W tym właśnie czasie w niemieckim Sztabie Generalnym kiełkowała myśl o
nowym uderzeniu na kierunku wschodnim. Początkowo w największej
tajemnicy nawet przed Szefem Austriackiego Sztabu gen. Cramonem
rozpoczęto przygotowanie założeń operacyjnych. Wykorzystano wtedy
właśnie proponowane dużo wcześniej przez gen. Cramona plany ataku na
kierunku do Lwowa. Na wspólnym już posiedzeniu dowództwo
sprzymierzonych zdecydowało, że zasadnicze uderzenie wykona nowo
powołana 11 niemiecka armia. Składała się z czterech niemieckich
korpusów piechoty i dwóch bitnych dywizji austriackich. Na czele stanął
starszy wiekiem,bo 60 letni gen.Mackensen. Ten owiany sukcesami na
polach bitew we Francji, na Mazurach,pod Łodzią i Łowiczem miał wysokie
notowania w Sztabie Generalnym.
Powierzenie mu tej operacji było więc przemyślane i trafne. Od tej
chwili w najwiekszej tajemnicy z frontu zachodniego, okrężnymi drogami
(aby zmylić szpiegów), zaczęły się przerzuty wojsk dużymi transportami
kolejowymi. Kierowane na odcinek frontu pomiędzy Tarnowem a Gorlicami,
pod osłoną nocy, zajmowały swe pozycje wyjściowe do ataku. Tak samo
austriackie dywizje 12 i 39 dokonały przegrupowań i otrzymały
uzupełnienie. Teraz zaczęło się odliczanie godzin do ataku. A czekało
na sygnał 217 tys. żołnierzy wspomaganych przez 1045 dział, w tym 158
ciężkich. 260 karabinów maszynowych i 70 moździerzy. Były też wielkie
zapasy wszelkiej amunicji.
Rosyjska 3 armia dowodzona przez gen. Dymitriewa, który miał na siebie
przyjąć główne uderzenie mogła przeciwstawić tylko około 80 tys.
Żołnierzy wspomaganych przez około 180 armat w tym tylko kilka
ciężkich. Artyleria i piechota cierpiała już wtedy na braki w amunicji
i pociskach. Armia dowodzona ze stanowiska w Jaśle posiadała stanowiska
obronne ugrupowane w trzech kolejnych liniach oporu ciągnących się od
doliny rzeki Białej aż po brzegi Wisłoki.
2 maja 1915 r. rozpoczyna się" Operacja Gorlicka." Mimo nowego systemu
ognia artylerii i jej nawały, Rosjanie stawili silny opór. Jedynie
walcząca w rejonie Łużnej 12 dywizja piechoty złożona prawie wyłącznie
z Polaków wdarła się w pozycje Rosjan rozpoczynając wyłom. Niemcom po
krwawych szturmach udało się też zdobyć pozycje pod Gorlicami i Sękową,
co było sygnałem do dalszego natarcia. Mimo silnych kontrataków ze
strony Rosjan pod Bieczem, Cieklinem, Jabłonicą i Potokiem, front pękł
i hufce Mackensena po tygodniu zażartych walk dotarły nad Wisłok. Wtedy
następuje to, na co liczyli Niemcy. Rosjanie zmuszeni są alarmowo
wycofywać swe wojska z terenu Górnych Węgier. Ci co nie zdążyli,
zostali otoczeni i zmuszeni do złożenia broni. Wtedy to, właśnie przez
Lesko, szły niekończące się szeregi rosyjskiej piechoty i przemieszane
tabory wraz z jaszczami artylerii.
To szedł alarmowo poderwany III Korpus Kaukaski stacjonujący w
Chyrowie. Jako jedyna rezerwa był rzucony w rejon Biecza, ale mimo jego
zaciętego oporu nie był w stanie uratować pękającego frontu.
