Wszystko już było, można usłyszeć w niejednej rozmowie. Patrząc na otaczający nas świat, dochodzimy do wniosku, że jest w tym dużo prawdy. Po szaleństwach końca XX wieku w modzie, kulturze i obyczajach, po zamknięciu się ludzi w czterech ścianach, zaczynamy być tym zmęczeni. Telewizja i video spowszedniało, prasa kręci się wśród tych samych tematów, szczególnie bardzo sensacyjnych. Co więc robimy? - wracamy do korzeni. Cały świat wraca do starych obyczajów, modne wczasy, to te ukazujące dorobek przeszłych pokoleń. Moda czerpie wzory z dawnych lat, najmodniejsze fryzury - to te z lat dwudziestych i trzydziestych, dobre jedzenie to już nie hamburgery czy chipsy, ale pierogi na dwadzieścia sposobów i babciny chrust. Są kraje, które tak radykalnie postawiły na nowoczesność, że już nikt nie pamięta tego co było. Na szczęście w naszym kraju w porę doceniono resztki tego, co pozostało. Oczywiście jest to zasługa zapaleńców, ludzi, którzy w tym zobaczyli szansę dla naszego społeczeństwa. Pierwsze skanseny budownictwa ludowego nie wzbudzały entuzjazmu, wręcz co poniektórzy mówili, że nie ma się czym chwalić - jakaś kurna chata, wielka rzecz! A jednak życie pokazało, że nie wielki kombinat wzbudza zainteresowanie turystów, a właśnie kurna chata. Schowana gdzieś na dnie kufra ludować staje się atutem, atrakcją turystyczną. Spontanicznie ukazana przyciąga tłumy widzów. Rejon Bieszczadów musi postawić na turystykę, bo na wielki przemysł nie mamy szans, ani tego nie chcemy. Niedawno znajomy powiedział mi, że każde 50 centów postawione na turystykę daje 50 dolarów zysku. Jeżeli taka jest prawda, to musimy z niej skorzystać! Jednym z dobrych tego przykładów jest inicjatywa pracowników Powiatowego Zespołu Doradztwa Rolniczego w Lesku, który idąc za przykładem zorganizowanego 11 września 2004 r. w Krzeszowie k/Niska konkursu pt. "Nasze Dziedzictwo Kulinarne", postanowił przenieść pomysł na nasz grunt. W konkursie brało udział Koło Gospodyń Wiejskich z Myczkowiec, pokazując zgromadzonym knysze z nadzieniem z kapusty, grzybów i gęsiny, za co dostały list gratulacyjny od Marszałka Województwa Podkarpackiego. Jak wyjaśniła Krystyna Głuszko - przewodnicząca Koła, knysze były pieczone z resztek ciasta, z którego pieczono chleb. Przy wykonaniu trzech, czterech bochenków zawsze coś ciasta zostało, więc szczególnie dzieci domagały się upieczenia smacznego placka, którego nadzienie stanowiły: grzyby, kapusta, cebula i omasta; w zasadzie nadzienie zależało od inwencji gospodyni. Jak zauważył jeden z gości - taka polska pizza, nic nowego, a jednak swojska specjalność. Tuż po powrocie z tejże imprezy postanowili pomysł wykorzystać i przenieść na bieszczadzki grunt. Tak zrodziła się inicjatywa pn. "I BIESIADA REGIONALNA", której organizacji podjęła się gmina Solina i jej Gminny Ośrodek Kultury oraz Koło Gospodyń Wiejskich w Myczkowcach. Głównym sponsorem był wójt gminy Solina Zbigniew Sawiński. Chęć wzięcia udziału w biesiadzie zgłosiły wszystkie KGW z całej gminy - Wołkowyi, Bukowca, Górzanki, Rybnego, Myczkowa, Bereżnicy, Polańczyka, Berezki i Myczkowiec. Na biesiadę zostało zaproszone najmłodsze Koło z sąsiedniej gminy w Olszanicy, którzy ugościli zgromadzonych na sali gołąbkami z tartych ziemniaków ze skwarkami - daję słowo, palce lizać! Każde Koło przewiozło jedno danie regionalne i ciasta, co było nie lada wyzwaniem dla poszczególnych Kół, ponieważ dania musiały