Jak
co roku w Bieszczadzkim Domu Kultury w Lesku na sali kameralnej zebrali
się słuchacze kolejnej edycji "Spotkań z Poezją". W sobotę, 10 kwietnia
mieliśmy okazję gościć Andrzeja Potockiego (informacje o autorze na www.potockiandrzej.pl) Podczas
wieczoru oprawę muzyczną zapewnili Paweł Król i Dobiesław Kokoć.
Gospodarzem wieczoru była Ewa Baranowska, dyrektor BDK, która miała o
tyle ułatwione zadanie, że wystarczyło "podrzucać kwestie", wiedziała
co robi... ... Papież w Bieszczadach -
Napisałem książkę "Bieszczadzkimi śladami Karola Wojtyły", bo na
początku lat dziewięćdziesiątych nie było już cenzury i taka była
potrzeba chwili. Obecnie przygotowuję drugie wydanie znacznie
rozszerzone. Dzięki profesor Wandzie Półtawskiej tamta książka trafiła
do Ojca Świętego, od którego dostałem osobiste podziękowanie. Teraz
inżynier Stefan Kosiarski, opowiedział mi historię wędrówek Karola
Wojtyły, wtedy już kardynała, po Beskidzie Niskim. Między innymi o tym
jak w 1973 roku rozbił namiot "na dziko" i jaki to miało wpływ na jego
dalsze pobyty na Podkarpaciu. Ale o tym więcej w książce
"Bieszczadzkimi i beskidzkimi śladami Karola Wojtyły. ... skazany na Bieszczady -
Od zawsze interesowałem się historią i etnografią. Po raz
pierwszy przyjechałem w Bieszczady 32 lata temu na chwilę, i byłem w
nich 17 lat. Prawie nic nie wiedziałem o tym zakątku. To była taka moja
prawdziwa terra incognita. I dopiero z czasem poznałem ich bogatą
historię, nie tylko losy Bojków i Łemków, ale i starożytne czasy, kiedy
z Cesarstwa Rzymskiego wiodły tędy szlaki po bursztyn. W Lesku,
poniekąd, ukryłem się przed światem. Przez kilka miesięcy pracowałem w
domu kultury, potem znalazłem pracę w PBRol-u (Przedsiębiorstwo
Budownictwa Rolnego - dla tych co nie pamiętają), z prostego powodu -
zapewniało mieszkanie. A ja miałem żonę i dziecko na utrzymaniu. Nie
dało się jednak żyć samym chlebem, szybko założyłem zespół teatralny
pod nazwą "Klub popierających poezję". Byli w nim fantastyczni młodzi
ludzie. Oni utwierdzili mnie w przekonaniu, że warto coś robić dla
innych, nawet jeśli naraża się przez to na krytykę. Życie uczyło mnie,
że po upadku trzeba się podnieść i robić swoje. Pamiętam do dzisiaj
spektakle "Pisanie ognia" czy akademię na cześć Rewolucji
Październikowej - na której zamiast nadętych peanów "na cześć" -
przedstawiliśmy znakomite liryki Majakowskiego, Jesienina, Lermontowa i
piosenki Okudżawy. Po drodze w mojej karierze było dyrektorowanie w GOK
w Olszanicy i propozycja "nie do odrzucenia" ze strony ówczesnych władz
- niektórzy z pewnością pamiętają Kazimierza Surowca, który to
zaproponował mi stanowisko dyrektora Bieszczadzkiego Domu Kultury w
Lesku, tylko dlatego, że robiłem swoje, a nie dlatego, że ubiegałem się
o jakieś tam stanowisko. ...debiuty -
Debiutowałem w '73 roku w tygodniku "Życie literackie" -
wierszami. W komisji oceniającej była Wisława Szymborska. Niestety, do
poezji wtedy zraziła mnie wszechobecna cenzura. Tomik wierszy nie
ukazał się drukiem, bo wg cenzorów sprawdzających poprawność polityczną
każdego tekstu, "źle przedstawiłem awans społeczny" albo proces
historyczny. x x x Śniło jej się że jest wolna chociaż śpi u boku wielkiego patrona z którym zmuszono ją do ślubu we wschodnim obrządku pod złotymi kopułami cerkwi I chociaż przeżyła z nim wiele lat co przeszły jak z knuta strzelił śniło jej się że teraz jest wolna Zbudziła się zgwałcona. Później
już nie próbowałem. Należę do pokolenia zafascynowanego Wojaczkiem i
Bursą. Gdy pierwszy raz usłyszałem słowo kontestacja - to
przewertowałem wszystkie słowniki i encyklopedie w poszukiwaniu jego
znaczenia. Niestety ówczesna rzeczywistość nie dopuszczała jego
istnienia. Zacząłem więc pisać do szuflady. Jednocześnie cały czas
szukałem w pejzażu kulturowym Bieszczadów swojego miejsca. Nieustannie
też uczyłem się ich i o nich. Pracując w leskim liceum, jako nauczyciel
historii po raz pierwszy zetknąłem się z telewizją. Ekipa szukała
kogoś, kto by im opowiedział legendę o Kamieniu Leskim. Padło na mnie.
