Wprawdzie nie precyzują tego żadne turystyczne przewodniki, ale z logiki rzeczy wynika, że Czulnia z Basztą, a po przeciwnej stronie Sanu Gruszka, są na leskim odcinku pierwszymi górami właściwych Bieszczadów. Przynależy do nich tym samym Lesko jako, że rozłożone jest na tarasowo opadającym grzbiecie Baszty. Góry te stanowią jakby wrota otwierające drogi wgłąb Bieszczadów. Baszta i Czulnia! Nie wiadomo od czego wzięły swoje nazwy. Można tylko spekulować, że obie te góry w imaginacji dawnych mieszkańców spełniały pewną symboliczną rolę obronną. W tamtych dawnych czasach okolice tutejsze nie należały do najbezpieczniejszych. Źródłosłowu nazwy Czulnia należałoby się doszukiwać w słowach: czujnia lub raczej czujka, czata czyli strażnica. Posiadanie, choćby w wyobraźni obronnych baszt czy strażnic zapewniało w pewien psychologiczny sposób poczucie bezpieczeństwa miejscowej ludności. Ostatecznie można by przyjąć, że na Baszcie stała ongiś wieża obronna (wykopaliska archeologiczne potwierdziły istnienie tam jakiejś formy zamieszkiwania ludzi), a na Czulni istnienie strażnicy sygnalizującej zbliżanie się napastników. W związku z tym, że w jakiś szczególny sposób od dziecka jestem emocjonalnie związany z Czulnia, postanowiłem właśnie tej górze poświęcić kilka słów. Zresztą problem Baszty został już wcześniej rozwiązany przez Matyldę Wyrozumską, które poświęciła jej piękny poetycki tekst zamieszczony w kwietniowym (2002 r.) numerze "Echa Bieszczadów". Jest pewnym paradoksem, że Czulnia nie jest widoczna z samego Leska, bo przesłania jej widok Baszta i Średnia Góra. Niemniej jednak od zarania była terenem administrowanym przez władze miejskie. Lesko utrzymywało nawet urząd leśniczego odpowiedzialnego za stan lasu na Czulni. Jak podaje Józef Budziak w swych "Dziejach Leska 1772 - 1918" na tle władztwa nad Czulnią społeczność Leska toczyła w drugiej połowie XIX wieku spór z właścicielami zamku, którzy ograniczyli dziedziczenie prawa mieszczan do korzystania z lasu na Czulni. Wspaniały widok na Czulnię roztacza się z "Zajazdu u Kmity", stojącego przy drodze do Lesko - Zagórz. Rysuje się stamtąd widok góry, niczym stożek wulkanu, zamykającej panoramę miasta. Z bliska najlepiej jest podziwiać Czulnię z południowo-wschodnich stoków Baszty, z tzw. Zmarzłowej, skąd widoczne jest także całe Placysko i płynący przez nie potok Kisły. To właśnie z tego miejsca oglądałem jako dziecko stromo wznoszącą się ścianę góry, która wydawała się ogromną i kryjącą niesamowite tajemnice w gąszczu porastających ja drzew. Coś z tych dziecięcych wrażeń pozostało we mnie do dzisiaj. W czasie deszczowej aury można było obserwować siwe chmurki parującej wilgoci snującej się z głębi górskiego masywu. A był tam las nie byle jaki. Rosły tam potężne jodły i świerki jakich teraz już nigdzie nie spotkasz. Zwarte korony tych drzew tworzyły na zboczach Czulni szczelne okrycie, niczym olbrzymi stalowy hełm. Dziś po wycięciu starego drzewostanu, kontury góry pokryły się wyrwami i łysinami, które dopiero w przyszłości wypełni zwarta zieleń drzew z nowych nasadzeń. Poszycie lasu nie było jednolite. Miejscami była to leśna ściółka poprzerastana gdzieniegdzie mchami i trawami oraz paprociami. W innych znów miejscach występowały splatane zarośla malin, jeżyn i innych leśnych krzewów. Zbocze opadające do Sanu porośnięte było leszczynami, grabami i iwami. Te krzewiaste kępy były traktowane jak chwasty i w ich trzebieniu ongiś brałem udział wraz z kolegami pod czujnym okiem leśniczego, który nosił nazwisko Obłaski. Pan leśniczy, dusza człowiek, mieszkał w leśniczówce ukrytej u podstawy góry w takim miejscu, że mało kto wiedział o jej istnieniu. Na płynącym obok niej potoku założona była terkotka, która miała odstraszać leśne drapieżniki od zwierząt gospodarskich. W potoku tym chłodziły się garnce