Na początku marca przyszedł do redakcji list od naszego czytelnika. Oto jego treść: Szanowna Pani Jadwigo Zasmuciłem się wielce na wiadomość, że ostatecznie przegrała pani w walce o utrzymanie przy życiu "Echa Bieszczadów". No cóż, z ewidentnie ciemnymi mocami mało kto wygrywa. Jestem też przekonany, że owe ciemne moce ze zwykłą sobie elegancją zapominały podziękować Pani za lata bezgranicznego oddania sprawie uruchomienia pisma, a następnie wydawania kolejnych jego numerów. Trudno uwierzyć, że była Pani - że tak się wyrażę - niewygodna. Formule i zawartości prowadzonego przez Panią "Echa Bieszczadów" można było co nieco zarzucić, ale z pewnością nie było ono dokuczliwe dla władz. Wprost przeciwnie, miałem pewne pretensje o to, że nie wyciągała Pani na światło dzienne problemów kontrowersyjnych, obligujących decydentów do wytłumaczenia się przed czytelnikami, tj. wyborcami z takich a nie innych posunięć albo ich braku. Rubryka "plus i minus" na pewno nie spełniała takiej roli. Rozumiałem wszakże, że była Pani w niezręcznej sytuacji uzależnienia od władzy, której miała patrzeć na ręce. Jednakże, skoro krytyki było tyle co kot napłakał, o zamknięciu pisma musiał zadecydować jakiś inny powód. I tu nie przychodzi mi na myśl nic innego, jak tylko to, że nie wychwalała Pani władzy pod niebiosa, pomijając już to, czy było za co. Jakie to proste - zawiodła się na Pani piśmie władza, bo nie było w nim peanów na jej cześć. Taki błąd! W rezultacie skazano na zagładę pismo będące jedynym świadectwem zdarzeń dziejących się tu i teraz na terenie pięciu gmin - zdarzeń w wielu sferach, w tym: kultury, sportu, działalności społecznikowskiej, ludzkich pasji i - niestety w ograniczonym zakresie - gospodarki oraz poczynań władz samorządowych. Cenną zaletą pisma było konsolidowanie społeczności pięciu gmin w jeden wspólny organizm powiatowy. Pozostawić należy ocenie czytelników i wyborców jak dalece małostkowe i krótkowzroczne były tzw. czynniki, które zadecydowały o pozbawieniu "Echa Bieszczadów" patronatu. Mam nadzieję, że wyborcy będą o tym pamiętać. Proszę sobie wyobrazić, jak niezmiernie ucieszyła mnie informacja, że nie złożyła Pani broni i podjęła wydawanie pisma własnym sumptem. Chwała za odwagę i konsekwencję! Od razu też pomyślałem, że nie ma tego złego, co na dobre nie wyjdzie. Nareszcie będzie Pani mogła wyzwolić się z kajdan zależności pan - sługa i obiektywnie, z całą otwartością dokonywać oceny działalności władz samorządowych. Ta tematyka jest najistotniejsza z punktu widzenia wyborców, czytelników pisma. Przecież poza sprawami tajnymi, jako dziennikarz, ma Pani prawo uzyskiwać od urzędów wszystkie informacje, dotąd wstydliwie skrywane i przekazywać je do publicznej wiadomości. Szkoda, że nie nastąpiło to wcześniej. Może Lesko uniknęłoby skutków niekompetencji i niegospodarności jakich dopatruje się w poczynaniach włodarzy miasta. Jeżeli miałby wymienić ich symptomy, to na liście znalazłyby się następujące sprawy: - dopuszczenie do degradacji i w efekcie zamknięcia miejskiej pływalni, - dopuszczenie do rozszabrowania i niemal ruiny obiektu byłego przedszkola przy ulicy Parkowej (zabezpieczenie, a później remont sporym nakładem kosztów), - wydanie decyzji na budowę budynku mieszkalnego na terenie leskich źródełek mineralnych, w strefie przeznaczonej na zagospodarowanie balneologiczne, - nie stworzenie warunków dla parkowania autokarów w mieście, co de facto, wyrugowało zeń turystów z wielką szkodą dla jego handlu i usług, - zlokalizowanie oczyszczalni ścieków bez równoległego podciągnięcia kanalizacji. Co będzie jeżeli w momencie rozpoczęcia jej rozruchu okaże się, że oczyszczalnia pracuje z wadami, a na urządzenia minie termin gwarancji. Pokaże czas. -nie wybudowanie własnego (miejskiego lub powiatowego) wysypiska śmieci i zdanie się na cenowy dyktat sąsiedniego Zagórza, a koszty ponoszą