Jak ubogi jest podkarpacki rynek pracy, każdemu wiadomo. Na pograniczu szansą wydaje się być praca, a ściślej służba w Straży Granicznej. Co jakiś czas media informują o kolejnym etapie uszczelniania wschodniej granicy Unii Europejskiej, wspominają o kadrowych potrzebach służby granicznej. Rodzi to określone nadzieje. Do Bieszczadzkiego Oddziału SG w Przemyślu garną się maturzyści i absolwenci studiów. Cykl artykułów publikowanych w "Nowinach", począwszy od połowy stycznia br., praktycznie pozbawia ich złudzeń. Poczytny dziennik pisze o takiej polityce kadrowej i takich manipulacjach kandydatami, które młodego człowieka bez rodzinnych powiązań z kierownictwem Oddziału już na starcie stawiają na przegranej pozycji. Krótko mówiąc, rzecz jest o nepotyzmie. Jednoznaczna negatywna ocena procedur przyjęć wsparta jest listami czytelników opisujących swe zakończone porażką doświadczenia. Publikowane równolegle wyjaśnienia SG są przez swą lakoniczność zupełnie nieczytelne. - Taką przyjąłem strategię, uważam zresztą, że słusznie. Cóż więcej mogę powiedzieć ponad to, że procedura przyjęć do SG jest ściśle określona - mówi komendant BiOSG gen. Henryk Majchrzak. Rozmowy z funkcjonariuszami SG są trudne, procedura uzyskania wypowiedzi dla prasy jest skomplikowana i w zasadzie kończy się odesłaniem do rzecznika prasowego Oddziału, co z kolei gwarantuje taką samą wartość wypowiedzi, jak te publikowane w "Nowinach". Rozmowy na granicy są więc trudne, ale nie niemożliwe. - W tekstach "Nowin" jest sporo prawdy, ale należy pamiętać, że stan obecny to przede wszystkim spadek po poprzednich latach, poprzednich komendantach. Byli wśród nich ludzie, którzy starali się, bardziej bądź mniej skutecznie, walczyć z procederem, byli też tacy, za których "rządów" zjawisko osiągało apogeum. Ale o datach i nazwiskach nie będziemy rozmawiać. Powiem tylko tyle, że bezzasadne jest posądzanie obecnego komendanta o potęgowanie tegoż stanu rzeczy - mówi jeden z funkcjonariuszy. - Oczywiście, na strażnicę przychodzą miejscowe chłopaki, głównie maturzyści, którzy pytają o możliwość pracy w Straży. Pododdziały graniczne nie prowadzą własnej polityki kadrowej, kierujemy ich więc do Przemyśla, podpowiadając jakich informacji warto wcześniej poszukać w internecie, gdzie zadzwonić, pytając o dokumenty, które należy przedłożyć. Ale na tym nasza rola się kończy. Składając papiery, kandydat wpada w tryby skomplikowanej machiny, zupełnie od nas niezależnej. Jeśli mu się uda, często przychodzi pochwalić się sukcesem, mając poczucie, że powoli staje się naszym kolegą po fachu. Jeśli machina wypluje go na którymś z etapów, z reguły pojawia się rozgoryczenie, często chęć szukania usprawiedliwienia. Z mojego rozeznania - a może tylko domysłów - wynika, że większość pechowców odpada na etapie psychologa i wstępnych procedur sprawdzających. Ktoś "zapomniał" przyznać się, że stawał przed kolegium, ktoś okazał się zbyt nerwowy. A przecież przyznanie się, czy to w gronie rówieśników, czy małych, wiejskich społeczności do porażki przed psychologiem to wstyd większy, niż niewyrobienie normy na drążku na teście WF - wyjaśnia funkcjonariusz z wieloletnim, WOP-owskim jeszcze stażem. Warto zauważyć, czego z nieznanych przyczyn nie uczyniły "Nowiny", że obowiązujące od maja 2002 r. rozporządzenie MSWiA zmieniło zasady rekrutacji w szeregi SG. - Już trzeci rok obowiązuje dwustopniowa procedura. Wstępny etap rekrutacji odbywa się na poziomie Oddziału, finalny na szczeblu Centralnego Ośrodka Szkolenia SG. Zagęszczone, podwójne sito gwarantuje odpowiedni i oparty na merytorycznych przesłankach dobór kandydatów - podkreśla gen. Majchrzak. Ppłk Henryk Majchrzak objął dowodzenie BiOSG w maju 2002 r. Regionalne media odnotowały to wówczas jako zmianę na ważnym w regionie stanowisku. W ubiegłym roku gazety rozpisywały się o sukcesach gen. Majchrzaka, któremu siłami wyłącznie SG, bez angażowania zewnętrznych struktur ABW czy CBŚ udało się rozbić łapówkarską sitwę, jaka opanowała przejście w Korczowej. Bez rozgłosu odbyły się głębokie zmiany kadrowe dokonane nieco wcześniej na innych przejściach granicznych. Wygląda na to, że były to pierwsze kroki komendanta Majchrzaka zmierzające do uzdrowienia sytuacji w Oddziale. Cykl artykułów w "Nowinach" nie przejdzie zapewne bez echa, nie powinien jednak być odczytywany w kategoriach beznadziejności zabiegów o podjęcie służby w SG. Co więcej, publikacje odstraszają tych, którzy liczyli na protekcję. W kwalifikacyjnym sicie znajdą się więc rzeczywiście najlepsi, zdani jedynie na własne siły. Obiektywnie rzecz biorąc ich szanse rosną, przyjąć bowiem należy, że po gwałtownym ataku gazety procedura przyjęć musi być teraz w pełni przejrzysta.
|