Dwa Światy - jedna granica - www.bieszczady.info.pl    
       
 
   
 
 

Dwa Światy - jedna granica


2000-12-14 20:34:55 ostatnio zmieniony: 2004-04-14 20:51:35
Grzegorz Krusiec  


27 września, godzina 6.45, Przełęcz Bukowska. Blady świt. Poranne słońce, ledwo powstałe za Linią Curzona, zimnym, rudym blaskiem oświetla bieszczadzki worek, ten skrawek Bieszczadów, który jeszcze nie tak dawno był terenem niedostępnym dla „zwykłego śmiertelnika”.

Zachodnia część Nadsania tonie w snujących się z wolna mgłach. Jest zimno. Z południa wieje zimny, przenikliwy wiatr, Bieszczadyz siła tak wielką, iż zagłusza słowa rozmowy. Jednak to, co można ogarnąć wzrokiem: wschodniobieszczadzki Pikuj i lśniący na biało-błękitno (śnieg!?) wierzchołek gorgańskiej Popadii, ledwo, ledwo widocznej w oddali, jest w stanie wynagrodzić wszystkie dotychczasowe niedogodności: krótki sen, pobudkę o 4ej rano, szaleńczy marsz w rzedniejących ciemnościach z Wołosatego; wszystko po to, by tam, na górze, być jak najwcześniej.
Mrużąc oczy spoglądam na wschód: Kińczyk Bukowski, Stinska, Opołonek, Piniaszkowy i dalej, poprzez źródła Sanu do Sianek. To moja trasa. Wiedzie granicznym płajem, jest więc dodatkowe utrudnienie w postaci nierównej, wąskiej i w rezultacie dość niewygodnej ścieżki. Pomimo, że uzbrojony jestem we wszystkie niezbędne od strony turystycznej i formalno-prawnej narzędzia, nie mogę pozbyć się uczucia niepewności i niepokoju, nieobcego chyba wszystkim udającym się w nieznane a puste obszary. Margines bezpieczeństwa jest wysoki, gdyż idąc wedle granicznych słupków nie sposób się zgubić, jednakże nie jest on pełny, jako że zakres nieprzewidywalnych wydarzeń nie ogranicza się do zmylenia drogi. Takie uczucie niepewności towarzyszyć mi będzie przez cały czas.

BieszczadyWybieram się sam, w pojedynkę, choć nie taki był mój zamiar. Niestety, kontuzja odniesiona przez kolegę uniemożliwiła mu marsz. Pożegnalny uścisk dłoni i rozchodzimy się: on na Rozsypaniec i Halicz, ja zaś do granicy, umówiwszy się uprzednio o 1 po południu w Siankach. Zostaję sam na sam z górami i ich nieznanym odcinkiem. Poza mapą (topograficzną, dla ułatwienia orientacji w terenie), nie dysponuję żadnym opisem drogi.

Ruszam na wschód, prosto w słońce. Trawa albo mokra od rosy, albo (w cieniu) sztywna i chrzęszcząca od szronu. Nadal silnie wieje. Co pewien czas spoglądam na południową stronę grani, gdzie w dole widać ukraińskie wioski i wzniesienia, niewidoczne z Polski. Pomimo, że ścieżka nie jest wygodna, dość szybko, bo po trzech kwadransach, zarówno ze względu na chłód, jak i inne czynniki, poprzez kolejne skalisto-trawiaste wzniesienia, docieram na Kińczyk Bukowski (sł. gr. 173). Pod szczytem spotykam myśliwego z sąsiedniej strony, który po wymianie pozdrowień udaje się w swoją stronę, na dół.
Wierzchołek Kińczyka. Skalisty, z nieckowatym wgłębieniem, wypełnionym pozostałościami po kamienno-drewnianym schronie pochodzącym najprawdopodobniej z czasów Wielkiej Wojny, gdyż jako żywo przypomina zdjęcia zamieszczane w przedwojennych przewodnikach po Karpatach Wschodnich; oświetlony coraz to wyżej wspinającym się słońcem, stwarza niesamowite wrażenie, które dodatkowo wzmacnia świst wiatru i zimno przenikające na wskroś. Wśród resztek przerdzewiałego drutu kolczastego, owiniętego wokół drewnianych słupów i poruszanego podmuchami wiatru, dostrzegam granitowy polsko-czechosłowacki słupek graniczny. Przewrócony, samotny, ale i dumny, z wyraźną datą 1923 i literą ”P” z jednej, zaś „CS” i 1920 z drugiej strony mówi wszystko o przeszłości tego miejsca, regionu, ludzi. Jest to pierwszy, ale nie ostatni relikt przeszłości napotkany na trasie, jednakże ten najbardziej zmusza do zadumy i refleksji. Podobnie jak w Gorganach czy Czarnohorze prowokuje cały szereg myśli o losach państw, narodów, ludzi, spowodowanych wędrówką granic.

