Powiat liski w czasie Wielkiej Wojny cz. VIII - www.bieszczady.info.pl    
       
 
   
 
 

Powiat liski w czasie Wielkiej Wojny cz. VIII


2005-09-07 08:53:46 ostatnio zmieniony: 2005-09-07 08:53:46
Roman Frodyma  


W tym właśnie czasie w niemieckim Sztabie Generalnym kiełkowała myśl o nowym uderzeniu na kierunku wschodnim. Początkowo w największej tajemnicy nawet przed Szefem Austriackiego Sztabu gen. Cramonem rozpoczęto przygotowanie założeń operacyjnych. Wykorzystano wtedy właśnie proponowane dużo wcześniej przez gen. Cramona plany ataku na kierunku do Lwowa. Na wspólnym już posiedzeniu dowództwo sprzymierzonych zdecydowało, że zasadnicze uderzenie wykona nowo powołana 11 niemiecka armia. Składała się z czterech niemieckich korpusów piechoty i dwóch bitnych dywizji austriackich. Na czele stanął starszy wiekiem,bo 60 letni gen.Mackensen. Ten owiany sukcesami na polach bitew we Francji, na Mazurach,pod Łodzią i Łowiczem miał wysokie notowania w Sztabie Generalnym.
Powierzenie mu tej operacji było więc przemyślane i trafne. Od tej chwili w najwiekszej tajemnicy z frontu zachodniego, okrężnymi drogami (aby zmylić szpiegów), zaczęły się przerzuty wojsk dużymi transportami kolejowymi. Kierowane na odcinek frontu pomiędzy Tarnowem a Gorlicami, pod osłoną nocy, zajmowały swe pozycje wyjściowe do ataku. Tak samo austriackie dywizje 12 i 39 dokonały przegrupowań i otrzymały uzupełnienie. Teraz zaczęło się odliczanie godzin do ataku. A czekało na sygnał 217 tys. żołnierzy wspomaganych przez 1045 dział, w tym 158 ciężkich. 260 karabinów maszynowych i 70 moździerzy. Były też wielkie zapasy wszelkiej amunicji.
Rosyjska 3 armia dowodzona przez gen. Dymitriewa, który miał na siebie przyjąć główne uderzenie mogła przeciwstawić tylko około 80 tys. Żołnierzy wspomaganych przez około 180 armat w tym tylko kilka ciężkich. Artyleria i piechota cierpiała już wtedy na braki w amunicji i pociskach. Armia dowodzona ze stanowiska w Jaśle posiadała stanowiska obronne ugrupowane w trzech kolejnych liniach oporu ciągnących się od doliny rzeki Białej aż po brzegi Wisłoki.
2 maja 1915 r. rozpoczyna się" Operacja Gorlicka." Mimo nowego systemu ognia artylerii i jej nawały, Rosjanie stawili silny opór. Jedynie walcząca w rejonie Łużnej 12 dywizja piechoty złożona prawie wyłącznie z Polaków wdarła się w pozycje Rosjan rozpoczynając wyłom. Niemcom po krwawych szturmach udało się też zdobyć pozycje pod Gorlicami i Sękową, co było sygnałem do dalszego natarcia. Mimo silnych kontrataków ze strony Rosjan pod Bieczem, Cieklinem, Jabłonicą i Potokiem, front pękł i hufce Mackensena po tygodniu zażartych walk dotarły nad Wisłok. Wtedy następuje to, na co liczyli Niemcy. Rosjanie zmuszeni są alarmowo wycofywać swe wojska z terenu Górnych Węgier. Ci co nie zdążyli, zostali otoczeni i zmuszeni do złożenia broni. Wtedy to, właśnie przez Lesko, szły niekończące się szeregi rosyjskiej piechoty i przemieszane tabory wraz z jaszczami artylerii.
To szedł alarmowo poderwany III Korpus Kaukaski stacjonujący w Chyrowie. Jako jedyna rezerwa był rzucony w rejon Biecza, ale mimo jego zaciętego oporu nie był w stanie uratować pękającego frontu.