Nigdy nie stałem przed kamerą, ale miałem doświadczenie recytatorskie,
prowadziłem też przez wiele lat jako reżyser teatr amatorski. To mi
pomogło. Pojechaliśmy i opowiedziałem ją. Po prostu, bez żadnych dubli. ...jednak poezja - "Madonny Bieszczadzkie" doczekały się czterech wydań, ostatnie BOSZ-owskie znakomicie zilustrował Zdzisław Pękalski. W wygasłej aureoli W szacie wypłowiałej Obnoszona przy biciu w dzwony Wokół leskiego kościoła W lektyce feretronu Pod ciężarem naszych próśb umęczona Procesyjna madonna Wciąż wstawia się za nami Coraz bardziej grzesznymi ("Procesyjna madonna") Warto ją zobaczyć będąc w Lesku, to prawdziwy skarb z XVI wieku, nie wiem czy sami mieszkańcy wiedzą... ... "Listy o miłości" -
Cóż mogę powiedzieć... zauroczenie młodą ładną dziewczyną, warte
tego by na prostej drodze złamać nogę! A ja zamiast tego napisałem
kilkanaście wierszy. ...Jeżeli znajdę kiedyś wielki ogród
zamieszkamy w nim razem a ty z zebranej przędzy babiego lata utkasz swój ślubny welon a ja zaproszę wszystkie świerszcze do naszej weselnej kapeli W rozkwicie polnych maków w czerwieni czerwca poślubię cię przed łąką i ptakami przed brzozą i wodą w strumieniu i przed maleńką mrówką która nigdy nie zwątpiła w sens swojego życia Jeżeli znajdę kiedyś najczystszy d i a m e n t ... Moja miła przecież ja go znalazłem ... jak to jest z legendami, które są autentyczne, a które wymyślone? -
To nie tak! (śmieje się) Proszę zrozumieć. Czasami od ludzi można
usłyszeć tylko dwa, trzy zdania legendy. Do nich trzeba po prostu
dobudować tło! Tło oczywiście oparte na źródłach historycznych. Ludzie
powiedzieli mi o miejscu zwanym Wisielnikiem k. Hoczwi. I tyle. O tym
dlaczego tak nazwano to miejsce musiałem doszukać się sam. Trzeba to
było ubrać w słowa. Opowiedzieć... Przecież legendy nie były
zapisywane, to był przekaz ustny, bo jeśli Bojko kończył szkołę to
stawał się Ukraińcem albo Polakiem. Współpracuję z dr Wojtkiem
Krukarem, który od kilkunastu lat prowadzi dokumentację tradycyjnego
nazewnictwa terenowego Bieszczadów i Beskidu Niskiego, zaprowadził mnie
do Skały Dobosza, na Połoninie Welińskiej, miejsca jak podawała wieść
gminna przeklętego. Gdy się po niej szło słychać było tajemnicze
dudnienie. Historię tego miejsca też trzeba było wpierw poznać, by
opowiedzieć jego legendę. Legendy pisałem 11 lat, nie dlatego, że
trudno się je pisze tylko dlatego, że mozolnie trzeba poznawać i badać
ich tło. Przygotowałem do druku "Legendy karpackie". Piszę tam o
miejscu obok Woli Niżnej (okolice Jaślisk), o nazwie Pomirki. Czy ktoś
się zastanawiał skąd taka nazwa? I co się okazało... podczas dawnych
klęsk nieurodzaju tam właśnie wynoszono starych ludzi. To straszne -
ale na pewną śmierć syn wynosił starego ojca - sam zapewne mając
świadomość, że może kiedyś jak znowu klęska nieurodzaju przyjdzie i
głód straszliwy nastanie, to być może jego dzieci - wybierając czy
nakarmić własne dzieci czy starców - i jego tam wyniosą, a na drugi
dzień przyjdą już po zwłoki, by je pogrzebać. Swoiste przyzwolenie
społeczne na eutanazję - o tym trzeba pamiętać, by nie przejść nad tym
do porządku dziennego. Kończąc temat legend powiem, że początkowo
jako historyk nie traktowałem ich poważnie, z czasem zrozumiałem, że
one też są źródłem historycznym, nie mniej ważnym niż dokumenty i
znaleziska archeologiczne. ...warsztat pracy w TV -
Miałem szczęście. Uczyłem się rzemiosła od strony realizacji
filmowej. Moim nauczycielem był Jasio Surdel, świetny operator z
krakowskiego ośrodka TVP. Z czasem zostałem dziennikarzem i redaktorem. ... autorytety -
Wykładowca Uniwersytetu Rzeszowskiego, dr Zbigniew Wolf, historyk
i filozof, kiedy jeszcze był moim nauczycielem w liceum, zaimponował mi
niesamowitą wiedzą, wręcz erudycją, zawsze chciałem być taki jak on. ...świat artystów i outsiderów -
Będąc dyrektorem Bieszczadzkiego Domu Kultury, poznałem jaki jest
tutaj potencjał artystyczny. Ale nie od razu. Kto by pomyślał, że w
Technikum Leśnym był palaczem co... Jędrek Wasielewski Połonina.
