Poruszany problem nie dotyczy faktycznie tylko i wyłącznie samych Bieszczadów, ale osadzenie akcji w tych górach bliskich mojemu sercu, stanowi napęd do dalszego pisania...
Miłośników przyrody podzielić można podobnie jak poszukiwaczy skarbów na kilka kategorii. Pisząc te słowa wiem że narażam się zarówno miłośnikom przyrody jak i poszukiwaczom, ponieważ nikt nie lubi, gdy zaczynamy klasyfikować ludzi jak np. hotele, lub marki samochodów, ale jakieś kryteria podziału przyjąć muszę więc żeby zacząć zacznę od początku....
Pisząc w tytule robaczki, jako entomolog ( pomimo dwudziestu paru lat doświadczenia ciągle klasyfikowany jako amator z wykształceniem jakby nie nazwać ogólno przyrodniczym i lekarskim), mam na myśli armię bezbronnych owadów, przedstawicieli gromady zwierząt, które w przeciwieństwie do innych często kręgowych zwierzątek osiągnęły jednak sukces ewolucyjny i w zasadzie często są określane przez świadomą rzeszę przyrodników jako właściwi władcy tej planety. Chociaż większość społeczeństwa określa rzeczonych przyrodników w sposób jednoznaczny rysując kółko na czole.
Każdy dorastając, osiągając wiek dojrzały, jakieś pojęcie o przyrodzie ma, bez względu na to czy pobieranie wiedzy przyrodniczo - ekologicznej polega na obserwacjach własnych, czy też jak to się mówi ,, na skróty" siedząc w fotelu i oglądając telewizję. Każdy sposób, jeśli prowadzi do celu czyli uzyskania pewnego zakresu wzmiankowanej wiedzy jest dobry, ale bardzo ważnym jest jak zechcemy tą wiedzę wykorzystać, ale może już czas przejść do rzeczy...
Miłośników przyrody podzielimy sobie na pewne kategorie, pierwszą z nich stanowią niedzielni miłośnicy przyrody, fascynacje weekendowego podziwiania pięknych widoczków, najlepiej z okien samochodu, okresowo wysiadający na leśnych parkingach, zmora sklepów z pamiątkami, kategoria rozpowszechniona mało groźna, sypia w pensjonatach i wygodnych hotelach. Przypadki usuwania przez nich zużytych opakowań po napojach i batonikach przez okno samochodu, chociaż wysoce naganne i godne potępienia, nie jest w XXI wieku niczym nowym. Kategoria druga, bardziej inwazyjna, prócz cech wymienionych u poprzedniej, okupuje leśne parkingi, pola namiotowe, campingi uskuteczniając jakże polskie tradycje konsumpcji napojów wyskokowych, grilowania, palenia ognisk, w których po zakończonej biesiadzie lądują wszystkie odpady. Obie wymienione kategorie, najczęściej tytułowymi robaczkami specjalnie się nie przejmują, co pod nogę wejdzie zwłaszcza tej drugiej kategorii miłośników, pod butem zostanie, często akt ten poprzedzony jest krótkim piskiem i nieskoordynowanymi ruchami kończyn płci piękniejszej, o eksterminacji celowej raczej nie może być mowy, ale kategoria szkodliwa, szkodę przyrodzie wyrządza, ze względu na brak ochoty do włóczenia się po szlakach turystycznych, leśnych bezdrożach, eksterminuje lokalnie. Kolejna grupa, bardziej świadoma swojej przewagi na światem bezkręgowców realizuje prosty plan walki o byt drogą eliminacji, co znamy z historii nauki, a raczej odłamu tejże określanej mianem darwinizmu, chociaż na studiowanie epokowego dzieła czasu nie mają, ponieważ muszą eliminować. Każde żywe stworzenie najczęściej bezkręgowe znajdujące się w zasięgu wzroku powinno zostać przynajmniej rozgniecione, w ostateczności zneutralizowane pałą lub kijem, tak by jego szansę na udział w wyścigu ewolucyjnym zostały sprowadzone do zera. Tutaj niestety wkraczamy najczęściej już w świat kręgowców, świat węży, żab, salamander i podobnych budzących grozę i lęk potworów. Nie do pogardzenia jest również udział w eksterminacji pająków i ślimaków, budzących niemiłe skojarzenia z głównymi bohaterami horrorów ze srebrnego ekranu. Atutem uskrzydlonych kręgowców, pomimo równie niemiłych skojarzeń z bohaterami filmu ,,Ptaki" są skrzydła, a uskrzydlonych owadów prócz skrzydeł i szybkości walory estetyczne w odniesieniu do motyli oraz produkcyjne w odniesieniu do pszczół.
