Pośród niesnasków - Pan Bóg uderza W ogromny dzwon, Dla Słowiańskiego oto Papieża Otwarty tron. Ten przed mieczami tak nie uciecze Jako ten Włoch, On śmiało jak Bóg pójdzie na miecze; Świat mu - to proch.
Twarz jego, słońcem rozpromieniona, Lampą dla sług, Za nim rosnące pójdą plemiona W światło - gdzie Bóg. Na jego pacierz i rozkazanie Nie tylko lud - Jeśli rozkaże - to słońce stanie, Bo moc - to cud. * On się już zbliża - rozdawca nowy Globowych sił, Cofnie się w żyłach pod jego słowy Krew naszych żył; W sercach się zacznie światłości Bożej Strumienny ruch, Co myśl pomyśli przezeń, to stworzy, Bo moc - to duch.
A trzebaż mocy, byśmy ten Pański Dźwignęli świat... Więc oto idzie - Papież Słowiański, Ludowy brat... Oto już leje balsamy świata Do naszych łon, Hufiec aniołów - kwiatem umiata Dla niego tron. On rozda miłość, jak dziś mocarze Rozdają broń, Sakramentalną moc on pokaże, Świat wziąwszy w dłoń. * Gołąb mu słowa - słowem wyleci, Poniesie wieść, Nowinę słodką, że Duch już świeci I ma swą cześć; Niebo się nad nim - piękne otworzy Z obojgu stron, Bo on na tronie stanął i tworzy I świat - i tron.
On przez narody uczyni bratnie, Wydawszy głos, Że duchy pójdą w cele ostatnie Przez ofiar stos. Moc mu pomoże sakramentalna Narodów stu, Że praca duchów - będzie widzialna Przed trumną tu. * Wszelką z ran świata wyrzuci zgniłość, Robactwo - gad, Zdrowie przyniesie - rozpali miłość I zbawi świat. Wnętrza kościołów on powymiata, Oczyści sień, Boga pokaże w twórczości świata, Jasno jak dzień.
Tymi oto słowami Juliusz Słowacki opisał pontyfikat papieża - Polaka, Jana Pawła II. Ktoś mógłby mi zarzucić, że poeta nie był prorokiem, a nawet jeśli nim był to nie wymienił imienia biskupa w bieli. Jednak czy strofy te - mimo tajemnicy, która mogłaby przecież być fikcją - nie opisują dokładnie tych 26 lat panowania Ojca Świętego? Jego życia? Miłości? Nauki? Nie wiem, czy mogę zabrać głos w kwestii tego ostatniego. Papież był dla mnie od zawsze. Tak samo, jak od zawsze byli dla mnie rodzice; tak samo, jak od zawsze był mój dom, język i pluszowy miś. I tak jak ci ludzie i te rzeczy - Ojciec Święty wydawał się być wieczny. To właśnie ta pozorna nieśmiertelność uśpiła moją czujność. To ona podszeptywała, że na słuchanie tego człowieka przyjdzie jeszcze czas. Dzięki niej przez osiemnaście lat słuchałam nie słysząc, patrzyłam nie widząc. Wierzyłam, że kiedyś otworzą się moje oczy i uszy i poznam naukę Jana Pawła II. Właśnie ... "kiedyś". Jeszcze nie dziś i nie jutro, ale wkrótce. A teraz jest już za późno. Przez całe swoje życie nie przywiązywałam wielkiej wagi do osoby Ojca Świętego. Niewiele też pamiętam. Gdzieś w głowie majaczy mi obraz mojego brata idącego na pielgrzymkę do Krosna, by zobaczyć papieża. Właśnie - "zobaczyć", nie wysłuchać. Podczas kolejnych papieskich pielgrzymek do ojczyzny popularne stało się jeżdżenie "na papieża". Tak jak chodzi się na dyskotekę czy na plażę. Jan Paweł II stał się gwiazdą, którą każdy chciał sobie obejrzeć. Mało kto jechał na krakowskie Błonia, do Wadowic, Warszawy, Krosna czy Przemyśla, by wysłuchać słów następcy świętego Piotra i czegoś się nauczyć. Dopiero dziś, gdy jego już nie