być przygotowane z własnych produktów. A stoły uginały się od jadła. Znalazły się na nim: proziaki, pierogi z różnymi farszami gotowane i pieczone, krokiety, kapusta z grochem i fasolą, prawdziwy bigos myśliwski, barszcz z uszkami z grzybów, smalec ze skwarkami, kiszone ogórki i ciasta z produktów, które można znaleźć w każdym dobrym gospodarstwie w gminie - serniki, placki i bułeczki drożdżowe, ciasta z makiem i jabłkami i wiele, wiele innych. Wyroby wędliniarskie dla zaprzyjaźnionego Koła z Myczkowiec, w ramach promocji wyrobów, dostarczyła firma wędliniarska Jana Folty z Markowej; dostali za nie wiele pochwał. Jak powiedziała instruktorka z PKDR w Lesku Ewa Winiarczyk, najważniejsza jest integracja wszystkich KGW i rozszerzenie inicjatywy na wszystkie gminy nie tylko leskiego powiatu. Pierwszy krok w tym kierunku został zrobiony 20 listopada 2004 r. w Myczkowcach. Gospodynie imprezy, miejscowe KGW, przygotowało wszystko wzorowo, a największym ich zmartwieniem było, czy śnieżyca pozwoli dojechać zaproszonym gościom. A ci przybyli pokonując zawieję i śliskie drogi. Chcieli tu być. A zabawa była przednia. Przez cały wieczór grała kapela "Szli do wsi" z Bukowca, a repertuar mieli bogaty. Z półgodzinnym koncertem wystąpił zespół "Olsza" z Olszanicy, a z przezabawnym monologiem jedna ze starszych mieszkanek Myczkowiec Helena Kucharz, której za występ zebrani na sali zaśpiewali: "Sto lat". Licznie zebranych gości na sali w Domu Strażaka w Myczkowcach powitały gospodynie śpiewając napisaną specjalnie na tę okazję piosenkę: 1.Biesiado, moja biesiado, dzięki że jesteś wśród nas, że w nasze progi wkroczyłaś i wypełniłaś nam czas. Ref. Hej biesiado, hej biesiado, takie coś ty w sobie masz, rozweselasz ludzkie serca, na swej strunie pięknie grasz. 2.Za stołem razem siądziemy wspaniałe potrawy zjeść i się kieliszkiem stukniemy, wesoła popłynie pieśń. Ref. 3.Tak kiedyś nasi rodzice wesoło spędzali czas, choć niełatwe mieli życie, bo biedy było po pas. Ref. 4.I ja w to mocno dziś wierzę, że przyszedł dla nas ten czas, będziemy kochać się szczerze, biesiada połączy nas. Ref. 5. Wznieśmy kieliszek ku górze, wypijmy go aż do dna, niech znikną waśnie i burze, wzajemna miłość niech trwa. Ref. 6.Bawmy się więc aż do rana, bo pięknie kapela gra, niech ta biesiada kochana powraca do nas co dnia. Ref. 7.Niechże zielonego walca kapela zagra, a ja poproszę wójta do tańca, bo w mojej duszy coś gra. Ref. 8.A teraz wy mili goście wstańcie od stołu raz, dwa, do tańca sąsiadów proście, niechaj biesiada ta trwa. Ref.
Tego wieczora niejedną przyśpiewkę i piosenkę ludową można było posłuchać. Oprócz degustacji potraw ważną sprawą była zabawa. Jak przystało na dobrą biesiadę, powołane zostało szanowne jury, oczywiście sami panowie, które miało wyłonić najsmaczniejszą potrawę. Po długich obradach jurorzy orzekli, że wybranie jednej z takiej różnorodności jest niemożliwe, salomonowe rozstrzygnięcie znalazł wójt gminy, jeden z oceniających - każde z dziewięciu Kół Gospodyń Wiejskich otrzymało jednakową, dość wysoką nagrodę, która po Nowym Roku może być przeznaczona za zakup sprzętu na potrzeby Koła, może to być sprzęt AGD albo stroje dla członków, decyzję każde Koło podejmie oddzielnie. Taka decyzja spotkała się z ogromną owacją nagrodzonych. Należy mieć nadzieję, że ten dobry początek zrobiony w kierunku integracji miejscowych środowisk Kto następny chciałoby się zapytać.
|