Zbierało się na majową burzę. Niebo zasnuło się czarnymi chmurami. Ptaki ucichły. Nastała cisza przed burzą... Z dzieciństwa pamiętam, jak moja babcia opowiadała straszne historie związane z burzami. A to piorun chłopa zabił przy wyprzęganiu koni na własnym podwórku, a to młodą kobietę, która ukryła się przed deszczem pod drzewem. Strzelił, spalił, zabił... Od zawsze bałam się błyskawic. Do tej pory krąży rodzinna opowieść, jak to bojąc się nadciągającej burzy, skulona usiłowałam się wepchnąć cała pod ramię mamy, powtarzając jak katarynka: "mama-bojem-grzmija". Burza minęła szybko, zaświeciło słonko. Zapomniałam o całej historii. Ostatnio tak mnie naszło na wspominania.
Chciałam napisać o czymś, co już samo w sobie wydaje się nie na miejscu, takie de mode, takie trudne do określenia. Co ma wspólnego patriotyzm i burza? Jedno i drugie jest ZJAWISKIEM. Rzadkim zjawiskiem. Dla niektórych wręcz przerażającym. Proszę teraz zrobić mały eksperyment - powiedzieć głośno jedno krótkie zdanie: "Jestem patriotą". I jak się państwo czują? Od razu tysiąc myśli: Co? Za ten kraj? A jak ktoś usłyszy? Ale to archaicznie brzmi... Po co komu patrioci? A co to dzisiaj znaczy? Nie będę się wygłupiać! Nie jest tak? Coś "drapie w gardle", nieprawdaż?
Powiem tak - czuję się patriotką . Tak o sobie myślę, chociaż nie wymawiam tego słowa głośno. To jest właśnie jedno z tych słów, które "głupio" wymawiać, by nie narazić się na śmieszność. W dzisiejszej Polsce myśleć tak o sobie jest jakoś straszno i śmieszno...
Ale kiedyś tak nie było. Piszemy w tym numerze o ludziach, którzy walczyli o niepodległość Ojczyzny. To wspaniale, że oni się nie zastanawiali czy warto ginąć dla tego kraju. Dzięki nim, żyjemy w niepodległej Polsce i chwała im za to. Mają mój głęboki szacunek i podziw.
Ktoś, kto wymyślił tytuł Weterana Walk o Wolność i Niepodległość Ojczyzny jest prawdopodobnie... zapalonym żeglarzem, więc nie dziwi, że wszystko mu się z jednym kojarzy... Uznał więc, że kombatanci potrzebują mi mniej ni więcej tylko jeszcze Patentu. Więc zostali właśnie "patentowanymi" kombatantami. Póki co kombatanci mogą sobie Patent powiesić na ścianie - w końcu tak ładnie wygląda Bóg, Honor i Ojczyzna! Dobrze, że ktoś jeszcze o Nich pamięta!
Straszne, że przyszło co poniektórym dożyć dnia, w którym wartości mają za nic. Jak to jest widzieć, jak rozkradają, rozprzedają i rozmieniają się na drobne dorobek pokoleń. Oczywiście, Oni nie walczyli myśląc "Co za to dostanę?" Dzisiaj może warto byłoby pamiętać o tym, czy mają za co godnie żyć w tej Ojczyźnie, za którą byli gotowi oddać życie.
Czym jest dla mnie dzisiaj patriotyzm? A choćby tym, że przyznam się, że zależy mi na tym mieście, na mojej małej ojczyźnie. Martwi mnie, że na apel o reaktywowaniu Towarzystwa Przyjaciół Leska przychodzi 15 osób. Czy to znaczy, że nikt już nie widzi potrzeby wychodzenia z domu w imię zrobienia czegoś bezinteresownie, dla dobra tego terenu? Jedni są zmęczeni pracą, drudzy jej szukaniem, inni beznadziejnością sytuacji, a jeszcze innym przewraca się w głowie z nadmiaru dóbr. Takie czasy. Ja z nostalgią patrzę na tablicę np. na leskim amfiteatrze "wybudowano w czynie społecznym" - tak dziś wyśmiewanym i zapomnianym. Co za frajerstwo, co za czasy. A jednak - nie wszystko w nich było takie złe. Ludzie potrafili się spotkać i zrobić coś na rzecz lokalnej społeczności, włodarze miasta, jak ś. p. Bolesław Serwatka, nie bali się wyjść na ulicę, by posłuchać, co ludzie mówią; tenże burmistrz wręcz specjalnie chodził na spacer po mieście, by się przekonać jak się ludziom żyje. Dziś wszystko szybko - nie ma na nic czasu, samochody ułatwiają życie i doba ma tylko 24 godziny, ale i tak nikt mnie nie przekona, że siedzenie w domu i narzekanie coś w zmieni. Nie będzie lepiej jak będziemy narzekać, że nikt nic nie robi. Sami to zróbmy. Proste? Mało oryginalne? Mało odkrywcze? Samo się nie zrobi.
Byłam na ciekawych warsztatach na temat sposobów budowania PARTNERSTWA LOKALNEGO oraz korzyści z zastosowania metodologii lokalnego ożywienia gospodarczego. Przez tydzień pracowałam w grupie ludzi, którzy mieli za zadanie nauczyć się pracować na rzecz lokalnej społeczności. To było niezaprzeczalnie dobre szkolenie, ale... ale ja nie dowiedziałam się niczego odkrywczego.
Cała idea nie jest mi obca. Trzeba pracować na rzecz dobra danej społeczności, ponad politycznymi i personalnymi podziałami, a już na pewno ponad interesem własnym. I wtedy można wypracować program, który będzie służył całej społeczności. Zaprocentuje, być może, nowymi miejscami pracy, ogólnym ożywieniem gospodarczym, nowymi perspektywami. To dzisiaj dla mnie znaczy "być patriotą lokalnym" - poczynając od szanowania np. tablic informacyjnych (wandalom wiązałabym ręce do pręgierza postawionego pod Ratuszem, by wszyscy ich mogli zobaczyć), aż po decyzję, że mimo otwartych granic i możliwości pracy w UE zostanę tu - w małym podkarpackim miasteczku. I choć bliska mi twórczość Bursy i Kazika - zostanę tu!!!
P.S. Proszę wyjdźcie z domów 8 i 24 czerwca (szczegóły na str. 5). Zróbcie coś dla siebie i innych! Wierzę w Was. I nie boję się już ani burz ani patriotyzmu.
as
|