Przy okazji tegorocznego Motoloto na Weremieniu k. Leska, można było
podziwiać loty i lądowanie na celność zawodowych pilotów. Efektowną
konkurencją było strącenie balonika śmigłem na które pilot miał trzy
próby.
- Samoloty, które przyleciały na imprezę to Cesny, Kolibry, Jk-5, Tulak
i Railing, łącznie 9 samolotów. Ale to nie wszystko bo oprócz tych co
latają byli też ci co... ryczą, ale tylko silnikami starych motocykli.
Było na co popatrzeć - mówi Piotr Bobula, pilot i jednocześnie dyrektor
Aeroklubu Bieszczadzkiego. - Po konkurencjach punktowanych wszyscy
piloci odbyli w szyku lot nad Bieszczadami. Odwiedziliśmy lądowisko w
Smolniku nad Osławą (9 minut lotu od Weremienia). Była to również
impreza integracyjna, ale miejsca są miejscami i najlepszym w tym roku
podczas II edycji Motoloto został pilot z Nowego Sącza, Ryszard Jaworz,
samolotem Tulak.
Josz: - Co słychać w Aeroklubie Bieszczadzkim?
Piotr Bobula: - Wszystko w porządku, otwarliśmy sezon lotniczy już 20
kwietnia. Prowadzimy loty szkoleniowe pilotów przygotowujących się do
zdobycia licencji szybowcowej. Oprócz tego wykonujemy loty widokowe nad
Bieszczadami. To od 7 do 30 minut lotu, który daje naprawdę niesamowite
przeżycia.
Uczestniczymy też w różnych zlotach i zawodach. Ostatnio (14.05) byłem
w Koszycach samolotem Jak 12-M. Natomiast ostatni dzień maja był dla
mnie dniem wyjątkowym. Chociaż początkowo nic zupełnie tego nie
zapowiadało. Cały dzień trwały loty szkoleniowe i okazało się, że są
tak optymalne warunki, że zdecydowałem się na lot z Weremienia do
Nowego Targu i z powrotem na Weremień, czyli trójkąt 400 km. Lot trwał
prawie 6 godzin na wysokości 2500 m.n.p.m. Przy sobie miałem tylko 1,5
l wody, ale to się nie liczyło - prądy wznoszące były wyjątkowe, łuk
Karpat prowadził wspaniale. Po prostu to było naturalne. By polecieć
prawie przed siebie - mówi z uśmiechem - Dla niewtajemniczonych
wyjaśnię, że był to lot diamentowy.
Do odznaki szybowcowej czyli kolejnych diamentów pilot musi: na
pierwszą - przelecieć trójkąt 300 km, na drugią - 500 km, a na trzecią
pokonać przewyższenie 5 tys. m. - dop. red.
- Przyjechałem w Bieszczady z Nowego targu w 1989 roku już z odznaką
złotą i trzema diamentami w klapie. Mam jednak nowe cele, odznaki
ładnie wyglądają ale nie są dla mnie celem samym w sobie. Po prostu
kocham latać. To już jest nagrodą. Być w powietrzu. A tutaj latam, bo
lubię, latam w górach.
Josz: - Czy niedyskrecją będzie spytać o plany na przyszłość? Skoro już wszystko tu "zdobyte"?
- Nie wiem, może po raz trzeci Nowa Zelandia, może. Nie wiem, jeszcze
nie dziś. Za to wiem, że jeśli jutro pogoda dopisze to będę znów w
powietrzu. Tam się czuje, że życie jest piękne.
|