Piąta rocznica śmierci Jerzego Harasymowicza - www.bieszczady.info.pl    
       
 
   
 
 

Piąta rocznica śmierci Jerzego Harasymowicza


2004-10-14 14:43:20 ostatnio zmieniony: 2004-10-14 20:41:01
Edward Marszałek  


 W dniu 21 sierpnia 1999 roku zmarł Jerzy Harasymowicz - piewca gór. Piątą rocznicę jego śmierci uczcili sanoccy harcerze organizując w sobotę II Bieszczadzką Biesiadę Artystyczną w swej stanicy "Berdo" nad Jeziorem Myczkowieckim. Pomysłodawcą i organizatorem imprezy była druhna komendantka Hufca Sanok, hm Krystyna Chowaniec. Dzień zaczęto od spotkań z bieszczadzkimi artystami: poetą, malarzem i rzeźbiarzem - Zdzisławem Pękalskim, poetą Janem Szelcem oraz znanym przewodnikiem bieszczadzkim, laureatem konkursów krasomówczych - Stanisławem Orłowskim. O walorach przyrodniczych Bieszczadów opowiadał Edward Marszałek z Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie. Zaprezentował on swą nową książkę "Ballady o drzewach". Wieczorem, przy ognisku harcerze przedstawili widowisko poświęcone twórczości Jerzego Harasymowicza, na podstawie programu opracowanego przez hm Krystynę Chowaniec. Sam poeta był niegdyś gościem u harcerzy w stanicy "Berdo".

Poniżej kilka zdań na temat Jerzego Harasymowicza - piewcy naszych gór

W leśnej szkole
Harasymowicz urodził się w Puławach w roku 1933. W dzieciństwie kilkakrotnie zmieniał miejsce zamieszkania ze względu na charakter pracy ojca, oficera. Okres wojny spędził na wschodzie. Ojciec w kampanii wrześniowej dostał się do niewoli niemieckiej i osadzony w Woldenbergu. Jako rodzina oficera polskiego byli poszukiwani przez policje ukraińską i Gestapo. Zmieniając miejsce zamieszkania (Stryj, Lwów, Gródek Jagielloński, Borszczów na Podolu) szczęśliwie przeżyli wojnę a po jej zakończeniu i powrocie ojca z niewoli osiedli w Rzeszowie, gdzie Jerzy chodził do szkoły podstawowej. W 1948 roku zamieszkali w Krakowie przy ulicy Łobzowskiej. Harasymowicz jako 16-letni młodzieniec w roku 1949 zdał egzamin do Liceum Leśnego w Limanowej. Nauka poprzedzona była roczną praktyką przedszkolną, którą odbywał w Nadleśnictwie Muszyna. Tu zaprzyjaźnił się z Lechem Trzaską - również z Krakowa, który, podobnie jak Jerzy, kibicował miejscowej Cracovii. Wkrótce Liceum Leśne w Limanowej przeniesiono do Ojcowa, przekształcając je w Technikum Leśne. Tutaj Jerzy kontynuował swą edukację. Wówczas już zaczął tworzyć swe pierwsze poezje, "rozmawiał" z ptakami i kwiatami, włóczył się po lesie, chłonął egzotykę Beskidu z jego cerkiewno-bizantyjską atmosferą. Poprzez naukę w szkole leśnej poznał i pokochał naturę. Izolował się od szkolnego towarzystwa, tworzył wyłącznie w samotności i tylko przyjaciołom dawał wiersze do przeczytania.

Piewca Beskidu
Jerzy Harasymowicz w połowie lat 50-tych stworzył grupę literacką "Muszyna". Należeli do niej m.in.: Bursa, Iredyński, Terakowska. Zebrania odbywały się w domu rodzinnym na Łobzowskiej. Swe wiersze zanosił do redakcji krakowskich pism, gdzie szybko zyskały sobie uznanie. W roku 1956 wydał pierwszy tomik pt. "Cuda" i wkrótce zaczęto o nim pisać jako o poecie awangardowym, nie dającym się zaszufladkować. Był nowatorski w konstrukcji wierszy, ale i w sposobie postrzegania świata. Ogromna wrażliwość sprawiła, że zawsze identyfikował się ze słabszymi. Stąd przyszła fascynacja Łemkowszczyzną i Łemkami, tak bardzo skrzywdzonymi w wyniku powojennych wysiedleń. Ich kulturze poświęcił wiele swoich wierszy. Lubił przebywać w beskidzkich wioskach, gdzie, prócz twórczego natchnienia, długo znajdował przyjaciół. Zaczął nawet utożsamiać się z nimi, uczestnicząc w nabożeństwach obrządku wschodniego.
W roku 1963 poznał Marię Górkiewicz, swą jedyną i dozgonną miłość.
Nie zapomniał o swym leśnym rodowodzie; o lesie który kiedys sadził na szkolnych praktykach napisał wiersz: "Budowałem las" opublikowany w tomiku pt. "Budowanie lasu" (wyd. PIW, 1965).