Na stronach pamiętnika autorka zapisała wtedy: 2 maja 1915.Lesko - miasto puste, tylko żołnierze się kłócą Na rynku we wszystkich sklepach ani drzwi ani okien dawno nie ma, tu pewnie konie stały. Tu Żydóweczki sprzedają herbatę i tytoń. Na rynku ogromny namiot dla rannych i szereg automobilów Czerwonego Krzyża. Pełno napisów rosyjskich, pooznaczane szpitale i garnizony, gdzie kto stoi. Na kamienicach czarną farbą strzały i napisy: na etap. W domach pełno rannych, na rynku, na balkonach, na balkonie domu gdzie mieszkał starosta. W ogródkach siedzą naprzeciw zamku w bieliźnie i różnych negliżach ludzie z poobwiązywanymi głowami, rękami i o cerach zielonych, na wozach jechali i stali przed zamkiem. Na zamkowym ogrodzie napis wstęp wzbroniony i po rosyjsku, że tu szpital, w ogrodzie śmiecie, młode drzewka i krzewy. Madziary pościnały, tak samo świerki zabrali na most. Moskale jak uciekali to podpalili zamek. Mówili, że nie naumyślnie, komendant kazał gasić, a ludność nie chciała. Papiery sądowe, co zostały wynieśli na Błonie i tam podpalili. Dwa tygodnie się paliły. Akta tabularne były złożone w piwnicy nie zamurowane. Moskale rozrzucili cegły i księgi wyrzucili na rynek. Wtedy Moszczański aptekarz najął ludzi i kazał akta przenosić do siebie do mieszkania. I tak część uratował. Z mieszkań prywatnych ludzi, którzy powyjeżdżali, wszystkie ruchomości wywieziono. Oficerowie by móc mieszkać zabierali z innych mieszkań i tak po wielu takich przeprowadzkach wszystko się ulotniło Z żydowskich mieszkań chłopi zabierali rzeczy i pościel Tak opowiadał p. Marcinkiewicz. Sadlik tak mówił, gdzie ja bym tak mógł: siedzi żydówka przed domem i płacze, a chłopi biorą jej poduszki i ubrania. W piwnicy Kasy Zaliczkowej były ubrania i rzeczy dr Porajewskiego pościel ubrania i wszystko, co się dało spakować od Czerkawskich z Bezmiechowej, srebro p. Moszczyńskiej, Wituszyńskiej. Wszystko to wybrali przez okna i wywieźli. U wielu mieszkańców Leska była wielka bieda. Pewna pani przyjechała z dwoma dziećmi na lato i została na cały czas wojny. Chorowała ciężko, jedno dziecko zachorowało i oślepło. Żony małych urzędników były bez pensji, ludzie zarobki potracili. Z Błoń tak urodzajnych nic zebrać się nie dało. Burmistrz Górka urzędnik od podatku po wybuchu wojny i zrezygnowaniu p. Moszczańskiego przez starostwo burmistrzem mianowany, zajął się z urzędu dostarczeniem miastu żywności i złagodzeniu tej nędzy Z Liska do Chyrowa jedzie się darmo za pozwoleniem komendantury z Chyrowa do Lwowa za 2 ruble. Sprowadzono ze Lwowa towary - jak mąkę białą kaszę chreczaną, i jaglaną, mamałygę, sól, cukier, słoninę itd. Rozumie się, że wszystko to można było robić w porozumieniu się z komendą Leska, bo ta była wszechwładna. Założono sklep wtem miejscu gdzie dawniej był Sternhell, sprzedawano tam te towary, także restauracja była. Panie liskie jak Marcinkiewiczowa i jej siostra i kilka innych na przemian zajmowały się kuchnią. Miały za to półtora rubla dziennie, a czysty zysk dzieliły między najuboższych, którzy nie mieli, z czego żyć. Do Lwowa jeździł p. Marcinkiewicz i ks. wikary Perenc, zdając wtedy swe obowiązki na greckiego wikarego. Proboszczowie lescy wtedy wyjechali ks. Dziurzyński do Poraża, a ks. Biżecki za granicę.
W mieście widać jeńców austriackich zamiatających miasto, robią porządki. Zwykle po wzięciu trzymają ich po kilka tygodni, a dopiero potem odsyłają w głąb Rosji Wśród nich było kilku naszych chłopów zdaje się, że z Rudenki. Postanowili uciekać, przebrali się i poprosili o dołączenie do transportu i wtedy uciekli, ponieważ pracowali w restauracji nie chcieli narażać pań leskich
Syn radcy sądowego z Leska zamiatał ulice, widziano go na Huzelach wraz z nim jest Rumun i Niemiec, wzięto ich 14 dni temu w Karpatach, jedzenie w niewoli jest bardzo złe, nie dostaje mięsa, ani chleba wcale, tylko dwa razy dziennie zupę.
Mówił mi Polak z armii rosyjskiej Aleksander Wiśniewski artylerzysta stojący na pozycjach pod Łukowem, że zabrano im karabiny i oddano piechocie -widocznie brak jest broni.