Na stronach pamiętnika autorka zapisała wtedy: 2 maja 1915.Lesko -
miasto puste, tylko żołnierze się kłócą Na rynku we wszystkich sklepach
ani drzwi ani okien dawno nie ma, tu pewnie konie stały. Tu Żydóweczki
sprzedają herbatę i tytoń. Na rynku ogromny namiot dla rannych i szereg
automobilów Czerwonego Krzyża. Pełno napisów rosyjskich, pooznaczane
szpitale i garnizony, gdzie kto stoi. Na kamienicach czarną farbą
strzały i napisy: na etap. W domach pełno rannych, na rynku, na
balkonach, na balkonie domu gdzie mieszkał starosta. W ogródkach siedzą
naprzeciw zamku w bieliźnie i różnych negliżach ludzie z
poobwiązywanymi głowami, rękami i o cerach zielonych, na wozach jechali
i stali przed zamkiem. Na zamkowym ogrodzie napis wstęp wzbroniony i po
rosyjsku, że tu szpital, w ogrodzie śmiecie, młode drzewka i krzewy.
Madziary pościnały, tak samo świerki zabrali na most. Moskale jak
uciekali to podpalili zamek. Mówili, że nie naumyślnie, komendant kazał
gasić, a ludność nie chciała. Papiery sądowe, co zostały wynieśli na
Błonie i tam podpalili. Dwa tygodnie się paliły. Akta tabularne były
złożone w piwnicy nie zamurowane. Moskale rozrzucili cegły i księgi
wyrzucili na rynek. Wtedy Moszczański aptekarz najął ludzi i kazał akta
przenosić do siebie do mieszkania. I tak część uratował. Z mieszkań
prywatnych ludzi, którzy powyjeżdżali, wszystkie ruchomości wywieziono.
Oficerowie by móc mieszkać zabierali z innych mieszkań i tak po wielu
takich przeprowadzkach wszystko się ulotniło Z żydowskich mieszkań
chłopi zabierali rzeczy i pościel Tak opowiadał p. Marcinkiewicz.
Sadlik tak mówił, gdzie ja bym tak mógł: siedzi żydówka przed domem i
płacze, a chłopi biorą jej poduszki i ubrania. W piwnicy Kasy
Zaliczkowej były ubrania i rzeczy dr Porajewskiego pościel ubrania i
wszystko, co się dało spakować od Czerkawskich z Bezmiechowej, srebro
p. Moszczyńskiej, Wituszyńskiej. Wszystko to wybrali przez okna i
wywieźli. U wielu mieszkańców Leska była wielka bieda. Pewna pani
przyjechała z dwoma dziećmi na lato i została na cały czas wojny.
Chorowała ciężko, jedno dziecko zachorowało i oślepło. Żony małych
urzędników były bez pensji, ludzie zarobki potracili. Z Błoń tak
urodzajnych nic zebrać się nie dało. Burmistrz Górka urzędnik od
podatku po wybuchu wojny i zrezygnowaniu p. Moszczańskiego przez
starostwo burmistrzem mianowany, zajął się z urzędu dostarczeniem
miastu żywności i złagodzeniu tej nędzy Z Liska do Chyrowa jedzie się
darmo za pozwoleniem komendantury z Chyrowa do Lwowa za 2 ruble.
Sprowadzono ze Lwowa towary - jak mąkę białą kaszę chreczaną, i
jaglaną, mamałygę, sól, cukier, słoninę itd. Rozumie się, że wszystko
to można było robić w porozumieniu się z komendą Leska, bo ta była
wszechwładna. Założono sklep wtem miejscu gdzie dawniej był Sternhell,
sprzedawano tam te towary, także restauracja była. Panie liskie jak
Marcinkiewiczowa i jej siostra i kilka innych na przemian zajmowały się
kuchnią. Miały za to półtora rubla dziennie, a czysty zysk dzieliły
między najuboższych, którzy nie mieli, z czego żyć. Do Lwowa jeździł p.
Marcinkiewicz i ks. wikary Perenc, zdając wtedy swe obowiązki na
greckiego wikarego. Proboszczowie lescy wtedy wyjechali ks. Dziurzyński
do Poraża, a ks. Biżecki za granicę.
W mieście widać jeńców austriackich zamiatających miasto, robią
porządki. Zwykle po wzięciu trzymają ich po kilka tygodni, a dopiero
potem odsyłają w głąb Rosji Wśród nich było kilku naszych chłopów zdaje
się, że z Rudenki. Postanowili uciekać, przebrali się i poprosili o
dołączenie do transportu i wtedy uciekli, ponieważ pracowali w
restauracji nie chcieli narażać pań leskich
Syn radcy sądowego z Leska zamiatał ulice, widziano go na Huzelach wraz
z nim jest Rumun i Niemiec, wzięto ich 14 dni temu w Karpatach,
jedzenie w niewoli jest bardzo złe, nie dostaje mięsa, ani chleba
wcale, tylko dwa razy dziennie zupę.
