Bieszczady nie mają szczęścia w promocji. W programach telewizyjnych pojawiają się rzadko, a jeżeli już, to w nieśmiertelnym temacie wilków albo biednych bieszczadzkich dzieci. Chlubny wyjątek stanowił program krajoznawczy dla TV Polonia pt. "Zaproszenie", zrobiony przez Wojciecha Nowakowskiego oraz reportaże Andrzeja Potockiego, który jako jedyny umie pokazać czar, uroki bogactwo - w pełnym tego słowa znaczeniu - tej ziemi. Ale Andrzej Potocki jest przecież nasz - Bieszczadów. Dlatego, kiedy TV 1 zapowiedziała poranny program "Kawa czy herbata" na żywo z Soliny, zasiedliśmy jak jeden mąż przed telewizorami. Trzy godziny o naszych Bieszczadach! I co?...Niewiele. Góra urodziła mysz. Szaro, nudno, ubogo i do tego udział niewiele mających wspólnego z Soliną i Bieszczadami mieszkańcami Jasła i Sanoka. Nie wierzę, by ktokolwiek, kto nigdy nie był na tej ziemi, po obejrzeniu tego programu zapałał chęcią przyjazdu. Dlaczego "umknęły" telewizji urokliwe zakątki, bogactwo zabytków, wspaniali ludzie, których ten akurat kawałek Polski ma wyjątkowo wielu. A gdzie, choćby jedno zdanie, o dobrej bazie turystycznej, ciekawych imprezach, których w Bieszczadach jest dużo, bogatej ofercie spędzenia wolnego czasu: rowery, konie, szybowce, lotnie, żaglówki, turystyka piesza, galerie sztuki... Każda promocja dużo kosztuje i prawdopodobnie gmina Solina, za tę wątpliwą promocję, słono będzie musiała zapłacić. A w nas, tych którzy Bieszczady znają i naprawdę kochają pozostał niesmak i żal, że takie piękno można tak, byle jak, pokazać. I jeszcze na tym zarobić. Ale plama "jedynko", ale plama!
|