Pierwszą ważną zasadą, którą znają wszyscy lotników jest - nie zatrzymać się! Tę zasadę stosujemy też w życiu.- mówi Wacek Kuzło, pilot i współzałożyciel Bieszczadzkiej Grupy Sportów Extremalnych. -Mariusz Witlański i Waldek Ochal i
ja odkąd się poznaliśmy - zaczęliśmy snuć wspólne marzenia o czymś w
rodzaju oazy dla paralotniarzy w Bieszczadach. Szukaliśmy kilka lat
swojego miejsca, które będzie wymarzone dla lotów przy wszystkich
kierunkach wiatrów. Bezmiechowa jest dobra, ale tylko gdy wiatr ma
kierunek południowy, Weremień - północny. Poza tym w jednym i drugim
miejscu paralotniarze są na drugim miejscu - muszą ustąpić pola
szybowcom i samolotom. -
Marzyliśmy o miejscu uniwersalnym, zarówno dla paralotni jak i innych
dziedzin sportu, które oferujemy czyli paintballa, qadów, off road i
było jak w przypowieści o poszukiwaniu szczęścia, szukaliśmy daleko, a
... było w zasięgu wzroku! - mówi Mariusz Witlański. - Miejsce które
spełnia wszystkie nasze oczekiwania, jest blisko Leska, posiada 1800 m
drogi i ustawienie umożliwiające loty zarówno przy południowym jak i
północnym wietrze. Mało tego - jest między Bezmiechową, a Weremieniem - patrząc przez pryzmat tras lotów.
- Oczami wyobraźni widzę tam Bieszczadzkie Centrum Lotów
Paralotniowych, które było by wizytówką Leska i jego atrakcją, która
wyróżniałaby je w tej części Polski. Podobne jest nad morzem w
miejscowości Borsk z tym, że my bylibyśmy oryginalniejsi, bo u nas hol
byłby na płaskim terenie, który jest i tak w górach! Mamy
przeszkolonych instruktorów, świetne miejsce i warunki, żeby w
przyszłości pokusić się np. o organizację tutaj imprezy o randze
ogólnopolskiej czy nawet europejskiej. Dlatego musimy sami się
doszkalać i zdobywać punkty w zawodach - by swoimi wynikami przyciągnąć
tu osoby, które chcą spróbować tej dyscypliny sportu.
Przy dobrych warunkach, można tu przecież wyholować zawodnika na taką
wysokość, by przez 3 do 4 godzin doleciał np. do Rzeszowa czyli na
odległość w linii prostej 100 km. Aby tak daleko latać obecnie trzeba
jechać np. w Alpy a nie wszystkich na to stać. - Wacek Kuzło. Droga
i teren wymaga pewnych nakładów, co możemy robimy własnymi siłami np.
wycinamy krzaki, część inwestycji mamy nadziej, że burmistrz i jego
urzędnicy popatrzą przychylnie na nasze przedsięwzięcie. Będzie to
przecież niesamowita promocja dla miasta! Ludzie jadąc gdzieś na urlop
chcą przecież przeżyć coś niezwykłego. A lecąc z instruktorem na
paralotni, będą mogli zobaczyć i zrobić samodzielnie zdjęcie panoramy
Leska - przecież to niepowtarzalna pamiątka! Na pewno opowiedzą o
takiej przygodzie gdy wrócą do domu, kilku osobom. Taka forma reklamy
jest bardzo skuteczna. - mówi Mariusz. Lot z instruktorem trwa 10 -
15 minut, pasażer wraz z instruktorem jest holowany na wysokość ok. 500
m, pierwszy strach ustępuje. Poziom adrenaliny podnosi się na długo, wszyscy "przeleceni" - śmieje się instruktor - chcę powtórzyć lot. Za każdym razem widzi się w powietrzu coś nowego. Pomysły
młodych ludzi są śmiałe, wychodzą poza ramy typowej turystyki. Dla
tradycjonalistów samo słowo ekstremalny już wzbudza "ale". Dzisiejszy
sposób spędzania wolnego czasu bardzo się zmienił, ludzie potrzebują
wrażeń i to coraz mocniejszych. Kto wie czy właśnie Team
ExtremalneBieszczady nie jest lokalną odpowiedzą na zapotrzebowanie ze
świata? Niedawna wizyta eksperta z Warszawy przyniosła miastu hasło:
wyróżnij się albo zgiń! Odpowiedzą grupy jest Bieszczadzkie Centrum
Lotów Paralotniowych, kto się przyłączy? Szczegóły na stronie http://extremalne.bieszczady.pl
|