16 II 1915. Rozkaz dla 2 armii mówi o trwaniu na pozycjach, odbiciu terenu na północ od Cisnej, by w wyniku rozpoznania walkę zmienić na plan ataku frontalnego po obu stronach drogi Cisna -Baligród. W tym czasie na terenie naszego powiatu toczą zażarte boje 3 bataliony strzelców cesarskich. Najbardziej wartościowych formacji na tym odcinku frontu. Pozwolę sobie zacytować wypis z kroniki pułku: Strzelcy cesarscy bat nr I 22-25 II. Szybki marsz do Cisnej. Ciężki bój z atakującymi Kozakami w Łopience. 26 XII - walki pod Terką, Smerekiem, Stare Sioło, 28 Stara Osada, wypoczynek w Bereżnicy Wyżnej. 1 komp. obsadza Górzankę, 2 komp. - walki w Suchych Rzekach. Szturm na pozycje w Chrewcie, odparcie ataku w Olchowcu. 3 komp-25, Horodek - odparcie ataku Kozaków, 26 -28 Wola Gorzańska. Odparcie sześciu ataków kawalerii. Te doborowe jednostki walczyły nie tylko z Rosjanami, ale także z śnieżycami, mrozem, zawieruchą. Jeszcze gorzej było w chwilach odwilży, gdy rozjechane drogi zamieniały się w topiele uniemożliwiające dostawę zaopatrzenia Na stronach pamiętnika czytamy: Wielka woda znowu pozrywała mosty w rejonie Cisnej. Na Osławie, w Szczawnem woda też zerwała most, wtedy zginęło 7 Kozaków, tylko jeden się uratował, choć go woda poniosła aż do Tarnawy. W tym czasie wspomniana kolejka wąskotorowa stanowiła jedyną pewną arterię zaopatrzenia dla wojsk. We wsi Tuchla za Radoszycami Prusacy szli do ataku 21 razy. Na metr leżało trupów. Na trzeźwo na pewno nikt by tego nie zrobił, więc chyba byli wszyscy pijani. Raz przyprowadzono do Leska 35 szpiegów przebranych w rosyjskie mundury. Podobno Prusacy. Poznali ich po tym, że mieli na ramionach nr 9, a żołnierzy z tym numerem już dawno w Galicji nie było. Pełno innych szpiegów chodzi po wsiach szczególnie przed bitwami. Moskale giną w dużych ilościach, opowiadają oni sami, że warstwami leżą, z góry przysypani śniegiem, na śniegu nowe warstwy.... Moskale mają za mało lekarzy i nie nadążają ze zbieraniem rannych, którzy zamarzają. W Polańczyku, w zniszczonym domu Cieślińskich jest teraz lazaret, gospodarze mieszkają na plebani u popadii i ksiądz Szufka z Wołkowyji. Wołkowyja zniszczona, tak samo jak Terka. Straszne tam były bitwy, leżą stosy poległych. Pod Soliną całe szeregi żołnierzy zabitych karabinami maszynowymi, wszyscy trafieni w to samo miejsce. Takie szeregi leżały naprzeciw siebie. Moskale płacą za chowanie trupów, ale i tak nie są w stanie wszystkich pogrzebać. Od lasów idzie takie powietrze, szczególnie gdy wiatr zawieje. Moskale ciągle otrzymują posiłki, ich niekończące się szeregi idą przez Lisko, ale już nie słychać żartobliwych wojennych zaśpiewań. Znów pojawiają się żałosne nutki " Przyroda znów okazuje się silniejsza od wysiłku walczących armii, bo oto po gwałtownych śnieżycach i mrozach nastąpiła kolejna gwałtowna odwilż. W najgorszej sytuacji znalazł się rejon Cisnej. Walki trwające w tych warunkach doprowadziły do wielkich strat i przemieszania jednostek. Na wszystkich kierunkach Austriacy natrafili na silny opór. Jednak sytuacja w oblężonym Przemyślu wymagała, aby podjąć kolejną próbę odblokowania twierdzy Tak więc te wszystkie boje toczone w dniach od 27 lutego do 15 marca