Z powodów małej zazwyczaj szkodliwości pomijam kategorie wędkarzy i myśliwych, którzy eksterminują zwierzęta, które wolno zabijać i zjadać a morderstwo w afekcie można ich jedynie posądzać podobnie jak większość społeczeństwa w odniesieniu do komarów i kleszczy, które chociaż ciekawe w swoim rozwoju, to szkodliwe i złośliwe.......Zresztą myśliwi i wędkarze sporo o przyrodzie wiedzą i niejedno wytłumaczyć potrafią, większość nie śmieci i zachowuje się przyzwoicie w odróżnieniu od kolejnej kategorii a mianowicie tzw. ,,turystów - eksperymentatorów".
Czymże sobie zasłużyli na takie miano? Przecież poznawanie świata opiera się często na poznawaniu empirycznym. W tym jednak szczególnym przypadku prowadzi do zagłady, ponieważ trudno jest niektórym zrozumieć, że jaszczurki nie można nauczyć pływać w górskim potoku, salamandry latać, a żab żyć w środowisku wysokiej temperatury czyli w ognisku. Podobnie jeśli chodzi o bezkręgowce, konik polny bez nóg skakać nie będzie, a pająk chodzić, podobnie jak trudno jest nauczyć żyć mrówki w środowisku płynnej Coca coli czy Sprita wylewanego na mrowisko, a ćma czyli motyl nocny, daleko nie poleci, gdy na biwaku przypalimy jej skrzydła zapalniczką....
Skrajne to przypadki ale prawdziwe i zarejestrowane osobiście, przyznać muszę że ze zgrozą rodzącą pytanie ; z czego to wynika?, dlaczego tyle przemocy?, dlaczego często autorami takich występków są dzieci ? dlaczego sprawia to ludziom taką satysfakcję? Ktoś określił nasz gatunek jako najbardziej drapieżny spośród wszystkich zamieszkujących kiedykolwiek niebieską planetę zwaną Ziemią, wydaje się że się nie pomylił.
Przechodzę teraz do kategorii ludzi, obeznanych z tajemnicami przyrody, nieinwazyjnych, przyrodników zarówno zawodowych jak i amatorów, chociaż w rysowanej przeze mnie charakterystyce, też występują pewne rysy na portrecie...
Zacznijmy od ,,zawodowców" czyli ludzi, którzy zajmują się entomologią zawodowo i stanowi to dla nich poprzez fakt zatrudnienia w placówkach naukowych, źródło utrzymania. Jest to grupa z pewnością podchodząca profesjonalnie do tajemnic świata przyrody, grupa najlepiej przygotowana merytorycznie do badań, zbiorów okazów, etc. Ze względu na fakt niewielkiej liczby placówek badawczych jest to grupa najmniej liczna. Stosowane metody badań nic z eksterminacją wspólnego nie mają, rzeczowe i rozsądne podejście. Grupa w zaniku, ze względu na fakt, iż badania faunistyczne są odsuwane w cień badań genetycznych. Więc często pozostają w murach laboratoriów...niestety widok entomologa z siatką łapiącego motylki jest coraz rzadszy, chociaż nigdy nie odejdzie w niepamięć, miejmy nadzieję !