(Fragment)
"Budowałem las
Bieliłem brzozy
oblekałem obłoki
burzyłem burzę

Po ciepły
południowy wiatr
jeździłem aż na Węgry

Ustawiłem
stoły polan

Wyznaczyłem ptakom regularne linie..."

Poeta mieszkał w Krakowie, ale nigdy z tym miastem się nie zasymilował. Swój dom widział w górach, do których chętnie powracał i w lesie, który był natchnieniem o każdej porze roku. Przy turystycznych ogniskach można od lat usłyszeć piosenkę do słów Harasymowicza "W lesie listopadowym", której refren brzmi:
"Wokół góry góry i góry
I całe moje życie w górach
Ileż piękniej drozdy leśne śpiewają
Niż śpiewak płatny na chórach...
Wokół lasy lasy i wiatr
I całe życie w wiatru świstach
Wszystkich których kocham wita was
Modrzewia ikona złocista"
Dzięki takim wierszom stał się Harasymowicz sztandarowym poetą przynamniej dwóch pokoleń ludzi gór. Tomiki jego wierszy błyskawicznie znikały z półek księgarskich i to w czasach, gdy czytanie poezji wydaje się być niemodne. Harasymowicz fascynował sobą zarówno młodzież, jak i seniorów turystyki górskiej. Nie tylko śpiewano jego wiersze, zdarzało się również słyszeć przy ogniskach ich recytację.

Harasymowicz - Broniuszyc
W roku 1974, przeglądając starodruki, poeta natknął się w rejestrach kozaków zaporoskich na nazwisko Harasymowicz - syn Harasyma, czyli Erazma. Kozak ten używał zawołania "Broniuszyc". Poeta przyjął je jako własne, podpisując się odtąd Jerzy Harasymowicz-Broniuszyc. Lata 70-te to okres jego fascynacji sztuką barokową oraz historią wojen polsko-kozackich. W tym czasie ukazały się tomiki: "Barokowe czasy", "Banderia Prutenorum", "Polowanie z sokołem". Poeta przekształca w nich codzienność w odrębny świat żyjący w jego wyobraźni, rządzący się prawami baśni, pierwotnych wierzeń i nadrealistycznych wizji. Terenem lirycznych odkryć jest już nie tylko Sądecczyzna, ale też Beskid Niski i Bieszczady. Tym ostatnim górom poświęcił wiele czasu, wędrując wraz z żoną i przyjaciółmi po połoninach, chłonąc miejscową historię. Tu powstał tomik "Wesele rusałek" wydany w 1981 roku, który doczekał się wielokrotnego wznawiania. Wiersze w nim zawarte to poetyckie obrazy bieszczadzkich wiosek, z kopułami cerkwi, galopem koni i wszechobecnymi świętymi z ikon - jednym słowem; zaginiony świat. Bieszczady stały się ostatnią fascynacją poety, który był już uznanym piewcą gór. Jeździł tu tak często, jak tylko mógł. Odbywał liczne spotkania z czytelnikami w Ustrzykach Górnych, Czarnej, Dwerniku.
Jako twórca miał swoje upodobania i był niechętny wszelkim nowościom. Nigdy nie pisał na maszynie - wiersze jego powstawały wyłącznie jako rękopisy. Nie wykręcał i nie odbierał telefonów. W jego duszy kryło się kilka narodów, których zbliżenie leżało poecie na sercu. Pisał po polsku, mimo że na stole miał lichtarz cerkiewny, wyznawał grekokatolicyzm, obrządek uznający papieża-Polaka. Całe życie komuś się narażał: Polakom, gdyż nie był dość polski, Ukraińcom, dla których nie był dość ukraiński. On wiedział, że tylko czas może zabliźnić rany i pogodzić oba narody.