ma - zaczynamy słuchać ... ciszy. Teraz kupujemy jego książki i znamy trzy czwarte szczegółów z jego życia. Dziś dociera do nas, kim naprawdę był Karol Wojtyła. Kim był? Dla ludzi był Ojcem. Dla katolików był Ojcem Świętym, dla wielu innych - po prostu ojcem. To on uczył nas miłości i szacunku dla drugiego człowieka. Wierzył, że nie ma ludzi złych - są tylko ludzie nieszczęśliwi. Jan Paweł II szczególnie umiłował młodzież - tych, którzy nigdy nie znali innego papieża. To właśnie dla Ojca Świętego na Światowe Dni Młodzieży przyjeżdżały miliony młodych ludzi. Co takiego miał w sobie ten staruszek w bieli, że traktowany był przez nastolatków jak brat i rówieśnik? Sam kiedyś powiedział: "gdybym nie nauczył się, co to znaczy być młodym, jakie to piękne i jakie to trudne, to prawdopodobnie bym nie potrafił [być z Wami] i nie ciągnęliby mnie tak wszędzie za sutannę: "Chodź, zostań z nami". Miał rację - umiał być młodym mimo swych osiemdziesięciu lat. Był tak ciepły i tak po prostu ludzki, że ciągnęły za nim tłumy. Podróżował, jeździł na nartach, żartował, śmiał się, nosił zegarek i czytał bez okularów. Swą miłością obdarzał wszystkich - bez względu na kulturę czy religię - błogosławił hip - hopowców, przedrzeźniał dziennikarzy, ubierał T - shirt. Serca młodych podbijał odpowiedzią na prośbę: "Weź nas ze sobą". Mówił wtedy: "Oczywiście, nie mam dla Was biletu lotniczego ani żadnego innego, ale od początku, od 1978 roku Was z sobą zabrałem i nie ma tam dnia, żebyście nie byli ze mną". Jan Paweł II z miłości do młodzieży wystawał godzinami przy oknie pokoju na Franciszkańskiej 3 - błogosławił, bezskutecznie odprawiał do domów, śpiewał. Kochaliśmy go za jego normalność, która była świętością. Papież był świętym za życia - "Chrystusem XXI wieku". Jego cierpienie nie budziło w nas litości. Ono dawało nam nadzieję, powodowało współczucie i żal. Choroba Ojca Świętego zjednoczyła ludzi - w szczególności młodzież, która, mimo ciemności, chłodu i łez, czekając na Placu Świętego Piotra na cud, śpiewała Ojcu do rana. Czy słyszał? Fizycznie pewnie nie, ale wierzę, że był świadomy nieplanowanego Dnia Młodzieży rozgrywającego się pod oknami Castel Gandolfo. On wiedział. Wiedział, że odchodząc, zostawia świat w rękach swej ukochanej młodzieży. Dlatego właśnie - będąc u kresu swej ziemskiej wędrówki - ostatnie słowa skierował do młodych: "Szukałem was, teraz przybyliście do mnie i za to wam dziękuję". Tak, tatusiu, przyszliśmy, by być z Tobą do końca, by zacząć Ciebie słuchać. Najgłośniej bowiem i najwyraźniej przemawiałeś do nas milcząc, z bolesnym uśmiechem dźwigając krzyż. Ty, najdroższy Ojcze, oddałeś nam swą siłę, byśmy podnieśli świat. Umierałeś cichy i bezsilny, a jednak dla nas byłeś wtedy najmocniejszym człowiekiem świata. Nie potrafię opisać pustki, jaka zapanowała we mnie po śmierci papieża. Nie umiem przelać na papier uczuć i bólu. Wierzę jednak, że nasz ukochany, święty Lolek jest teraz w niebie. Patrzy na nas, uśmiecha się tym swoim ciepłym, przepełnionym miłością uśmiechem i nam błogosławi - katolikom, protestantom i Żydom, wierzącym i niewierzącym, a przede wszystkim - młodym, "bo on do końca nas umiłował".
|