na terenie całych Bieszczadów miały tylko ten jeden cel. Dowodzenie całością sił powierzono gen. kawalerii Tersanszkyemu. W jego wspomnieniach możemy przeczytać: Pogoda stworzyła ciężkie, przekraczające ludzkie możliwości warunki. Prowizorycznie wykopane okopy napełniały się wodą. Tysiące żołnierzy stało się niezdolnymi do walki na skutek przeziębień. Na skutek niedostatecznego wyżywienia i odzieży tysiące ludzi miało odmrożone ręce i nogi. Ranni zamarzali na miejscu nie otrzymawszy pomocy. Siły przyrody były silniejsze od wroga. Wola człowieka nie mogła powstrzymać śnieżnych zamieci, roztopić śniegu, osuszyć okopów czy 20 stopniowy mróz zamienić w łagodne promienie słońca. Tu wśród karpackich szczytów pokrywa śnieżna sięgała 1,5m, a potem znów parodniowa odwilż. Wszelkie ruchy oddziałów po zaśnieżonych, a potem błotnistych drogach wymagały ogromnych wysiłków. W tym czasie występowały braki w zaopatrzeniu. Racje żywnościowe zostały zmniejszone o połowę, a potem do jednej czwartej. Karmienie i kondycja koni odgrywających decydującą rolę w transporcie również nie była odpowiednia. Wiele koni osłabło i padło. Po raz któryś okazało się, że sztab generalny nie wyciągnął wniosków z kampanii styczniowej i stare błędy ciągle się powtarzały i to w sposób spotęgowany. Jak się okazało, piechota nie mogła liczyć na wsparcie artylerii, która posuwała się tylko dolinami. Żołnierze tygodniami nie mogli schronić się w ogrzewanych pomieszczeniach. Sypiali w pod gołym niebem. Kiedy przyszło im ruszyć do natarcia byli w stanie skrajnego wyczerpania. Na przykład 28 lutego 86 pułk piechoty honwedów, posuwał się bez rozpoznania. Kompanie dopiero po długim marszu zetknęły się z wrogiem. Podczas atakowania nieprzyjacielskich pozycji żołnierze, którzy schronili się przed kulami w okopach, na skutek fizycznego zmęczenia zasnęli w śniegu. Wielu z nich tam zamarzło. Przez tą pieską pogodę ludzie padają jak muchy. Już pierwszego dnia walk 14 dywizja utraciła 1300 żołnierzy. Z 3 bośniackiego pułku zginęło 300. Na skutek odmrożeń kolejnych 450 stało się niezdolnych do walki. Głównym celem 27 dywizji było zajęcie Baligrodu. Znów nie było czasu na rozpoznanie, pozostało więc rozpoznać położenie wroga walką. Dowództwo źle wybrało czas i miejsce natarcia, bo natychmiast natrafiono na kontrę Rosjan. Atakujący 85 pułk honwedów zaledwie na dwieście kroków od wylotu luf nieprzyjacielskich armat kompletnie zziajany i wyczerpany zwalił się na ziemię. Krótko później pułki: 34 i 85 honwedów w ciągu jednej godziny straciły w Górach Malinowych (rejon Baligród-Cisna Wola Michowa) 238 poległych i 612 rannych Natomiast 3 pułk 41 dywizji honwedów walczący pod Smolnikiem w tym czasie zmniejszył swój stan o 915 ludzi, a 69 pułk piechoty stracił 755 żołnierzy. IV batalion 82 pułku z 600 ludzi utracił 450. Zdarzyło się też, że jedna czwarta stanu osobowego 29 dywizji dostała się do niewoli, pozostała część nie nadawała się do walki. Stan liczebny 34 dywizji, honwedów zmniejszył się do 1800, a 41 do 2000 zdolnych do walki. Jeden z oddziałów 17 dywizji z 900 ludzi utracił 700. Śmierć zbierała okrutne żniwo, żołnierze bardziej obawiali się ran niż śmierci. (koniec odcinka VI).
|