Felieton w tym miesiącu miał wyglądać tak: "Z powodu przesilenia zimowo - wiosennego - odwołano". Efektownie wyglądałaby biała plama - trochę światła - jak okno na świat. Już, już mogło się zdarzyć, gdyby nie... Stanisław Lem.
Wpadł mi w ręce jego felieton w "Przeglądzie" ze stycznia. - Mam zaległości
w prasówce. W krótkim materiale "Niemcy o Polsce", Lem załamuje ręce nad filmem o naszym kraju w przededniu wejścia do Unii. Co ma nas tam promować? Para pograniczników na koniach, Pałac Kultury - nic więcej ze stolicy, Oleksy mówiący o korzyściach z naszego przystąpienia do wspólnoty
i furmanka wleczona przez niezbyt zdrowo wyglądającą szkapę, woźnica
o niespecjalnie cywilizowanym fizysie. Przychylam się do zdania autora, że niekoniecznie film ów został wyprodukowany przez wroga słowiańszczyzny, a raczej od niechcenia - czy raczej niezrozumienia, co tak naprawdę potrzebne jest do rozreklamowania naszego "egzotycznego" kraju.
Tu wraca rykoszetem sprawa z ubiegłego roku, czyli "sensacyjny" materiał niemieckiej dziennikarki opisującej bieszczadzką wieś. Jednostronnie, tendencyjnie i wyjątkowo sprytnie zrobiony materiał - jedna strona medalu. Na dowód artykuł jest okraszony wymownymi zdjęciami - to druga. Gdzieś, gdzie zatrzymał się czas... Zastanawiam się, czytając materiały zamieszczone na stronach Urzędu Marszałkowskiego naszego województwa o strategii
i promocji Podkarpacia w latach 2004 - 2006, czy to co tam tak ładnie opisano, zobrazowano wykresami i tabelkami cokolwiek da? Czy kolorowy ptaszek "Klepak", stanie się symbolem "nieskażonych" Bieszczad? Czy wymienione ze cztery razy "bieszczadzkie bogactwo natury", to wszystko, co dla tego regionu przewidziano?
Unia chętnie daje pieniądze na dofinansowanie ginących zawodów, choćby wyplatanie koszy z wikliny. Może to jest pomysł? Nie ma co, czas przygotować słomiane kapcie i kupić kozę. W mieście marzeń to idealne zajęcie. Bez stresów, hałasu cywilizacyjnej karuzeli, cichutko - niejeden mieszczuch o tym marzy!
I nie ma się co przejmować, że mamy ze dwie furmanki w mieście, jak będzie trzeba wyciągnie się ze stodoły po dziadkach. Benzyna droga, a pojazd trzeba mieć. Nie ma co walczyć, wilk z niedźwiedziem nagonią trochę turystów, przywitamy z właściwą nam gościnnością. Podobno, gdy nie można kogoś zmienić, należy się przyłączyć. Skansen? Czemu nie? Kwestia - za ile?
W końcu jesteśmy dobrze wykształconymi ludźmi - koniunktura proszę państwa wskazuje, iż należy poszerzyć granice skansenu w Sanoku aż do Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Trzeba będzie pochować linie telefoniczne, elektryczne, jeszcze bardziej zryć drogi, zamaskować talerze tv satelitarnej ze wszystkich chałup - to naprawdę śmiesznie wygląda. Internet tylko radiowo, przekaźniki się ukryje w lesie. No i tak przygotowani możemy przygotować się powoli na premiera Leppera. Wtedy to dopiero będzie pęd do ucieczki w dziką głuszę czyli... welcome to Bieszczady!
|