Urząd Miasta i Gminy w Lesku wiązał i nadal wiąże znaczne nadzieje z
programem telewizyjnym Miasto Marzeń, chociaż już wszystkie niemal
gazety centralne i regionalne nie pozostawiły na programie suchej
nitki. Wejścia na żywo miały być hitem, a okazały się marną propagandą
zarówno jednego, jak i drugiego miasta. Pan, który miał zadbać o
promocję obu miast, wprawił burmistrzów - przynajmniej tak odebrali to
widzowie - w niemałe zakłopotanie. Ni to reklama, ni marketing. Jednym
słowem okazaliśmy się za mali jak na rozmach i możliwości specjalisty
od marketingu.
Dla lepszego zobrazowania wywodów eksperta od promocji, region leski i
Bieszczady w ogólności winny wyznaczać pułap ilościowy turystyki
masowej w 2-3 miesiącach letnich, a zdecydowanie kłaść mocny nacisk na
turystę wykwalifikowanego, wg niego, z grubym portfelem oraz z wyższym
wykształceniem. Stwierdzenie takie może wywołać szok, zwłaszcza jeżeli
by potraktować sprawę poważnie. Jak wydzielić grupy turystów z grubym i
chudym portfelem? Jak kontrolować ich wykształcenie? Jak potraktować
turystę, który chce i może zostawić w Lesku czy w Ustrzykach nie 200
zł, a 15 - 20? A co z dziećmi?
Ekspert sugerował, że dla Bieszczadów najbardziej odpowiednim logo
byłby wilk, a maskotką bieszczadzki zakapior z nieodłączną siekierą,
kapeluszem i brodą. Tośmy się doczekali. Ilu odważnych przyjechałoby w
Bieszczady na spotkanie z wilkiem lub zakapiorem? Ilu "kwalifikowanych"
turystów jest on w stanie zachęcić? (Zniechęcić!). Pokazywany już chyba
dziesiąty film dokumentalny o jednym z nich Krzysztofie Brosie i jego
niezrównoważonej dziewczynie woła o pomstę do nieba, bo sugerowanie
widzom, że jesteśmy w Lesku, gdy tymczasem ani to Lesko, ani powiat
leski tylko ustrzycki jest ewidentnym przekrętem i manipulacją faktami
przez ekipę realizatorów. I kogo ma zachęcić?
Podane w prasie liczby, z których wynika, że koszt realizacji MM
oscyluje w granicach 7mln - poraża swoją wymową. Na co poszły tak
ogromne sumy? Gdzie szukać potwierdzenia, że tak ogromne pieniądze nie
zostały wyrzucone w błoto? Jak wyjść z tego z twarzą?
Tego już nawet najlepszy ekspert nie będzie w stanie wyjaśnić.
A wystarczyło - jak już TP PR1 chciała pokazać reality z dwóch polskich
miast - zlecić nakręcenie materiałów telewizjom regionalnym w Rzeszowie
i Szczecinie czy Koszalinie. Zapłacić realizatorom po 1 mln i zapewnić
sobie materiał prima sort, bo i teren i realia znają jak nikt.
Zrobiliby to sumiennie i ze smakiem, wg założeń prezentowanych na
początku przez telewizyjną wierchuszkę. A zaoszczędzone 5 mln
przeznaczyć na inne cele, np. na rozbudowę i rozwój dwóch miast i
zapewnić sobie nieśmiertelność przynajmniej w sercach ludzi
zamieszkujących te piękne i wcale niełatwe do życia tereny.
Szkoda, że teoria burmistrza o tym, że nieważne czy mówią dobrze czy
źle, byleby mówili, w tym konkretnym przypadku nie przekłada się na
realne korzyści. Nawet dla niego samego.
W Czaplinku przynajmniej Wiśniewski wybuduje dom i spełni jedno marzenie, a w Lesku?
Z powyższego wieje grozą. A może to tylko niespełnione marzenia o lepszym mieście?
|