mieszkańcy Leska. Sprawa ta jest na tyle bulwersująca, że na terenie powiatu nie brakuje jarów i wąwozów w bezludnych zakątkach, gdzie przy dzisiejszych technologiach zabezpieczeń takie wysypisko mogłoby funkcjonować nie wadząc ani przyrodzie ani ludziom, - skandaliczne zapuszczenie leskiego kirkutu, jednej z najstarszych zachowanych nekropolii żydowskich w Polsce z unikalnymi macewami. Miejsce to po odpowiednich pracach renowacyjnych mogłoby się stać cymesem turystycznym na skalę nie tylko Polski. Wydaje mi się, że jest tych "osiągnięć" na tyle, że gdzieś w Polsce, i innym mieście, już zorganizowano by referendum odwołujące burmistrza. Może jednak ta sprawa skłoni wyborców aby uzmysłowili sobie, że do władania miastem trzeba wybierać ludzi niekoniecznie złotoustych. Pięknym gadaniem jeszcze niczego nie zbudowano. Miastu potrzebny jest po prostu dobry gospodarz. Druga sprawa to postawa radnych, którzy powinni mieć decydujący wpływ na poczynania burmistrza. Posiadam relacje z sesji Rady Miasta i Gminy z lipca ub.r., naświetlę tu dwa wielce wymowne momenty. Otóż, gdy któryś z radnych zwrócił się do burmistrza w sprawie bałaganu w pewnym zakątku miasta, otrzymał odpowiedź - przypomnienie, że w takich sprawach należy się zwracać do, bodajże Miejskiego zarządu budynków komunalnych. Odpowiedź burmistrza brzmiała jak wytyk i tak została przyjęta przez owego radnego, który, jak to się mówi położył uszy po sobie. Widocznie tak został wytresowany, że burmistrz jest od spraw wielkich i poniżej jego poziomu jest wiedza o bałaganie w mieście. Druga sprawa związana była z glosowaniem uchwały w sprawie nieodpłatnego przekazania kościołowi gruntów 1,5 ha w Jankowcach. Oczywiście, wszystkie komisje rady zaopiniowały wniosek burmistrza pozytywnie. Jednakże znalazł się jeden radny, który bardzo przytomnie zwrócił uwagę na to, jak ta sprawa powinna być załatwiona. Według niego działka w Jankowcach powinna być wymieniona na działkę w Lesku, na której pierwotnie miała być budowana poczta, a obecnie dzierżawiona jest przez miasto od kościoła na parking. Ten logiczny i zgodny z interesem miasta i gminy wywód został skwitowany przez zebranych głuchym milczeniem, a sam mówca nie postawił formalnego wniosku pod glosowanie z obawy, jak się wyraził, aby nie być posądzonym o antyklerykalizm. Biedaczkowi nie starczyło odwagi - choć strażak. Proszę zwrócić uwagę, że on, jak i reszta rady, nie bał się gniewu wyborców, który go wybrali do pilnowania interesów i majątku miasta i gminy. On się obawiał, że będzie posądzony o antyklerykalizm, którego na zdrowy rozum trudno dopatrywać się tam, gdzie regułą powinno być: "kochajmy się jak bracia, a liczmy się jak Żydzi". Czuję tez pewien dyskomfort, że jako czytelnik "Echa Bieszczadów" nie dowiedziałem się jakich to profitów przysporzyło miastu ustanowienie nowego stanowiska, bodajże pt. "kierownik rozwoju i promocji" (lub w podobnym sensie). Jak czytałem, powołanie tego tworu przez Radę Miasta przypominało zgoła konklawe - po kilkukrotnym odrzuceniu wniosku burmistrza, kolejne głosowanie wreszcie było na tak, zapewne po intensywnej "obróbce" radnych, poniektórzy wreszcie ulegli. Warto, żeby wyborcy wiedzieli, którzy to radni. Burmistrz zobowiązał się wszakże, że po kilku miesiącach zostaną podsumowane skutki tej decyzji. Szkoda, że czytelnicy nie dowiedzieli się czy takie podsumowanie miało miejsce i czy były jakieś namacalne, oprócz zwyżki kosztów, pozytywne wyniki utworzenia nowego stanowiska dla kogoś, jak wieść gminna niesie, z przyjaciół burmistrza. Teraz mówi się w mieście, że do objęcia stanowiska burmistrza szykuje się jego dotychczasowy zastępca. Jak można nie lubić tego miasta i jednocześnie nim rządzić? Może dzięki Pani nowemu pismu czytelnicy znajdą odpowiedzi na, choćby, powyższe pytania. Kończąc, zasyłam serdeczne życzenia powodzenia w Pani działalności.
|