W tym roku leskie LO wystawiło do konkursu dwie drużyny: jedną
reprezentującą Szkolne Koło PTTK (w składzie: Ania Konik, Kamil
Bandrowski i Paweł Wołk) i drugą pod "patronatem" Szkolnego Koła PTSM
"Połoniny" (w składzie: Katarzyna Konik, Angelina Duma i Kamila
Romanek). Dowództwa nad tymi pododdziałami podjęły się prof. Katarzyna
Wermińska i prof. Dorota Białogłowicz. Wielki start przewidziany był na
21 maja i tego też dnia rozpoczęły się turniejowe potyczki.
Jak zawsze konkurs podzielony był na kilka różnych etapów. Pierwszym
było tzw. "Turystyczne ABC", czyli wycieczka krajoznawcza po Lesku...
choć może nie do końca nastawiona na rekreację i rozrywkę. Drużyny
miały za zadanie "biegać" po mieście (teoretycznie rzecz biorąc z mapą)
i zatrzymując się na różnych punktach rozwiązywać tam przygotowane
specjalnie dal nich zadania. Punkt numer jeden mieścił się w Bursie,
gdzie trzeba było wyznaczyć odpowiedni azymut na "sucho", czyli na
kartce papieru. Do dyspozycji zawodnicy mieli szeroki asortyment
specjalistycznych przyrządów "geodezyjno - kartograficznych" tj.
kątomierz i linijkę, ale to i tak wystarczająco dużo, by uporać się z
zadaniem. Na drugim punkcie czekało na wszystkich rozpoznawanie
atrakcji turystycznych naszego województwa. 10 szczególnych i...
znanych przez wszystkich obiektów i 10 pustych miejsc na karcie
startowej, aby wpisać w nich przypuszczalne i poprawne odpowiedzi.
Jednak ciekawszym, a może nawet najciekawszym okazał się punkt
trzeci... pokonywanie przeszkody terenowej. Ten akurat odcinek można
było zaobserwować z bliska przy naszym liceum. Profesor Stanisław Lelek
z otwartymi ramionami witał wszystkich startujących i z uśmiechem
pokazywał jak przejść po kamieniach żeby nie wpaść do wody, jak latać
na linie, czy jak trafić kręglem do celu. Wbrew pozorom nie jest to
takie łatwe... ale nie będę się dłużej nad tym rozwodzić...
Przedostatnie zadanie (w Amfiteatrze), dowodzone przez prof.
Białogłowicz, to mierzenie długości i wysokości za pomocą hm...
"własnej wyobraźni", tzn. praktycznie niczego. Trzeba było określić
wysokość drzewa posługując się dowolną, wymyślona przez siebie metodą -
byle trafną. Cóż, taktyki były różne: "na oko", linijką, patykiem,
koleżanką z drużyny... jak to ktoś mądrze powiedział: "Człowiek uczy
się przez całe życie". I ostatnia etap "Turystycznego ABC" -
rozpoznawanie tropów zwierząt. Jakie wrażenia po nim? Wiemy teraz, że
ślady rysia "można" pomylić ze śladami... kuny, a lisa z wilkiem, no i
przede wszystkim, że ptaki polskie mają bardzo podobne "znaki
rozpoznawcze". Tak właśnie wyglądała pierwsza konkurencja, po niej to
właśnie poniektórzy odetchnęli z niezmierzoną ulgą... te zmagania
"sprawnościowe". Jako druga sen z powiek startujących spędziła
"Samarytanka" praktyczna. Udzielanie pierwszej pomocy nie jest wcale
rzeczą łatwą (zwłaszcza wtedy, gdy rękawiczki nie chcą się ubrać, a
czas leci...). Sztuczne oddychanie na fantomie jeszcze jakoś powiedzmy
"do przodu" (nie biorąc pod uwagę małych problemów z kalkulowaniem
uciśnięć na klatkę piersiową... wahania od 10 do 15), ale na łopatki
rozłożyły dwie "turystki" napotkane na szlaku, którym należało w jakiś
sposób pomóc. To tak: na ile mogliśmy to pomagaliśmy... w czasie trzech
minut, odliczając pół minuty na felerne rękawiczki. Jedna ze złamana
nogą i skaleczonym palcem, a druga z rana paznokcia i na domiar
wszystkiego ukąszona przez "coś". Na jakiej wycieczce one były? Stojąc
pod drzwiami i czekając na swoją kolej czas dłużył się nieubłaganie, a
jak już weszło się do środka, jak na złość pędził do przodu. Po
"Samarytance" ulubiona przez niektórych konkurencja - "Rowerowy tor
przeszkód". Bo przecież co to jest przejechać slalomem, po desce, pod
poprzeczka, zatrzymać się "idealnie" na linii, zrobić ósemkę, przenieść
rower po kamieniach, przejechać po równoważni, czy trafić piłką do
wiaderka w trakcie jazdy... w praktyce wychodzi jednak różnie i nie
zawsze "kolorowo". I po tych właśnie sprawnościowych sprawdzianach
"uczestnik teoretyk" mógł wreszcie odetchnąć z ulgą. Limit zadań
"ruchowych" na ten dzień został wyczerpany. Teraz nadeszła pora na
testy. Test krajoznawczy dotyczył wszystkiego co wiedzieć należy o
naszym województwie oraz troszkę wiedzy o województwie kujawsko -
pomorskim (gdzie odbędzie się finał ogólnopolski). Jakie pytania? Hm...
