Gryf
Góry
Stanąłem przed nimi
Stanąłem na nich
Stanęły przede mną
Stanęły nade mną.
Szedłem przez nie
(Jak przez życie)
Po życiu szedłem
(Jak po górach)
Omijałem szczyty.
Zdobywałem szczeliny.
Szedłem rzeką.
Drogi przechodziłem wpław.
Zawsze jestem sam
Pośród ludzi
Tam nigdy nie będę
Pośród gór.
Nie szukałem niczego
Znalazłem za wiele
Zgubiłem nieco
I szukam dalej.
Zostałem tam
Chociaż jestem tu
Wracam tam
By zostać jeszcze
Przez chwilę wieczności.
Nie skończą się góry
Kiedy ja się skończę.
***
Bieszczady majem ‘01
Pociąg wiózł do marzeń
Uciekałem od jutra.
Do wczoraj.
Stacja była samotna
Ja chyba bardziej.
Plecak wypełniony głupotą.
Buty ciężkie jak sny.
Kij wsparciem, po Bogu.
Na obiad kaszka
Z dziecięcych prawd.
Szedłem przed siebie
Ku sobie, ze sobą.
Góry szły wolniej niż
Spóźniony pekaes.
Nie miały końca
Aż do końca .
Połoniny pachniały
Jak ideały młodzieńcze .
Wróciłem do domu
Po to by ruszać już zawsze.
***
Autoportret w Świętokrzyskich.
Małe, zarośnięte, brudne
Z bogatą historią geologiczną.
Z dyskretnym urokiem,
Nie znalezionym przez nikogo.
Lekko niewykończone.
Jakby majster poszedł.
Pełne smutnego optymizmu.
Niezłomne, do czasu.
Szukające w pustce.
Ślepe na oczywiste
Czekające na wczorajszy sen
Od jutra.
Z krzyżem w pejzażu.
Deszczem witające przybyszów.
Mające zawsze własne zdanie
I pilne prawdy do przekazania.
***
Pejzaż z góry kamiennej.
To nie ludzie idą
To ulice płyną.
To nie słońce wschodzi
To się ziemia kręci.
Mewy stoją
Fale biją
Ludzie idą
Słońce parzy
Chmury lepią
Autobusy kwitną
Myśli biegną
To się świat nie kończy
To się dzień zaczyna.
***
Oda od młodości.
Nie zmieniliście świata
Wychudłe starcze zegary
Nie uchroniliście brata
Straszą was teraz mary.
Świat do nas już należy
Wasz zaś odchodzi dzień.
Słowom cudzym nikt nie wierzy
Duch zaś wasz uchodzi w cień.
Nie zabraniajcie nam śnić
Marzeń naszych urojonych
Nie wam czas lamenty bić
Nie wam czas uderzać w dzwony.
Chcemy zmieniać wasz świat
Dopóki brzemię nosi
Póki młodości kwiat
Starości pył nie zrosi.
***
Idąc październikiem ...
(wiersz banalny)
Wszedłem w październik
Zbłądziłem we wrześniu
Trafiłem.
Zazwyczaj o tej porze
Trafiała mnie wena
Listopad już w komorze
A weny dalej nie ma.
Idę ulicą, wężydłem, linią
Drzewa się kwiecą, ślinią
Banalny karmazyn dębowy
Banalny liść kasztanowy
Banał to tylko i kicz
Październikowy znicz
Banalne piękno ogarnia
Liście płoną banalnie
Nawet kamień w bucie
Straszy oczywistością.
Wspiąć się na wyżyny
Jak, gdy świat
Banalny
***
Horoskop
Na dzień dzisiejszy prognoza:
W sercu jak zwykle upał
Więc zabierz parasol.
W głowie jak zawsze plucha
Więc zabierz płaszcz
W nogach jak zawsze ołów
Więc odwiedź hutę.
W nosie jak zwykle muchy
Więc zabierz packę.
Stan-
Bez zmian.
***
Do nieznajomej.
Przyszłaś, poszłaś
Byłem, śniłem.
Śmiałaś, łkałaś
Trwałem, miałem .
Śniłem.
Szukam, tropię
Idziesz, biegniesz
Marzę, błagam
Drwisz i szydzisz
Wstałem.
***
Wiersz oczekujących
W grudniu czekamy na wiosnę.
Na przystanku na autobus.
Czasem na śmierć
Czasem na życie
Czasem na pociąg
Często na miłość
Zwykle na początek
Częściej na koniec
Czasem na dzwonek
Czasem na dzwon
Nigdy na Boga?
...
Ciągle na Boga.
***
Fiat homo
Stawał się człowiek
W wojnie.
Krzepł humanizm
W nienawiści.
Kwitła tolerancja
W pogardzie.
Umacniała cnota
W kłamstwie.
Stawał się człowiek
W pokoju.
Budował więzienia
W miłości.
Omijał drugiego
W szacunku.
Ranił innych
W prawdzie.
Stał się człowiek
Stawia się człowiek
Postawił się człowiek.
Stać nas na pokój?
Stać nas na miłość?
Stać nas szacunek?
Stać nas na prawdę?
|