Pozostaje mi zaprezentować najbardziej polemiczną kategorię entomologów amatorów, których profesjonalizm często przewyższa doświadczenie zawodowców...., aczkolwiek robią to bezpłatnie, no w większości bezpłatnie, bo prawda bywa często i szokująca. Amatorów jest nawet niezła gromada, ludzi różnych profesji, często bardzo egzotycznych, łączy ich zainteresowanie światem owadów ( i nie tylko ma się rozumieć), poświęcają swemu zainteresowaniu czas wolny. Prowadzą swoje badania, często publikują wyniki swoich badań, przyczyniają się do lepszego poznania życia zwierząt, często oj bardzo często wzgardzeni przez zawodowców i przyrównywani do zbieraczy znaczków pocztowych bardzo często niesłuszna to i krzywdząca ocena. Zbierają okazy oraz...., niestety coraz częściej ze względu na fakt problemów ekonomicznych zaczynają na swoim hobby zarabiać. Zarabianie wiąże się ze sprzedażą okazów (wymiany kolekcjonerskiej nie biorę w tej chwili pod uwagę), często tworzone są zbiory, których przeznaczeniem jest sklep zoologiczny, bądź wymiana międzynarodowa nieformalna (czyli przemyt). Czyny to niegodne ale do zrozumienia jeśli chodzi o sprzedaż gatunków ( bo nie jest ona masowa), które nie są objęte ochroną i często jako takie nawet występują w dużej ilości, a wręcz uznawane są za szkodniki, gorzej w przypadku gatunków chronionych, których spora ilość występuje w Bieszczadach, mimo wszystko nie jest to działanie masowe i pojedynczy entomolodzy szkody nie wyrządzą, nawet jeśli do zbiorów trafi gatunek rzadszy. Prasa podawała ostatnio ,, osiągnięcia" polskich entomologów amatorów za granicą, gdzie ich ofiarą padło kilkanaście tysięcy motyli, z których ilości gatunków było niewiele ale przedstawicieli tego samego gatunku bardzo dużo, argumentacja, iż chcieli włączyć wszystkie do własnych zbiorów, wydaje się nawet dla laika pokrętna i niejasna.....Czy potępiać czy chwalić zaradność niedocenianych amatorów i no również paru zawodowych entomologów? Problem otwarty i dyskusyjny. Wrócimy do tego na końcu.
Wróćmy na grunt krajowy, wróćmy do Bieszczadów, których fauna należy do jednej z ciekawszych w Polsce, wiele pozostaje do zbadania, wiele nie odkryto. Jak przedstawia się problem badań faunistycznych w Bieszczadach? Trudno mi dać jednoznaczną odpowiedź, chociaż wydaje mi się że specjalnego nawału entomologów się nie rejestruje. Powodów jest kilka, pierwszym dość duże utrudnienia w badaniach terenowych, teren jest mało dostępny, następnie fakt iż wiele obszarów wyłączonych jest z badań przynajmniej amatorskich ze względu na to iż znajduje się na terenie Parku Narodowego oraz bliska obecność granicy państwowej, a żaden żołnierz na służbie strzegący granic RP nie lubi ,,podejrzanych" osobników wymachujących siatką na motyle, lub przeglądających spróchniałe pniaki nad granicą. Zwłaszcza jeśli nie posiadają oni zezwolenia na badania a zezwolenia wydają (niechętnie) władze Parku Narodowego i wojewódzki konserwator przyrody, wydają je jeśli oczywiście otrzymają stosowny dokument z ośrodka naukowego, w którym chętny pracuje o amatorach nikt rozmawiać nie chce bo i po co ? Czy entomolodzy amatorzy stanowią zagrożenie dla przyrody ojczystej ? Czy wydanie zezwolenia na wkroczenie w teren Parku Narodowego, poza szlakami turystycznymi pozostaje wyłącznie w sferze marzeń niespełnionych ? Spójrzmy na stan polskich szlaków turystycznych i przyjrzyjmy się ścieżkom turystycznym, polom namiotowym, wiatrochronom. Cóż zobaczymy ? Głównie przejawy obecności kategorii niszczycielskich, rozdeptanych chrząszczy ilości niezliczone, a gdy przyjrzeć im się z bliska ( chrząszczom oczywiście) dojdziemy do wniosku, że większość ich to gatunki prawnie chronione. Spójrzmy na pobocza dróg, gdzie dogorywają gady z przetrąconymi kręgosłupami oraz rozdeptane żaby....Czy nie jest to sygnał alarmowy, że tak naprawdę to właśnie ci ludzie, którzy prawdziwie niszczą przyrodę są absolutnie bezkarni? Ze w społeczeństwie poziom uświadomienia ekologicznego jest katastrofalnie niski?
Może należałoby zaprzestać wypuszczania na szlaki turystyczne rzesz niezorganizowanych turystów eksterminatorów, może ustawić zasieki i nie wpuszczać nikogo ? A może każdy entomolog nawet amator mógłby uzyskać zgodę na swoje badania faunistyczne w obrębie parku o ile będzie się w stanie wykazać się chociażby przynależnością do Polskiego Towarzystwa Entomologicznego? Przecież ilość ginących gatunków na szlakach turystycznych, rozdeptywanych, rozgniatanych, chronionych jest wielokrotnie wyższa niż kilka okazów, które w konsekwencji wylądują w gablotach, z których pożytek taki, że w najgorszym przypadku będą cieszyć oczy a może staną się przyczynkiem do wzbogacenia wiedzy o faunie bieszczadzkiej?
|