Bieszczadzki grób poety
W roku 1999 ciężko zachorował. Jeszcze w lipcu odbył podróż w Bieszczady, gdzie korzystał z gościny leśników w Nadleśnictwie Komańcza. Nadleśniczy Władysław Budzyń udostępnił poecie pokój w zapadłej osadzie leśnej w Mikowie. Tu również miało miejsce ostatnie spotkanie z czytelnikami. Harasymowicz myślał już o nadchodzącej śmierci. W jednym z ostatnich wywiadów powiedział: "...Drzewo się z wiosną odrodzi a martwy człowiek posłuży mu za odżywkę. Dlatego marzę o tym, żeby moje prochy były rozsypane..." Myśl ta znalazła się również w wierszu:
"Kiedy jak buki na mróz serce mi pęknie
połóżcie mnie na wóz z widokiem na Bieszczady
na wielki pożar gór na wielką jesień
którą sam roznieciłem pisaniem..."
Jerzy Harasymowicz zmarł 21 sierpnia 1999 roku. Wykonaniem jego poetyckiego testamentu zajęła się wdowa, Maria Harasymowiczowa, która tak dziś wspomina te chwile. W połowie września 1999 roku wystartowała z Sanoka ratowniczym śmigłowcem i z jego pokładu rozrzuciła prochy męża nad połoninami, spełniając w ten sposób jego ostatnią wolę.
Tej samej jesieni na Przełęczy Wyżnej stanął pomnik poety, zaprojektowany przez krakowskiego architekta Piotra Patoczkę. Dwa głazy z lipowickiego kamieniołomu - jak dwa narody - zostały spięte odkutym w metalu motywem cerkiewnej bani. Co roku odbywają się tu uroczystości ku czci poety, organizowane zarówno przez polskie, jak i ukraińskie środowiska.
Pomnik na przełęczy stanowi swego rodzaju bramę na najliczniej uczęszczanym bieszczadzkim szlaku wiodącym na Połoninę Wetlińską. Duży udział w jego budowie mieli miejscowi leśnicy. Na kamieniach umocowano drewniane tablice z fragmentem kultowego wiersza o Bieszczadach, śpiewanego już od dziesięcioleci przy turystycznych ogniskach:
"W górach jest wszystko co kocham
Wszystkie wiersze są w bukach
Zawsze kiedy tam wracam
Biorą mnie klony za wnuka"
Pomnik uważany jest za symboliczny grób poety. Jerzy Harasymowicz nie spoczął na cmentarzu dla zasłużonych, ale wrócił w ukochane przez siebie góry. Od lat traktował je jak swą wielką, poetycką własność. I w końcu - jak żaden inny poeta - sam stał się własnością Bieszczadów.
Wiersz z tomiku "Wiersze beskidzkie" 1986
Jerzy Harasymowicz

DOM W ZIMIE (fragment)
I parów i potok ten sam
Tylko mi kopę chmur skradli
I ledwo się trzyma chmur ruchomy dach
I jakoś się góry we mnie zapadły

Tu kiedyś pustka była gruz
Zielony leśnik w czterdziestym dziewiątym
Wyplatałem tę werandę brzóz
I wszystkie świata dzieliłem kąty



Echo Bieszczadów   Dodaj swój komentarz.
 
 
 
 

Znajomość prawa pomaga

2008-09-02 15:17:58

Znajomość prawa pomaga - to projekt realizowany przez Stowarzyszenie Kobiet Bieszczadzkich „Nasza Szansa” z Leska mający na celu przeciwdziałanie przemocy domowej i przemocy wobec kobiet.
więcej czytaj więcej

Można inaczej - SOS w Lesku
Moje prawa - moją szansą!
Edukacja ekologiczna
Wystawa w Czarnej

  archiwum Archiwum


Webcam - Ustrzyki Górne

webcam www.bieszczady.info.pl  na Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) - Ustrzyki Górne



Szukaj w bieszczady.info.pl
 
Ciekawe serwisy
Mazury Zakopane
Karkonosze Online Przemyśl
Kwatery, pensjonaty,noclegi
Spływy kajakowe, Kajaki, Mazury
Hotele w Warszawie
 
  © Bieszczady Wirtualnie 1998 - 2008    
Kontakt  Prywatność  Reklama
Liczba osób na www.bieszczady.info.pl: 4