Były to pierwsze Święta Wielkanocne po zakończeniu wojny. Przypadały 21 i 22 kwietnia 1946 roku. Było już ciepło i zielono. W Lesku wówczas stacjonowało Wojsko Polskie. Żołnierze zajmowali budynki Kasy Zaliczkowej przy Plantach. W Zamku umieszczona była artyleria. Oficerowie i podoficerowie zakwaterowani zostali także w domach prywatnych.
Kiedy w pierwszy dzień Świąt szliśmy do kościoła musieliśmy Okrążać Planty. Nie można było - jak zwykle - iść koło pomnika Kościuszki i dalej na ukos Planty. Tam, bowiem zgromadzili się żołnierze oficerowie i dowódcy. Odbywało się świąteczne, żołnierskie śniadanie. Wszyscy stali z odkrytymi głowami wokół długich, zbitych z desek i zastawionych stołów. Ksiądz Ludwik Paluch święcił jadło i wygłaszał okolicznościowe kazanie.
Do tradycji świątecznych należały zawsze: "Strzelanie na wiwat", "Oblewany" i "Emaus".
W 1946 roku, w obecności wojska nie było wielkiej strzelaniny na wiwat. Oblewany czyli Śmigus obchodziło się zawsze w drugi dzień Świąt, ale tylko do południa. Oblawała się starsza młodzież i dzieci.
W wielkanocny poniedziałek po południu obowiązkowo były iść na tzw. Emaus poza miasto. Tradycja tego spaceru wywodzi się od przypowieści z Ewangelii. Na drugi dzień po złożeniu do grobu Chrystus zmartwychwstał. Tymczasem dwaj Jego uczniowie, jeszcze o tym nie wiedząc, szli do nieodległej wsi Emaus. W drodze przyłączył się do nich jakiś wędrowiec, rozmawiał z nimi i pouczał. Zaprosili go do gospody, do stołu. Z nauk jego i ze sposobu łamania chleba poznali, że to Chrystus, zrozumieli że zmartwychwstał. Był to dzień radości.
W Lesku zamiast Emaus mówiono "Meus". W czasach przedwojennych i jak opowiadano z dawien dawna utarł się zwyczaj spaceru "na Meus". Przez długie lata hrabiowie Krasiccy, raz do roku w drugi dzień Świąt Wielkanocnych wpuszczali mieszczan leskich do zamkowego parku, który w tamtych czasach był dokładnie ogrodzony. Przez cały dzień ludzie mogli spacerować w alejach parkowych. Podczas pobytu w parku do tradycji należało też karmienie ryb w Sanie. Wychodzono na mur od strony rzeki (a San płynął wówczas bezpośrednio pod murami Zamku). Tu rozwiązywano chusteczki i zebrane okruszyny i resztki ze świątecznego stołu wysypywano do wody, dla rybek.
W 1946 roku Zamek i park w Lesku nie były już zamknięte. Wprawdzie na podwórzu zamkowym rozstawiona była artyleria i nie można było tam wchodzić, ale cały park dostępny był dla wszystkich. I tak, w ten świąteczny poniedziałek w 1946 roku leskie panny wybrały się na Meus. Podczas spaceru spotkały się z żołnierzami. Z parku, zboczem nad Sanem weszli na Basztę. Któryś z żołnierzy miał aparat fotograficzny. Ustawili się do zdjęcia tak, że w tle po lewej stronie był San, a po prawej panorama miasta. Na pierwszym planie spacerowicze: szykowni chłopcy - podoficerowie i cztery eleganckie, leskie panny. Były to dwie siostry Wróblickie oraz dwie przyrodnie siostry Kasia Stefanowska i Marysia Dobrzańska.
Dopiero w połowie 1947 roku wojsko wyjechało z Leska. Potem, kilku tych wojskowych, po przejściu do cywila, pożeniło się w Lesku i zamieszkali tam na stałe.
Bolesław Baraniecki
|