Mówił mi Polak z armii rosyjskiej Aleksander Wiśniewski artylerzysta
stojący na pozycjach pod Łukowem, że zabrano im karabiny i oddano
piechocie -widocznie brak jest broni.
Teraz zaczęli wysyłać jeńców z Leska w głąb Rosji. Potem kolejno lżej
rannych do szpitali. Ciągle było na zachodzie słychać odgłosy
bitwy. I wielką chmurę pożaru rafinerii w Jaśle. Z Leska za Rosjanami
poszła pani Chylakowa sędzina, podobno z obawy przed bitwą, z Hoczwi
popadia Kużniakowa, ale ta z przyczyny romantycznej. Obie złapano
i Madziarzy je rozstrzelali. Moskale mieli nakaz palić składy, mosty i
miasta. Liska nie spalili, bo ich szpital z ciężko rannymi i doktorami
został. Moskale palili teraz mosty od brzegu do brzegu. Składów jak nie
udało się zniszczyć czy opróżnić to rozdawali ludności, tak było w
Zagórzu. Ludzie nabrali wszystkiego, a potem Austriacy im zabierali, bo
uważali, że to kradzione. Zamek spalili przypadkiem. Kazał lekarz
spalić słomę, na której leżeli chorzy zaraźliwie i od tego zajął się
zamek. Kkomendant zrobił lekarzowi awanturę - przyjdą Madziary i
powiedzą: "Eto ruskiej wawwary". Fakt ten opisał ks. Lutecki w swych
wspomnieniach słowami "Płonący zamek świecił groźną łuną uciekającej
armii rosyjskiej".
W sobotę 9 maja jakiś pułk szedł. W kierunku Hoczwi szła piechota, paru
oficerów na koniach, naczalstwo, jakiś generał ze starszyzną. 11 maja
ta sama piechota szła w kierunku na Tarnawę a z nimi dużo żydów,
których nabrali w górach. Wojska sprzymierzone tak szybko przyszły do
Liska, że komendanci z Liska, Zagorza, Uherc podostawali się do niewoli.
We wtorek 12 maja zobaczyliśmy na Gruszce Madziarów. Zaraz za nimi
jeźdźcy szaro ubrani to, Germańce. Pierwszy patrol to był z artylerii,
choć na koniach. Wszystko szare opięte w hełmach pokrytych szarą
materią. Ostrożnie się posuwali przystawali przy słupach i
zabudowaniach. Ogromnie wojną zajęci aż im oczy wyłażą z tego patrzenia
- pamiętnik I. Sz.
Tymczasem wojska sprzymierzone wykorzystując powodzenie 11 armii,
energicznie naciskają na ustępujących Rosjan i 11 V 1915 r. ich patrole
zajęły miasto. Zaczynają się znów wojenne rządy komendantów
powiatowych, rekwirowanie żywności, pobór rekruta - oto czarna
rzeczywistość tych czasów. Austriacy po przyjściu do Leska chcieli
burmistrza Górkę aresztować, bo uważali, że współpracował z moskalami.
Wojna odchodzi od miasta, wracają uciekinierzy. Ich domy są albo
spalone, zdewastowane, a na pewno obrabowane. Zamek leski spalony,
zbiory rozgrabione, park zdewastowany, wiele szlachetnych drzew
wycięto. Spalono budynek stacyjny w Łukawicy, młyn, browar w Lesku też
jedna ruina. W budynkach użyteczności publicznej też nie było lepiej,
wszystkie meble poniszczone popalone, pomieszczenia szkolne
przedstawiają taki sam widok.
Te wojenne lata doprowadziły do powiększenia się obszaru nędzy. Ciężar
utrzymania przy życiu rodzin spadł na barki kobiet i wyrostków. Ten
stan trwał jeszcze długo, bo do zakończenia wojny, kiedy to zaczęli z
frontu powracać mężczyźni.
Jednak odbudowa życia była niezwykle utrudniona. Brakowało wszystkiego
- materiału, fachowców, funduszy. Powiat leski jeszcze długo będzie
leczył swoje rany po tym wojennym kataklizmie.
cdn
|