zaczopowaniu otworu gwoździem wystarczyło uderzyć nim o trotuar, a siarka wewnątrz klucza eksplodowała, wydając odgłos podobny do wystrzału. Ulepszoną wersję tego urządzenia produkowali na większą skalę uczniowie szkoły metalowej w warsztacie Pana Zwonarza. Oczywiście produkcja owa odbywała się w ukryciu przed okiem pryncypała, ponieważ w jej trakcie zużywano zbyt duże ilości wierteł. Najlepszą metodę stosowaliśmy jednak my - grupka chłopców z ulicy Piotra Kmity. Używaliśmy do tego celu łuskę o długości około 70 cm po pocisku artyleryjskim. Do wnętrza łuski wsypywało się szczyptę karbidu, który zalewało się odrobiną wody. Po zaczopowaniu łuski odpowiednio dopasowaną puszką po konserwie przykładało się zapaloną zapałkę do otworu po spłonce.

Następował wybuch o sile porównywalnej do głośności armatniego wystrzału, a puszka wyrzucana była na odległość kilkunastu metrów. Warunkiem udanego wystrzału było zastosowanie odpowiedniej proporcji karbidu i wody oraz właściwe tempo wszystkich czynności. W przeciwnym przypadku zamiast wybuchu miał miejsce wyrzut z otworu po spłonce strumienia sadzy, który czynił z wykonawców osmolone straszydła. Mówiło się wtedy, że "poszedł Stafiej"(to od nazwiska leskiego kominiarza). Była to metoda bezpieczna i na tyle efektowna, że zainteresowała funkcjonariuszy milicji. Otóż pewnego razu kanonadę przerwało pojawienie się na horyzoncie sylwetki dzielnicowego milicjanta. Oczywiście daliśmy dyla. Do powrotu nakłoniło nas błagalne wołanie zaspanego przedstawiciela władzy, który zapewniał, że z jego strony nic nam nie grozi. Pokazało się, że nie chodziło o ukaranie naszych występków. Szef miejscowej policji chciał rozstrzygnąć zakład o to, jakim sposobem wywoływane jest tyle huku. Daliśmy wtedy nie lada popis przed komendantem i jego świtą. Kto tam wtedy dbał o samopoczucie biednych leskich piesków?. Oczywiście Wielkanoc to nie było tylko wielkie strzelanie. Pamięć przywołuje różne inne wspomnienia. Chociażby te, gdy jeszcze jako dzieci, z zachwytem i zazdrością wpatrywaliśmy się w błyszczące złotem paradne hełmy leskich strażaków, pełniących straż przy Grobie Pańskim. Potem, już jako uczniowie liceum, samorzutnie organizowaliśmy takie straże. Traktowaliśmy to jako zaszczyt i powód do dumy. Co sprytniejsi chłopcy, ponad udział we Mszy Św przedkładali możliwość "bicia w dzwony". Jak wiadomo, dzwonnica leskiej Fary jest wyposażona w cztery dzwony, z których największy był używany tylko na Wielkanoc. "Zdobycie" którejś z lin i możliwość rozkołysania "swojego" dzwonu było związane z ubiegnięciem innych konkurentów. Dla odstraszenia nowicjuszy opowiadano grozą napawające opowieści o dzwonnikach porwanych gdzieś wysoko, pod strop dzwonnicy, przez napinającą się linę. Innym zwyczajem, związanym ze świętami, było posypywanie ziarnem zbóż osób, powracających z kościoła po zakończeniu świątecznej mszy. Najpewniej zwyczaj ten łączył przesłanie, jakie niesie Zmartwychwstanie Pańskie z nadejściem wiosennego odradzania się życia i porą siewów. Po powrocie do domu oznajmiano domownikom: "Chrystus Pan zmartwychwstał", na co padała odpowiedź: "Prawdziwie zmartwychwstał". Wtedy zasiadano do spożywania uroczystego śniadania.

Jak pamiętam, nie praktykowaliśmy w ogóle popularnej w innych rejonach Polsko zabawy wielkanocnej, polegającej na toczeniu jajek i ustalaniu, które jest najmocniejsze. Wydaje mi się, że jajka miały dla nas (naonczas) zbyt wielkość wartość materialną, ażeby narażać je na stłuczenie. Celowo pominąłem inne zwyczaje tych świąt, jak zdobienie pisanek, święcenie jadła, strojenie stołów barwinkiem i innych, gdyż niewiele się dotąd w tym zakresie zmieniło. Może tylko nieporównywalna jest atmosfera tamtych i dzisiejszych dni. Mam przeświadczenie, że w epoce przedtelewizyjnej przeżywaliśmy świąteczne dni z większą głębią duchowych odczuć. Tak już jest, że stale zmienia się ten świat! Ale, .... czy na lepsze?.

Tadeusz Filar



Echo Bieszczadów   Dodaj swój komentarz.
 
 
 
 

Znajomość prawa pomaga

2008-09-02 15:17:58

Znajomość prawa pomaga - to projekt realizowany przez Stowarzyszenie Kobiet Bieszczadzkich „Nasza Szansa” z Leska mający na celu przeciwdziałanie przemocy domowej i przemocy wobec kobiet.
więcej czytaj więcej

Można inaczej - SOS w Lesku
Moje prawa - moją szansą!
Edukacja ekologiczna
Wystawa w Czarnej

  archiwum Archiwum


Webcam - Ustrzyki Górne

webcam www.bieszczady.info.pl  na Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) - Ustrzyki Górne



Szukaj w bieszczady.info.pl
 
Ciekawe serwisy
Mazury Zakopane
Karkonosze Online Przemyśl
Kwatery, pensjonaty,noclegi
Spływy kajakowe, Kajaki, Mazury
Hotele w Warszawie
 
  © Bieszczady Wirtualnie 1998 - 2008    
Kontakt  Prywatność  Reklama
Liczba osób na www.bieszczady.info.pl: 5