Bieszczadzka przygoda Wojtka Belona - www.bieszczady.info.pl    
       
 
   
 
 

Bieszczadzka przygoda Wojtka Belona


2005-09-07 08:44:52 ostatnio zmieniony: 2005-09-12 13:45:06
Andrzej Potocki  



Wojtek Belon miał może siedemnaście lat, jak zaczął przyjeżdżać w Bieszczady i zaczepił się u Lutka Pińczuka w schronisku na Wetlińskiej. Był jednym z wielu ówczesnych domokrążców, to znaczy, kiedy zaczynał odczuwać głód, krążył po schronisku i czekał na kolejną grupę turystów, którzy przychodzili z własnym wiktem, i dosiadał się do nich z gitarą. Częstowali go czym chata bogata, wydatnie uszczuplając swoje zapasy noszone w plecakach. Andrzej Marnik podczas jednego ze swoich goprowskich dyżurów na Wetlińskiej nagrał na magnetofon kasetowy kilkanaście piosenek w wykonaniu Belona, który tak bardzo zadomowił się w Bieszczadach, że został nawet kandydatem na ratownika w Bieszczadzkiej Grupie GOPR. W jakiś czas potem założył swoją grupę - Wolną Grupę Bukowina.
Rekonstruując bieszczadzką przygodę Wojtka Belona, dotarłem do wielu osób. Wojtek pojawił się w Bieszczadach w 1967 r. Przyjechał do Sanoka z kolegą z Buska Zdroju - Bogdanem Ptakiem, bo ten miał tu babcię, u której bywał na każdych wakacjach. Na te w sześćdziesiątym siódmym wybrał się z nim piętnastoletni Wojtek. Na następne, za zarobione przez 3 tygodnie w sanockim PZGS-ie przy rozładowywaniu wagonów pieniądze, zrobili sobie razem z Krzyśkiem Baranowiczem kilkutygodniowy wypad nad zalew do Myczkowiec, bo jeszcze wtedy nie było zalewu solińskiego.
Ptak już wówczas grał zupełnie przyzwoicie na gitarze i to od niego Wojtek nauczył się szarpania strun. Baranowicz w 1969 r. zrobił uprawnienia przewodnika PTTK na Bieszczady i w kolejne wakacje Wojtek kilkanaście razy towarzyszył mu w dwu- i trzydniowych wycieczkach autokarowych. Wtedy właśnie zapadł na tę bieszczadzką chorobę nieustannego doświadczania dobrego i złego i poznał też Władka Nadoptę - Majstra Biedę.
Po skończeniu "ogólniaka" edukował się w Studium Kulturalno-Oświatowym w Tarnowie. Wówczas zaprzyjaźnił się z Leszkiem Mnichem, bieszczadzkim goprowcem, którego siostra Zosia też uczyła się w tym studium. Łazili razem po Beskidzie Niskim, a później po Bieszczadach. Wojtek długo nie zagrzał miejsca w Tarnowie, bo po roku zdawał na Katolicki Uniwersytet Lubelski. Gdy potem przejeżdżał przez Krosno, często wpadał do Mnichów.
Belon zadomowił się w Bieszczadach na dobre w 1972 r. 15 marca wyszedł ze schroniska na Wetlińskiej i miał wkrótce wrócić. Zapadł zmierzch, a jego wciąż nie było. Poszli goprowcy po jego śladach i znaleźli go tuż przed północą po zatwarnickiej stronie połoniny. Był skrajnie wyczerpany. Gdyby go nie odszukali, jego ziemska wędrówka już w tamtą noc dobiegłaby kresu. Wkrótce Wojtek zaniechawszy dalszego studiowania w Krakowie, załapał się na Wetlińską na dłużej.
Schronisko na Wetlińskiej już wówczas stawało się najbardziej magicznym miejscem w Bieszczadach. Prowadził je wtedy Wojtek Gajda, który inicjował różnego rodzaju śpiewogry, jako że sam zupełnie dobrze grywał na gitarze i śpiewał. Wspomagał go Staszek Purchla, kiedy miewał na połoninie goprowskie dyżury, i rozniosło się po świecie, że jest takie miejsce, gdzie można przy gitarze i słowach, przy wódeczce i piwie, do samego rana balować. Gościli tu m.in. Jacek Kleyff, Michał Tarkowski i Janusz Weiss - twórcy Salonu Niezależnych, czy Krzysztof Jasiński - scenograf z Teatru "Stu". Spotykali się na Wetlińskiej ludzie z Krakowa, z Wrocławia, z Lublina. Do podobnej roli aspirowało schronisko studenckie w Komańczy, prowadzone przez Krzysztofa Ołtarzewskiego, niestety nieistniejące już, bowiem strawił je pożar. Kiedyś na zorganizowanym tam festiwalu piosenki turystycznej Wojtek śpiewał trzy piosenki w konkursie i dwie poza z chórem młodych goprowców, w którym był m.in. Leszek Mnich.