po wyjściu z sal i "konsultacji" między sobą - o dziwo - przystępne.
Nasze umiejętności turystyczno - topograficzne sprawdzał test dotyczący
właśnie tych dziedzin. Ze "strachem w oczach" i linijką w ręce
zagłębialiśmy się w kolejne strony z zadaniami... Pierwsza strona -
może lekko bez komentarza, a dwie pozostałe, już lepiej, zresztą to i
tak wszystko zależy od tego, co kto lubi. Pozostały już tylko dwa
testy: wiedzy o ruchu drogowym i o pierwszej pomocy. Te sprawdziany to
razem 20 minut, po 10 na każdy i oczywiście, żeby zawodnikom
przypadkiem nie było za lekko obydwa to tzw. "testy wielokrotnego
wyboru"... prawie jak na egzaminie na prawo jazdy (może z tylko jedną
małą różnicą - mimo wszystko na konkursie jest mniej stresu...). I
po takich przeżyciach, po praktycznie wszystkich już konkurencjach,
można było wreszcie trochę odsapnąć i teoretycznie "odespać" (z
praktyką różnie bywało...). 33 konkurs to nie tylko konkurs, w
którym startowały drużyny z LO, ale także taki konkurs, w którym inni
uczniowie z LO pomagali w sprawach organizacyjnych. Kilka osób
"pracowało" między innymi jako fantomy - turystki podczas samarytanki,
pomagało przy "Turystycznym ABC", czy przy "Rowerowym torze przeszkód".
Ale najlepsze zajęcie miała "obsługa komputerowa"... chłopcy siedzieli
i siedzieli i siedzieli... i wtłukiwali w klawiaturę wszystkie cyferki,
nazwiska, miejsca... pełne wyrazy uznania - "troszkę" tego było.
Dzień drugi OMTTKu. Punkt 800, po śniadaniu, wszyscy udali się na
wyciąg na Huzelach, gdzie miał odbyć się turystyczny marsz na
orientację. Mapka w dłoń, 75 minut, 7 punktów "gdzieś" schowanych i do
dzieła. Ta konkurencja jest, można powiedzieć, "lubiana - nielubiana"
przez różne drużyny, to wszystko zależy od umiejętności odnalezienia
się w "nowym" otoczeniu. Nasze drużyny? Raczej pozytywnie. Wszyscy z
lasu powrócili... I to już koniec. Teraz pozostało nam tylko czekać
z cierpliwością na wyniki. Oczywiście wliczaliśmy w czas oczekiwań
"delikatny", tradycyjny już poślizg... ale jak widać było na co czekać.
Wszyscy w takim samym "napięciu" na sali i pan Jan Barut odczytujący
poszczególne miejsca. Jaki finish? Drużyna PTTK LO Lesko jedzie dalej
na etap centralny do Bachotka w województwie kujawsko - pomorskim!
First place! Drużyna PTSM LO Lesko - na 5 pozycji, jak na pierwszy raz
bardzo dobry wynik. Cóż nam więc pozostało, hm... może dziwnie zabrzmi,
ale chyba uczyć się. Teraz wymagana wiedza dotyczyć będzie całej Polski
w 50% i w drugich 50% wiedzy o województwie, które będzie nas gościło
(przeliczając na cyferki jest to ok. 1100 stron "Słownika geograficzno
- krajoznawczego Polski", 376 stron "Kanonu Krajoznawczego" i "n" stron
innych pomocy naukowych...). Zobaczymy... Długo można by wspominać
trudne i zarazem komiczne początki startowania w Ogólnopolskim
Młodzieżowym Turnieju Turystyczno Krajoznawczym. Troszkę stresu, pytań
"co by było gdyby", nerwów, ale przede wszystkim dobra wspólna zabawa.
Dla niektórych to dopiero pierwszy konkurs, nowe doświadczenie, a dla
niektórych tegoroczny konkurs jest podsumowaniem i teraz pozostanie z
pewnością czymś co będziemy z chęcią i uśmiechem nie raz wspominać.
"Powiewając kaszkietem nieba witają nas bezdroża wzbijając kurz..." Jerzy Harasymowicz Bezdroża
|