Najsłynniejszy chyba outsider bieszczadzki, którego legenda pisze się
sama... Przygarnąłem go do Domu Kultury, ale nie mogłem go zatrudnić
oficjalnie, bo nie miał nawet średniego wykształcenia. Zrobiłem z niego
komisarza Galerii w Synagodze. Tak zaczęła się nasza przyjaźń. Trudna
przyjaźń. Wpadał często do mnie do domu na pierogi. Pisał, pił, kochał
- po prostu tworzył za życia swoją własną legendę. Niechcący... Nawet
mu napisałem kiedyś etiudę "odmień się Jędrek, odmień, co ci szkodzi",
ale Jędrek miał swój świat i do końca żył po swojemu. Drugim ważnym
człowiekiem był Zdzicho Pękalski. To dzięki niemu zainteresowałem się
historią Bieszczadów. To on zaprowadził mnie do Zofii Rosiowej ze
Średniej Wsi, autentycznej artystki ludowej. Nie zapomnę tego widoku,
70-letnia starowinka, szpotawe stopy, skulona, rzeźbiła zwykłym
kozikiem cudeńka z wierzby. Dwa lata ją namawiałem, żeby mi diabła
wyrzeźbiła - ciągle słyszałem stanowczą odpowiedź: - diabła, nie! A ja
chciałem się przekonać jakie jest wyobrażenie demona w przekazie
ludowym... A tu cały czas: - diabła, nie! Po dwóch latach znajomości
odważyłem się podrążyć temat. Na jej: - diabła, nie! - spytałem
dlaczego - bo to grzech! - odpowiedziała. Powiedziałem jej, że ten
grzech to biorę na siebie i... wyrzeźbiła. Monstrum z ogonem, pokraczne
- to trzeba zobaczyć. Mam go do tej pory. Ale mam i jej Chrystusa
frasobliwego, którego najchętniej rzeźbiła. Jest u mnie w ogrodzie -
jako kapliczka - symbol. ...wyrzuty sumienia -
Największe mam wyrzuty wobec "dusiołków". A było to tak.
Przyszedł razu pewnego do mnie do domu Wasielewski z flaszeczką. Ja
gotowałem pierogi, on sam sobie polewał i recytował wiersze Leśmiana o
dusiołkach mazowieckich. I tak od słowa do słowa do demologii rodzimej
dodaliśmy dusiołki bieszczadzkie. ... Zakapiory -
"Majster Bieda czyli Zakapiorskie Bieszczady" to książka, która
opisuje świat, który powoli zaczyna odchodzić. Przez historię i epizody
ludzi w niej zawarte można było go utrwalić, zatrzymać w pamięci.
Opowieść o ludziach i o "klimacie" tamtych Bieszczadów. Wszyscy wiedzą,
że Majster Bieda był - bo go Wojtek Belon utrwalił w piosence - ale nie
wszyscy wiedzą jak ma na nazwisko i czy jeszcze żyje... o jagodowym
królu czy o Józku co miał koński charakter. W kolejnym wydaniu
poszerzyłem galerię tych barwnych postaci. Dodałem Zyźka Wilka,
nazywanego kłusownikiem seksualnym, który zginął mając zaledwie 33
lata, Ryśka Denisiuka zwanego Szejkiem lub Burym i Jurasa Dwatysięce.
Będzie tam też spory wątek o Wojtku Belonie, którego dwudziesta
rocznica śmierci mija tego roku 3 maja. ... Wątki żydowskie Urodziłem
się w Rymanowie, mieście znanym z historii i kultury żydowskiej.
Zresztą całe Podkarpacie, było mocno naznaczone przez obecność bardzo
licznej społeczności żydowskiej. Wgłębiając się w ich świat, religię i
kulturę, można się naprawdę wiele dowiedzieć i często zaskakujących
rzeczy, dla nas zupełnie egzotycznych wręcz. Chłopiec stawał się
mężczyzną, kiedy ukończył 13 lat i jeden dzień, a dziewczyna mogła
wychodzić za mąż jak skończyła 12 lat. Dlatego powstały kolejne moje
książki "Śladami Żydów w Podkarpackiem", "Żydzi rymanowscy" czy
"Podkarpackie judaika". Lesko też jest mocno naznaczone bytnością tutaj
społeczności żydowskiej. To najstarsza gmina w ziemi sanockiej.
Synagoga i olbrzymi cmentarz, to naprawdę cenne skarby, godne
pokazywania turystom. Na koniec ciekawostka - nie wiem czy mieszkańcy
Leska o tym wiedzą, że urodzony w Lesku słynny cadyk Naftali Horowic
był spokrewniony z Karolem Marksem! Trzy godziny minęły jak z
bicza trzasnął - publiczność zgromadzona licznie w sali nie chciała
wypuścić tak znakomitego gawędziarza. Okazało się, że z perspektywy
czasu Andrzej Potocki zawsze chętnie wraca do Leska. Pisząca te
słowa nie zapomni historii w I klasie leskiego LO, kiedy profesor
wchodził do klasy i zaczynał swój spektakl jednego aktora. Nigdy
wcześniej ani później tak dobrze nie poznałam historii...
|