Najstarsi leszczanie nie pamiętają takiej gradowej nawałnicy, jaka przewaliła się przez nasze miasto wieczorem, w sobotę 3 lipca. Zielone trawniki były całe białe, kopce lodowych kul w zakamarkach terenu leżały aż do poniedziałku, a "odśnieżanie" domowych podjazdów było totalnym zaskoczeniem dla wszystkich.
Pogodowa anomalia była oczywiście "dodatkiem" do XVII edycji "Country w Bieszczadach". Chociaż Lesko znane jest z tego, że deszcze skutecznie "umilały" życie organizatorom i uczestnikom kilku koncertów, to tegoroczne atrakcje przebiły wszystkie poprzednie.
Zaskoczyły, ale nie pokonały, bo i nasi widzowie i wykonawcy z pełnym zaangażowaniem zakończyli koncert galowy o 3. nad ranem.
"Noc twardych facetów" - pod taką nazwą przebiegał koncert i okazało się, że tytuł był adekwatny do rzeczywistości. Na przyszły rok proponujemy coś zupełnie odwrotnego, np. "Sielsko i anielsko". I wtedy tak będzie!
Tegoroczne gwiazdy nie zawiodły. "Black horse" i Kasia Bochenek, Mariusz Kalaga z zespołem, "Jan Manson Band", "Coach" i oczywiście czarujący Andrzej Cierniewski, dali show, który długo pozostanie w pamięci, tym bardziej, że rozgrzać publiczność przy temperaturze powietrza +60 C, wcale nie było łatwo. I tu duże brawa dla wspaniałej, dzielnej publiczności! Kto chciał, mógł nauczyć się tańców kowbojskich przy zespole "Vermond City" (dobry, młody zespół, wróżymy im dużą karierę), "odpłynąć" przy indiańskich rytmach Przemysława "Ainu" Goca, czy zrobić sobie zdjęcia z Halinką Kiepską, pojeździć konno na łące, czy zapytać o moc Harleya - Davidsona uczestnika zlotu motocyklowego.
I tak, w alaskańskiej atmosferze, rozpoczęło się imprezowe lato w Lesku 2004 r.
|