Teraz zaczęli wysyłać jeńców z Leska w głąb Rosji. Potem kolejno lżej rannych do szpitali.  Ciągle było na zachodzie słychać odgłosy bitwy. I wielką chmurę pożaru rafinerii w Jaśle. Z Leska za Rosjanami poszła pani Chylakowa sędzina, podobno z obawy przed bitwą, z Hoczwi popadia Kużniakowa, ale ta z przyczyny romantycznej.  Obie złapano i Madziarzy je rozstrzelali. Moskale mieli nakaz palić składy, mosty i miasta. Liska nie spalili, bo ich szpital z ciężko rannymi i doktorami został. Moskale palili teraz mosty od brzegu do brzegu. Składów jak nie udało się zniszczyć czy opróżnić to rozdawali ludności, tak było w Zagórzu. Ludzie nabrali wszystkiego, a potem Austriacy im zabierali, bo uważali, że to kradzione. Zamek spalili przypadkiem. Kazał lekarz spalić słomę, na której leżeli chorzy zaraźliwie i od tego zajął się zamek. Kkomendant zrobił lekarzowi awanturę - przyjdą Madziary i powiedzą: "Eto ruskiej wawwary". Fakt ten opisał ks. Lutecki w swych wspomnieniach słowami "Płonący zamek świecił groźną łuną uciekającej armii rosyjskiej".
W sobotę 9 maja jakiś pułk szedł. W kierunku Hoczwi szła piechota, paru oficerów na koniach, naczalstwo, jakiś generał ze starszyzną. 11 maja ta sama piechota szła w kierunku na Tarnawę a z nimi dużo żydów, których nabrali w górach. Wojska sprzymierzone tak szybko przyszły do Liska, że komendanci z Liska, Zagorza, Uherc podostawali się do niewoli.
We wtorek 12 maja zobaczyliśmy na Gruszce Madziarów. Zaraz za nimi jeźdźcy szaro ubrani to, Germańce. Pierwszy patrol to był z artylerii, choć na koniach. Wszystko szare opięte w hełmach pokrytych szarą materią. Ostrożnie się posuwali przystawali przy słupach i zabudowaniach. Ogromnie wojną zajęci aż im oczy wyłażą z tego patrzenia - pamiętnik I.  Sz.
Tymczasem wojska sprzymierzone wykorzystując powodzenie 11 armii, energicznie naciskają na ustępujących Rosjan i 11 V 1915 r. ich patrole zajęły miasto. Zaczynają się znów wojenne rządy komendantów powiatowych, rekwirowanie żywności, pobór rekruta - oto czarna rzeczywistość tych czasów. Austriacy po przyjściu do Leska chcieli burmistrza Górkę aresztować, bo uważali, że współpracował z moskalami.
Wojna odchodzi od miasta, wracają uciekinierzy. Ich domy są albo spalone, zdewastowane, a na pewno obrabowane. Zamek leski spalony, zbiory rozgrabione, park zdewastowany, wiele szlachetnych drzew wycięto. Spalono budynek stacyjny w Łukawicy, młyn, browar w Lesku też jedna ruina. W budynkach użyteczności publicznej też nie było lepiej, wszystkie meble poniszczone popalone, pomieszczenia szkolne przedstawiają taki sam widok.
Te wojenne lata doprowadziły do powiększenia się obszaru nędzy. Ciężar utrzymania przy życiu rodzin spadł na barki kobiet i wyrostków. Ten stan trwał jeszcze długo, bo do zakończenia wojny, kiedy to zaczęli z frontu powracać mężczyźni.
Jednak odbudowa życia była niezwykle utrudniona. Brakowało wszystkiego - materiału, fachowców, funduszy. Powiat leski jeszcze długo będzie leczył swoje rany po tym wojennym kataklizmie.
cdn



Echo Bieszczadów   Dodaj swój komentarz.
 
 
 
 

Znajomość prawa pomaga

2008-09-02 15:17:58

Znajomość prawa pomaga - to projekt realizowany przez Stowarzyszenie Kobiet Bieszczadzkich „Nasza Szansa” z Leska mający na celu przeciwdziałanie przemocy domowej i przemocy wobec kobiet.
więcej czytaj więcej

Można inaczej - SOS w Lesku
Moje prawa - moją szansą!
Edukacja ekologiczna
Wystawa w Czarnej

  archiwum Archiwum


Webcam - Ustrzyki Górne

webcam www.bieszczady.info.pl  na Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) - Ustrzyki Górne



Szukaj w bieszczady.info.pl
 
Ciekawe serwisy
Mazury Zakopane
Karkonosze Online Przemyśl
Kwatery, pensjonaty,noclegi
Spływy kajakowe, Kajaki, Mazury
Hotele w Warszawie
 
  © Bieszczady Wirtualnie 1998 - 2008    
Kontakt  Prywatność  Reklama
Liczba osób na www.bieszczady.info.pl: 5