W schronisku na Wetlińskiej mieściła się dyżurka GOPR-u, więc kiedy trzeba było pójść na ratunek, szedł kto żyw. Poszedł i Belon, żeby ratować dziewczynę, która utknęła na Smereku i tak jak on przed dwoma miesiącami, nie miała już siły, żeby iść dalej. Wziął udział w ośmiu wyprawach ratunkowych. W czerwcu 1974 r. został tu, w Bieszczadzie ratownikiem kandydatem, a tam, w Krakowie razem ze swoją Wolną Grupą Bukowina dostał nagrodę specjalną na XI Festiwalu Piosenki i Piosenkarzy Studenckich. Wystąpił jako student WUML-u, czyli Wieczorowego Uniwersytetu Marksizmu i Leninizmu, bo festiwal był studencki, a on, prawdę powiedziawszy, wtedy nigdzie nie studiował. Nagrodę główną zdobyła m.in. Ela Wojnowska, która w cztery lata później w sali modlitewnej leskiej synagogi znakomicie zaśpiewała koncert piosenki poetyckiej. Naturalny pogłos, jaki się tam wytwarza, nadaje słowom i dźwiękom niebywałą wibrację. Bez wątpienia słyszy je Bóg Ojciec.
W święta Bożego Narodzenia Wojtek dyżurował na Wetlińskiej już jako goprowiec. Przyjechała jego dziewczyna Joanna, z którą później się ożenił. Śpiewali: Bóg się rodzi, moc truchleje..., a góry nade mną jak niebo, a niebo nade mną jak góry... i wreszcie on sam kołysankę dla Joanny:
Zanim mi sen na oczy spłynie
Moje myśli szybują przez lufcik
Żeby Cię ujrzeć w ową chwilę
Gdy włosy czeszesz przed lustrem
Potem były kolejne znaczące sukcesy i nagrody i kolejne powody do radości i świętowania. "Bukowinę II" napisał ot tak, jak siedzieli z Leszkiem Mnichem we fosie w Nowosielcach koło Sanoka, popijali piwo i czekali na okazję, żeby się zabrać dalej, w Bieszczady.
Wojtek nie był zbyt obowiązkowy, podobnie jak Jędrek Połonina, z którym się zaprzyjaźnił. Wychodził nagle bez wieści, nie mówiąc dokąd idzie i kiedy wróci. Początkowo wszyscy go kryli, ale po jakimś czasie byli nim zmęczeni. Nie zgłaszał się na zaplanowane wcześniej dyżury albo przyjeżdżał ze swoją dziewczyną Joanną, siostrą Baśką, z "Zajączkiem" i Wojtkiem Juszczyszynem i wtedy, jak mówi Jurek Żak, też goprowiec, imprezy były przednie. Oczywiście w pełni kulturalne. Kilka razy Belon z Kaśką, taką sympatyczną nauczycielką z Kalnicy, i Maćkiem Zembatym zaszli na bimber do Strzebowisk, do brata Ryśka Szocińskiego. Recytowali wiersze, śpiewali piosenki, jak to młodzieńcy na początku swojej artystycznej drogi. Było uroczo i bimber nikomu nie zawrócił w głowie.
 Już zupełnie Belon zaczął tracić serce do GOPR-u, gdy zaczęli obsadzać go na dyżury w Ustrzykach Górnych, gdzie nudził się setnie. Jednego razu zwyczajnie narozrabiał i na tę okoliczność "złej działalności propagandowej na rzecz Bieszczadzkiej Grupy GOPR spowodowanej przez ratownika kandydata W. Belona" spisano notatkę służbową. We wrześniu 1975 r. przestał być kandydatem ratownikiem. Bolało jednak serce za górami, za balangami z goprowcami, więc wprosił się po zimie, w kwietniu następnego roku do Grupy Podhalańskiej GOPR i zamienił Wetlińską na Turbacz w Gorcach i Luboń w Beskidzie Wyspowym. W schronisku na Luboniu odbyło się jego wesele z Joanną.