BieszczadyRuszam dalej, teraz głównie schodzę. Trawersem, przez wysoką na ponad metr trawę, omijam wierzchołek Stinskiej i dochodzę, łagodnie to podchodząc, to schodząc, do słupka numer 180. Natrafiam na granicę lasu. W tym miejscu trzeba uważać, by nie zbłądzić na stronę ukraińską, gdyż granica, w przeciwieństwie do grzbietu, skręca tu gwałtownie na północ schodząc łukiem na przełęcz Żydowski Beskid. A trudno jest opisać uczucie, kiedy okazuje się, że potok płynie na południe, zaś między drzewami widać nasyp linii kolejowej do Użhorodu. Zaś w charakterze dodatkowej atrakcji może wystąpić na przykład patrol ukraińskich pograniczników, który znajduje się przed tobą. Lub za tobą.
Po przebyciu najniższego punktu na trasie (słupek 204), wspomnianej przełęczy, dość mozolnie wspinam się na Opołonek. Powoli moim oczom ukazuje się polski, potem ukraiński znacznik graniczny (oba o nrze 214), za nimi zaś ... dwa pasma gęstych zasieków z drutu kolczastego, regularnej postradzieckiej „sistiemy”. Staję w pół kroku. Ściągam plecak i z lekka zahipnotyzowany, nie wierzący w realność widoku, zbliżam się do drutów. Prawdziwe. Cienki drut kolczasty, osadzony na specjalnych izolowanych uchwytach, co kilkadziesiąt metrów był podłączony do prądu, co widać po nieczynnych przyłączach. Wzdłuż płotu-droga dla pojazdów. Obrazek z przeszłości. Wokół cisza i spokój. Brzęczą owady, ćwierkają ptaki, czasem wiatr przyniesie z dołu stłumione odgłosy wiejskiego życia, szczekanie psów. Otoczenie narzuca styl zachowania, aż strach zburzyć ten spokój i, paradoksalnie, harmonię.

BieszczadyCzas iść dalej. Na Opołonku znowu trzeba wzmóc uwagę, gdyż przy następnym słupku granicznym (215) granica skręca gwałtownie na północ, stromo w dół, zaś droga i zasieki ciągną się na wschód, wzdłuż grzbietu. Poważne zejście, potem zaś powolne podejście pod Piniaszkowy (sł. gr. 219). Przesieka graniczna staje się coraz bardziej zarośnięta i aż kusi, by przejść na drogę wzdłuż zasieków, które po jakimś czasie pojawiają się po prawej stronie granicy i towarzyszą mi aż do słupka 224, to znaczy źródeł Sanu. Ja jednak wybieram drogę lasem, po polskiej stronie, jakieś 15-20 metrów od linii granicy. Łagodnym zejściem dochodzę do niewielkiej łąki. Stoją tu słupki graniczne oraz krzyż i kamień, postawiony przez Ukraińców. Na kamieniu tablica informująca, iż jest to początek biegu rzeki San. I rzeczywiście, kilka metrów dalej, w strasznych chaszczach widać jar, zaś dalej mały, wijący się strumyk, który musi być (i jest) Sanem.

Iść dalej granicą nie sposób, zarośla i rzeka czynią to wręcz niemożliwym. Obieram więc na wyczucie kierunek północno-wschodni w nadziei, iż dotrę do punktu widokowego w Siankach, końca ścieżki dydaktycznej BdPN z Bukowca, co rzeczywiście po kilkunastu minutach następuje. Teraz pozostaje już tylko spacer do Bukowca, przez Beniową.

BieszczadyStojąc w Siankach i spoglądając na przemian to na Sianki, to na widoczny pomiędzy drzewami szczyt Opołonka, sprawdzam czas-przejście opisanego odcinka zajęło mi 4 godziny, jest bowiem 11:00, a więc o 1/3 mniej niż planowałem. Dopiero teraz czuję zmęczenie, głód, konotuję, że jestem przemoczony, jednak emocje mnie nie opuszczają. Właściwie dopiero teraz mam czas, by je przeżyć i przeanalizować. Dopiero teraz ogarniam całość tego, co się stało. Dopiero teraz w pełni uświadamiam sobie ogrom i ilość ewentualności, które gdyby się wydarzyły, to .... Lepiej nie mówić. Wszystko to jednak blednie wobec świadomości, że należę do grupy naprawdę nielicznych osób, które przeszły opisaną trasą. Ilość wrażeń, szczegółów, wspomnień utrwalonych na zdjęciach i taśmie wystarczy, by długo ten dzień pamiętać i przeżywać na nowo. Poczucie głębokiej i wzniosłej nieco satysfakcji jeszcze długo nie będzie mnie opuszczać. I gdzieś tam, wewnątrz rodzi się powoli tradycyjne pytanie: następny wyjazd-dokąd? I znana stała odpowiedź: Bieszczady, choć może, tak jak kiedyś... ponownie, Gorgany, Czarnohora, Karpaty Marmaroskie...


Strona główna serwisu   Dodaj swój komentarz.
 
 
 
 

Znajomość prawa pomaga

2008-09-02 15:17:58

Znajomość prawa pomaga - to projekt realizowany przez Stowarzyszenie Kobiet Bieszczadzkich „Nasza Szansa” z Leska mający na celu przeciwdziałanie przemocy domowej i przemocy wobec kobiet.
więcej czytaj więcej

Można inaczej - SOS w Lesku
Moje prawa - moją szansą!
Edukacja ekologiczna
Wystawa w Czarnej

  archiwum Archiwum


Webcam - Ustrzyki Górne

webcam www.bieszczady.info.pl  na Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) - Ustrzyki Górne



Szukaj w bieszczady.info.pl
 
Ciekawe serwisy
Mazury Zakopane
Karkonosze Online Przemyśl
Kwatery, pensjonaty,noclegi
Spływy kajakowe, Kajaki, Mazury
Hotele w Warszawie
 
  © Bieszczady Wirtualnie 1998 - 2008    
Kontakt  Prywatność  Reklama
Liczba osób na www.bieszczady.info.pl: 4