Bieszczady to dla jednych długie wędrówki po połoninach, ucieczka w głuszę, wyciszenie się. Dla innych wspomnienie romantycznych wakacji we dwoje, albo szalona eskapada zgranej paczki i śpiewy przy dźwiękach gitary przy ognisku. Dla grupy z Bieszczady Extreem ten zakątek to "miejsce na Ziemi". Tutaj się urodzili, chodzili do szkoły, założyli rodziny i świadomie zdecydowali, że właśnie tutaj zostaną, mimo, że świat kusił propozycjami wyjazdu. Na pytanie - Dlaczego? - odpowiadają - To proste! Tu można latać! Trzon grupy stanowi sekcja paralotniowa. A rozwinęło się to na inne dziedziny. Adrenalina ma bowiem to do siebie, że łączy ludzi. Tak powstała Bieszczadzka Grupa Sportów Ekstremalnych. Mamy w ofercie paint ball, quady, amfibie i oczywiście paralotnie. Organizujemy szkolenia, loty pasażerskie holowane, loty pasażerskie motoparalotniami. W skład grupy wchodzą profesjonaliści w swoich dziedzinach. Za paralotnie odpowiada - Wacław Kuzło, o którym pisaliśmy już w Echu, obecnie 12 w rankingu Polski, zawodnik w Grupie Pro Paragliding Team, która może pochwalić się Mistrzostwem Polski. Opracowaliśmy nowatorski sposób holowania paralotni, który daje szybkie zdobycie wysokości. Wyciągarka jest umocowana na samochodzie, 600. metrowa lina dzieli pilota z pasażerem od samochodu, w warunkach pasa na Bezmiechowej (w przypadki wiatru południowego) lub wyciągu na Weremieniu (wiatr północny). Wystarczy, że samochód z wyciągarką pokona 400 m, a przy odpowiednim wietrze pilot wznosi się z prędkością 5m/s i szybko może osiągnąć nawet 500 m wysokości gdzie już może bezpiecznie wyczepić linę. - opowiada W. Kuzło. - Każdy kto zdecydował się na taki lot w tandemie, przed lotem mówił o obawach, strachu czy niebezpieczeństwie, natomiast po locie zostawała już tylko euforia. Mimo, że wykonałem niezliczoną ilość lotów, a w tym roku udało mi się z Bezmiechowej polecieć do Rzeszowa w 3,5 godziny. Nie spowszedniało mi uczucie jakie towarzyszy wznoszeniu się i przebywaniu w powietrzu. Mariusz Witlański i Waldemar Ochal - odpowiadają za arenę paintballową. Ważną osobą w naszej grupie był Maciek Lubas, odpowiadał za wizerunek firmy i kontakty ze sponsorami. Grupy są różne, od zorganizowanych wyjazdów integracyjnych firm, po wypady prywatne. Zespół dostosowuje ofertę i miejsce do wymagań indywidualnych wymagań. Czy to Hoczew, Weremień czy Arłamów. - Pamiętam szczególnie jedną grupę, a z niej panią pod 50- tkę, która widząc quada zarzekała się, że za żadne skarby świata nie wsiądzie "Na ta piekielną maszynę". Dała się jednak przekonać na przejażdżkę z instruktorem, po krótkim instruktażu ruszyła w teren, po czym... okazało się, ze to sport dla niej! - opowiada instruktor. Gry paintballowe to zabawa dla drużyn, rozgrywane są przeważnie na podstawie scenariuszy leśnych, czy na arenie (speedball), a najpopularniejszy to zdobywanie flagi przeciwnika. Za każdym razem grupie towarzyszy instruktor, który pełni zarazem rolę sędziego.
To nie wszystko, grupa chociaż młoda stażem ma szerokie plany na przyszłość. W najbliższych dniach mają zamiar sprowadzić poduszkowiec, na razie do celów pokazowych i szkoleniowych, ale jeśli przejdzie pomyślnie testy w bieszczadzkich warunkach mają zamiar zakupić taki dla potrzeb grupy. - Oprócz celu rekreacyjnego, mamy też drugi i to równie ważny - chcemy aby ten sprzęt był także w służbie ratowniczej. Przecież zarówno amfibia jak i poduszkowiec są doskonałymi alternatywami środkami transportu w trudnych warunkach. Mamy nadzieję, że uda nam się nawiązać kontakty ze jednostkami, które zajmują się ratownictwem. I, że nasza współpraca przyniesie konkretne efekty, marzą mi się wspólne ćwiczenia ratownicze np. na Sanie - zobaczym,y co pokaże czas - podsumowuje Wacław Kuzło. Czy w Bieszczadach da się zrealizować marzenia na życie? Wszystko zależy od ludzi. Będziemy o tym pisać na bieżąco.
Zobacz: www.extremalne.bieszczady.pl
|