zsiadłego mleka, takiego ze śmietaną na trzy palce, które można było kroić nożem. Pracowaliśmy tam na wakacjach aby zarobić na kieszonkowe. Na zboczu nad Sanem istnieje duży rów strzelecki, już nie wiem czy z czasów pierwszej czy drugiej wojny światowej. Las na Czulni miał wtedy charakter jodłowo - świerkowy, chociaż trwały nasadzenia młodych sadzonek dębów, buków i modrzewi. Sadzonki hodowane były w świeżo urządzonej szkółce leśnej. Trudno dziś sobie wyobrazić, że gdzieś tam, na zboczu Czulni istnieje olbrzymia, kilkuhektarowa szkółka. Oj, pieliło się kiedyś rosnące tam uprawy w pocie czoła. Na stokach góry spotykało się rzadkie rośliny, będące pod ochroną, jak mech widłak, a przede wszystkim lilie złotogłów. Często chodziłem na Czulnię w poszukiwaniu grzybów, których wprawdzie nie znajdowało się w nadmiarze, ale można było natrafić na piękne okazy prawdziwków i podobnych do nich wielkością i kształtem tzw. czarne grzyby. Po prawdzie były one z wierzchu bardziej brązowe, ale w miejscach wgniecenia lub przełamania, błyskawicznie, w oczach ciemniały, przebierając prawie czarną barwę miąższu. Nigdzie indziej nie spotkałem się z takimi grzybami, a bywało się przecież w lasach niemal całej Polski. Próżno szukałem ich w popularnych atlasach grzybów. Dopiero w jakimś bardzo szczegółowym katalogu doszukaliśmy się, że jest to rodzaj podgrzybka. Dam głowę, że większość, nawet doświadczonych grzybiarzy, wzięłaby ten grzyb za borowika ponurego, który jest mocno trujący. Teraz, jak zasłyszałem, las na Czulni porósł całkowicie jakimiś pokrzywami i chaszczami i w tych warunkach nie ma co marzyć o szukaniu tam grzybów. We wczesnych latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku, obraz Czulni został wzbogacony o dodatkowy element. Na jej zboczu, od strony Glinnego, wyrosła wyniosła wieża triangulacyjna, prawie dorównująca szczytowi góry. W Owych latach dokonywano pomiarów powierzchni kraju metodą trójkątów i w związku z tym cała Polska została pokryta siecią takich wież, przy pomocy których te pomiary były dokonywane. Oczywiście wybraliśmy się na "zwiedzanie" tej wieży. Była zbudowana z ogromnych pni drzew ustawianych w gorę piętro po piętrze. Było tych pięter chyba pięć, a sama wieża miała kilkadziesiąt metrów wysokości. Po drabinach łączących poszczególne piętra wspięliśmy się na sam szczyt, gdzie odczuwane było kołysanie się całej konstrukcji, co napędziło nam nieco strachu. Jaki za to piękne widoki roztaczały się stamtąd! Z jednej strony, jak na dłoni Sanok i okolice, z drugiej zaś całe Bieszczady! Ta wieża na Czulni stanowiła centralny punkt, do którego nawiązywały wszystkie inne takie budowle w tym zakątku Polski. W kilka lat później wieża runęła pod naporem wiatrów. W moich wędrówkach po Polsce spotkałem wiele takich budowli, ale żadna z nich nie dorównywała wysokością tej, która stała na Czulni. Na koniec informacja najistotniejsza, dla niej samej warto było poświęcić tych kilka słów, a czynią one Czulnię najbardziej niezwykłą górą w Polsce, a może i świecie. Nosi bowiem Czulni na swym grzbiecie zagadkę jakiegoś dawno wymarłego ludu, może z poprzedniej epoki, który uczynił na niej miejsce pochówku swoich zmarłych. Poczynając od samego szczytu, aż do podnóża można natrafić tam kilkadziesiąt kurhanów, dziś ledwie wyróżniających się od otoczenia. Prawdziwa nekropolia. Była więc kiedyś Czulnia górą świętą, miejscem otoczonym szczególną czcią. Stąd już blisko do bogów. Czym jest dzisiaj i czy w jakiś sposób uczestniczy w życiu mieszkańców? Chyba nie wykosztowałbym się nadmiernie, gdyby przyszło mi postawić piwo wszystkim tym, którzy byli na jej szczycie. A to przecież tylko niezbyt uciążliwa przechadzka dla zdrowia. Jakoś tak przekornie przyszło mi zakończyć ten tekst: "Zanim zaczniesz zdobywać Mont Blanc, wejdź najpierw na szczyt Czulni"!
|