Któregoś dnia, najzupełniej przypadkowo, Nadopta usłyszał w radiu zapowiedź piosenki Wolnej Grupy Bukowina "Majster bieda" z dedykacją dla niego. Jeszcze wtedy nie pomyślał, że to może być o nim, bo przecież w żadnej mierze nie czuł się majstrem biedą. Zawsze miał co jeść, w co się odziać, miał gdzie mieszkać. W jakiś czas potem, przy spotkaniu z Belonem zapytał o tę piosenkę.
- Władziu, ja naprawdę napisałem ją o tobie - usłyszał w odpowiedzi.
A potem z Belonem bywało różnie, między wzlotami i upadkami był nawet majstrem biedą, czyli mleczarzem roznoszącym po domach butelkowane mleko, i coraz bardziej gubił się w życiu. W jednym z ostatnich wierszy, na rok przed śmiercią, napisał:
Jakże blisko zostało mi do końca tej podróży
Przyspieszam więc Ikara lot, by cię ujrzeć
Niczym ćma do butelki lgnę, by się upić
I śmieję się, śmieję wciąż, by Cię wzruszyć
Wojtek i jego siostra mieli problemy z nerkami. Ona potem jeździła na dializy. On wódką znieczulał ten ból. Kiedyś był w Krośnie u Leszka Mnicha.
- Leżał i zdychał, potem walnął wódeczkę i wszystko wróciło do normy - wspomina Leszek.
Śmierć Wojtka była podobna do śmierci Jędrka Połoniny czy Janusza Zubowa. Bo wszyscy go kochali i każdy z ochotą stawiał flaszkę - na zdrowie! Nałóg bardzo szybko wyniszczył jego organizm. Leszek Żubryd, ratownik z bieszczadzkiego GOPR, spotkał Wojtka na trzy, może cztery dni przed jego śmiercią. Weszli na siebie na Franciszkańskiej w Krakowie. Belon był już bardzo spuchnięty, bo chyba jego nerki przestawały pracować. To spotkanie z Leszkiem okazało się dla niego pożegnaniem z Bieszczadem, tym, który uczynił go nieśmiertelnym. Poszli na piwo.
Umarł, mając zaledwie 33 lata. O jego śmierci powiedział mi Andrzej Marnik:
- Wiesz, wczoraj umarł Wojtek Belon.
Wczoraj było 3 maja 1985 r.
Kilka lat później jego przyjaciel z czasów pobytu w schronisku na Wetlińskiej, Jędrek Wasielewski-Połonina, napisał do niego list:
Przedjesienny list do Wojtka Belona.
Hej, bracie! Wysyłam ci ten list przez Anioła. Wiem, że napewno on dotrze na Niebieskie Połoniny. Pisze do Ciebie, a Ty jesteś tam wśród tylu z Naszej Brygady. Połoniny u nas robią się płowe, buczyna lada dzień będzie jesienna. Niektórzy tu na dole, jakoś się jeszcze trzymają, ale kilku w Hameryce, wiem że Twoje pieśni tam mają w sercach i na kasetach. Wysyłam Ci też zdjęcie, bo go pewnie nie masz. Na goprówce Połoniny Wetlińskiej: Ty, Zosia Mnich i Wojtek Jarociński.
Jędrek w dziesięć lat później, po tragicznie zakończonym życiu dołączył do niego na te połoniny niebieskie. Majster Bieda przysiadł się do nich 18 czerwca 2005 r. Wszyscy trzej piją teraz pewnie tam piwo i spoglądają na świt żywych, wciąż idących po bieszczadzkich płajach.

W tekście fragmenty z II wydania książki "Majster Bieda czyli zakapiorskie Bieszczady".



Echo Bieszczadów   Dodaj swój komentarz.
 
 
 
 

Znajomość prawa pomaga

2008-09-02 15:17:58

Znajomość prawa pomaga - to projekt realizowany przez Stowarzyszenie Kobiet Bieszczadzkich „Nasza Szansa” z Leska mający na celu przeciwdziałanie przemocy domowej i przemocy wobec kobiet.
więcej czytaj więcej

Można inaczej - SOS w Lesku
Moje prawa - moją szansą!
Edukacja ekologiczna
Wystawa w Czarnej

  archiwum Archiwum


Webcam - Ustrzyki Górne

webcam www.bieszczady.info.pl  na Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) - Ustrzyki Górne



Szukaj w bieszczady.info.pl
 
Ciekawe serwisy
Mazury Zakopane
Karkonosze Online Przemyśl
Kwatery, pensjonaty,noclegi
Spływy kajakowe, Kajaki, Mazury
Hotele w Warszawie
 
  © Bieszczady Wirtualnie 1998 - 2008    
Kontakt  Prywatność  Reklama
Liczba osób na www.bieszczady.info.pl: 3